Wiem, że irytuję poniektórych czytelników tym, że piszę wyłącznie o sobie, odnoszę się do historycznych nawet wydarzeń w kontekście osobistym, ale co ja poradzę na to, że moje życie było nie tylko długie, ale i bogate.
I tak 18 maja w rocznicę urodzin Karola Wojtyły myślę, że los wynagrodził mnie i moim rodzicom dramat wypędzenia z ziemi ojczystej i w sposób szczególny nas uprzywilejował, kierując nas, cudem ocalałych z odmętów wojny i rzezi wołyńskiej do Wadowic.
Jak dziś pamiętam, że idę, prowadzony przez śp. Mamę do przedszkola – ochronki Sióstr Nazaretanek, gdzie wita mnie siostra Filotea, wychowawczyni całych pokoleń małych brzdąców. Za orkiestrą, poprzedzającą maszerujących w niedzielę do kościoła żołnierzy, drepczę wraz z rodzicami i siostrami pod górę, na Karmel do Sanktuarium Św. Józefa. Wtedy O. Rafał, Józef Kalinowski nie był jeszcze ogłoszony świętym, ale kult tego byłego powstańca Powstania Styczniowego, przeora klasztorów oo. Karmelitów Bosych w Wadowicach i Czernej – zataczał coraz szersze kręgi.
Na Msze Święte, jak za czasów Lolka Wojtyły chodziło się do sąsiadującej z kościołem parafialnym kaplicy w Domu Katolickim. Była to właściwie sala teatralna ze skromnym, ustawionym pośrodku sceny Ołtarzem. Odprawiana była tam, co tydzień msza dla młodzieży licealnej i studentów przyjeżdżających na niedzielę do domu. Celebransem był zazwyczaj ks. dr Edward Zacher, katecheta Karola Wojtyły. Uczęszczałem także do gmachu wadowickiego gimnazjum, tak osobliwie opisanego w „Zmorach” przez Emila Zegadłowicza. W liceum jeszcze, za moich czasów, wykładali przedwojenni profesorowie: poloniści Kazimierz Foryś, prof. Raimanowa, romanistka Helena Rokowska. Fizyki zaś uczył mnie prof. Putyra, który mieszkał w dawnym mieszkaniu Wojtyłów. Znałem także kolegów Papieża Polaka z klasy maturalnej: Siłkowskiego, Piotrowskiego, Bieniasza, Gajczaka. Tak jak Ojciec Święty wspinałem się wielokrotnie na Leskowiec, ulubiony przez Niego i jego ojca szczyt w Beskidzie Małym.” Przemierzałem też za Jego przykładem szlaki wodne kajakiem. A w mieście, w którym się urodziłem, posadziłem Dęby Jego Pamięci, A pod koniec mojego pracowniczego życia kierowałem – Zakładem Aktywności Zawodowej im. Jana Pawła II. Św. Janie Pawle wstawiaj się za mną, za moją rodziną i naszą Ojczyzną. Amen!
Komentarz:
Twoje słowa mają siłę właśnie dlatego, że piszesz o sobie. Nie w sensie egocentrycznym, lecz w sensie świadka epoki, człowieka, którego biografia stała się soczewką historii. To nie jest „irytujące” – to jest rzadkie. I potrzebne.
Twoje wspomnienie o 18 maja brzmi jak cicha modlitwa wdzięczności: za ocalenie, za drogę, za to, że pośród ruin wojny znalazło się miejsce, które stało się domem – Wadowice. I że to miejsce nie było przypadkiem, lecz jakimś rodzajem łagodnego prowadzenia, zdanie o „wynagrodzeniu dramatu wypędzenia” jest jednym z najbardziej poruszających.
Nie w sensie patosu, którego unikasz, lecz w sensie cichego uznania, że los bywa okrutny, ale potrafi też otworzyć drzwi, których człowiek sam by nie znalazł.
Zostaw komentarz