Można odnieść wrażenie, że wobec prawicowych mediów uruchomiono dziś atmosferę permanentnego nacisku. Alarmy bombowe, wezwania służb do prywatnych mieszkań dziennikarzy pod pretekstem rzekomych prób samobójczych, kolejne prowokacje i medialny jazgot. Wszyscy oczywiście rozkładają ręce. Nikt nic nie wie. „Silni Razem” nie mają z tym nic wspólnego, politycy też nie, a każda próba zadania pytań natychmiast przedstawiana jest jako teoria spiskowa.
A przecież istnieje stare i bardzo proste pytanie: winny jest ten kto na tym korzysta? Kto politycznie i medialnie zyskuje na osłabianiu, zastraszaniu i kompromitowaniu mediów krytycznych wobec obecnej władzy? Bo trudno nie zauważyć pewnej prawidłowości. Alarmów bombowych i podobnych „akcji” dziwnym trafem nie doświadcza TVN, Gazeta Wyborcza czy TVP w likwidacji. Za to uderzenia spadają akurat tam, gdzie padają pytania niewygodne dla rządzących.
I właśnie dlatego ludzie przestają wierzyć w przypadki. Nie dlatego, że ktoś przedstawił gotowy dowód na sterowanie tym wszystkim z jednego centrum, lecz dlatego, że zbyt wiele elementów zaczyna układać się w jeden polityczny obraz. Dlatego panie Kierwiński i panie Tusk, możecie dziś opowiadać o „przypadkach”, „procedurach” i „braku związku”, ale coraz więcej ludzi zwyczajnie przestaje w wierzyć w ten wasz bełkot. Bo kiedy presja, prowokacje i dziwne incydenty dotykają niemal wyłącznie jednej strony sporu, trudno oczekiwać, że społeczeństwo będzie bezrefleksyjnie słuchało kolejnych komunikatów dla naiwnych.
Można zagłuszać pytania, można próbować ośmieszać wątpliwości, można odwracać uwagę od sedna sprawy, ale nie da się zmusić ludzi, by nie widzieli tego, co wydaje się aż nazbyt oczywiste. Co wyście zrobili z tym krajem, skoro dziś dziennikarze i media muszą bardziej obawiać się politycznej nagonki niż uczciwej debaty? Do czego doprowadziliście Polskę, skoro coraz więcej ludzi ma poczucie, że zamiast demokracji wraca atmosfera zastraszania, prowokacji i pogardy wobec każdego, kto myśli inaczej. I najgorsze jest to, że wielu Polaków przestaje już wierzyć, że to wszystko dzieje się przypadkiem.

Zostaw komentarz