Są granice politycznej wojny, cynizmu i medialnego żerowania na emocjach. Problem polega na tym, że w Polsce coraz częściej te granice są brutalnie przekraczane — również wtedy, gdy chodzi o Jana Pawła II. Człowieka, który dla milionów ludzi na całym świecie był symbolem odwagi, nadziei i moralnej siły w czasach komunizmu. Dziś jego nazwisko stało się wygodnym celem dla tych, którzy chcą taniej sensacji i ideologicznej prowokacji.
Najbardziej oburzające jest to, z jaką łatwością próbuje się zniszczyć cały dorobek człowieka jednym oskarżeniem, jednym zmanipulowanym dokumentem czy agresywnym nagłówkiem. Nie liczy się kontekst epoki, realia działania Kościoła w PRL, skala wpływu Jana Pawła II na obalenie komunizmu czy jego ogromna rola duchowa dla milionów rodzin. Dla współczesnych „demaskatorów” istnieje tylko jedno: zburzyć autorytet, bo autorytety przeszkadzają w budowaniu świata bez wartości i bez pamięci.
To już nie jest uczciwa debata historyczna. To przypomina publiczny rytuał poniżania wszystkiego, co dla wielu Polaków było ważne i święte. Ci sami ludzie, którzy krzyczą o tolerancji i szacunku, bez chwili wahania szydzą z uczuć religijnych milionów obywateli. Gdzie jest ich empatia? Gdzie jest ich słynna „wrażliwość społeczna”, gdy pluje się na człowieka, którego pontyfikat dawał ludziom nadzieję w czasach terroru i zniewolenia?
Jan Paweł II nie był bogiem. Był człowiekiem. Ale był też jednym z największych Polaków w historii — i trzeba mieć wyjątkowo mało uczciwości, by sprowadzać całe jego życie do oskarżycielskich sloganów i medialnych polowań. Próba zniszczenia jego pamięci mówi dziś więcej o agresji współczesnej kultury niż o samym papieżu.
Naród, który pozwala bezrefleksyjnie niszczyć własne autorytety, prędzej czy później zostanie z niczym — bez pamięci, bez dumy i bez wspólnoty. A wtedy pozostanie już tylko cynizm, kpina i pustka.
Wystarczy spojrzeć, kto tworzy tę groteskową „listę oskarżycieli”. Autor publikacji, Piotr Szumlewicz, wraz z gronem medialnych prowokatorów i zawodowych antyklerykałów urządza polityczno-ideologiczny spektakl pod pozorem „rozliczeń historycznych”. Wśród rozmówców pojawiają się nazwiska od lat znane z agresywnej niechęci wobec Kościoła: Jerzy Urban — były rzecznik komunistycznego reżimu, Janusz Palikot — specjalista od happeningów wymierzonych w religię, Joanna Senyszyn czy Magdalena Środa, od dawna budujące swoją rozpoznawalność na ostentacyjnym atakowaniu katolicyzmu.
Trudno mówić o bezstronnej debacie, gdy po jednej stronie stoją niemal wyłącznie ludzie od lat ideologicznie zaangażowani w walkę z Kościołem. To nie wygląda na poszukiwanie prawdy. To wygląda na starannie wyreżyserowaną kampanię pogardy wobec człowieka, który dla milionów Polaków pozostaje symbolem wolności i duchowej siły.
Szczególnie bulwersujące jest to, że do niszczenia autorytetu Jana Pawła II wykorzystuje się dziś język moralnej wyższości. Ludzie, którzy przez lata kpili z wiary, tradycji i patriotyzmu, próbują teraz występować w roli najwyższych arbitrów etycznych. Trudno o większą hipokryzję. Jeszcze niedawno szydzili z pielgrzymek, religii i wierzących, a dziś pouczają naród o „odpowiedzialności moralnej”.
To nie jest odwaga. To koniunkturalizm. Łatwo atakować człowieka, który nie może już odpowiedzieć. Łatwo budować medialny rozgłos na podważaniu symboli ważnych dla milionów ludzi. Znacznie trudniej byłoby uczciwie przyznać, jak ogromny wpływ Jan Paweł II miał na odzyskanie przez Polskę ducha wolności i godności w czasach komunizmu.
Zostaw komentarz