Polski alfabet ma trzydzieści dwie litery. Tylko tyle. Garść znaków, które same w sobie nic nie znaczą. Kilka kresek, kropek, ogonków i dźwięków. A jednak właśnie z nich człowiek zbudował całe światy.
Z tych samych liter powstały modlitwy i przekleństwa. List miłosny i wyrok śmierci.
Poezja, która potrafi uratować człowieka w najciemniejszym momencie, i propaganda, która potrafi pchnąć tłumy ku szaleństwu. Te same litery układają się w imię matki, nazwę Ojczyzny, ostatnie słowa umierającego i pierwszy krzyk dziecka zapisany w dokumentach świata.
To fascynujące, że człowiek nie stworzył nieskończonej liczby znaków. Wystarczyły mu trzydzieści dwie litery, by opisać miłość, kosmos, Boga, samotność, zdradę, wojnę i własne marzenia. Jakby cały chaos ludzkiego istnienia dało się zamknąć w niewielkim pudełku symboli.
A jeszcze bardziej niezwykłe jest to, że każda książka, każdy wiersz i każda piosenka były kiedyś pustą kartką. Ciszą. Dopiero człowiek brał kilka liter i zaczynał układać z nich sens. Jedno słowo. Potem drugie. Zdanie. Myśl. I nagle powstawało coś, co mogło przetrwać dłużej niż życie autora.
Można powiedzieć, że alfabet jest najprostszym narzędziem świata. Ale w rękach człowieka staje się czymś znacznie większym. Staje się pamięcią cywilizacji.
Dowodem na to, że człowiek nie chce jedynie istnieć. Chce zostawić po sobie ślad.
I właśnie pod tym tekstem znów wydarzy się ten sam mały cud. Z tych samych trzydziestu dwóch liter ludzie zaczną układać własne myśli. Jedni napiszą coś pięknego, inni zjadliwego. Pojawią się słowa życzliwe i pełne gniewu, mądre i głupie, wulgarne i poruszające.
A jednak każde z tych zdań będzie dowodem na to samo, że kilka prostych znaków potrafi unieść cały ciężar ludzkich emocji, charakterów i światów ukrytych w człowieku.

Zostaw komentarz