Wojna dobiegła końca ale w Bieszczadach, śmierć czaiła się na każdym kroku i to dosłownie. Jesienny, zimny poranek między Cisną a Smerekiem. Żołnierze nauczeni doświadczeniem wiedzieli, że zanim przejdze się przez jakikolwiek most czy kładkę trzeba dokonać dokładnego rozpoznania.
Starszy saper Adam Sójka z
batalionu „Poznań” szedł pierwszy.
Nagle zatrzymał się kilka metrów przed mostem.
— Zaminowany… —
Krzyknął głośno..
Widział to, czego inni jeszcze nie dostrzegali: lekko naruszoną ziemię przy filarach, kamienie ułożone zbyt równo. Most był przygotowany do wysadzenia.
Zrobił krok w kierunku skarpy, chcąc podejść bliżej i mieć pewność .
Suchy, zdradliwy trzask pod butem.
Eksplozja rozdarła ciszę. Ziemia i odłamki wzbiły się w powietrze.
Gdy dym opadł, żołnierze podbiegli do Adama.
Leżał przy ścieżce, przytomny, lecz blady. Jego noga trzymała się już tylko na skórze — nie było wątpliwości, że ją straci.
— Most… — wyszeptał z wysiłkiem. — Nie podchodźcie prosto… mogą być następne…
Sanitariusz zajął się rannym.
I rzeczywiście — były kolejne miny.
Centymetr po centymetrze rozminowywali dojście do mostu i jego filarów. W końcu dotarli do celu. Miny były sprytnie ukryte pod trapem mostu. Detonacja jednej uruchamiała następnie.
Saperzy z najwyższą ostrożnością unieszkodliwili śmiercionośną pułapkę.
Gdy Adama znoszono na prowizorycznych noszach, był już nieprzytomny.
Ale dzięki niemu przeprawa między Cisną a Smerekiem pozostała nienaruszona i nikt nie zginął. Żołnierze mogli przejść bezpiecznie.
Po latach co którzy byli tam wciąż pamiętali tamten poranek. Huk wybuchu. Ciszę, która zapadła zaraz potem.
Pamiętali, że zawsze Adam szedł pierwszy na ochotnika.
Kiedy spotykali się po latach i ktoś wspominał tamten dzień — zawsze padały podobne słowa.
— Dobry był…
— Najlepszy saper, jakiego znałem.
Dla wielu dziś to tylko epizod wojny — jeden z tysięcy, zapisany gdzieś na marginesie historii.
Dla młodego chłopaka — chwila, która podzieliła życie na „przed” i „po”. Początek życia z bólem, którego nie da się zapomnieć.
Ale Adam nie był jedyny.
Takich jak on były setki. A może tysiące.
Po wojnie wciąż szli pierwsi rozminowując drogi i pola. Byli tam, gdzie wojna zostawiła po sobie śmiertelne ślady. Patrzyli prosto w twarz zardzewiałej śmierci.
Wielu z nich nie wróciło.
Jeszcze kilka lat temu trzech saperów na Śląsku zginęło podczas likwidacji składu amunicji pozostawionej przez Niemców.
Wielu z nich poległo. Wielu zostało kalekami.
Może właśnie w tym tkwi ich największe bohaterstwo — że ryzykują wszystko nie dla chwały, lecz po to, by ktoś inny mógł bezpiecznie postawić kolejny krok.
To wspomnienie zostało spisane na prośbę osoby która zapamiętała Adama — aby jego historia nie zginęła, lecz trwała w słowach, które niosą pamięć dalej.
Autor: Jędrus Ciupaga

Zostaw komentarz