1 listopada 2026 roku – Uroczystość Wszystkich Świętych
Kiedy 1 listopada odwiedzamy cmentarze, zapalamy znicze i składamy kwiaty na grobach naszych bliskich, często zapominamy, że dzisiejsza uroczystość ma znacznie głębszy wymiar teologiczny. To nie jest wyłącznie dzień wspominania zmarłych. To dzień przypominający nam o świętości, do której według chrześcijaństwa powołany jest każdy człowiek.
Ale skąd właściwie wzięli się święci? Dlaczego Kościół zaczął ich wyróżniać? I czy świętość ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie w dzisiejszym świecie, szczególnie w małych społecznościach, takich jak nasze wsie?
Początki kultu świętych – historia, która zaczęła się od świadectwa
Historia czci oddawanej świętym sięga pierwszych wieków chrześcijaństwa.
Pierwsi chrześcijanie szczególnie pamiętali o męczennikach, czyli ludziach, którzy oddali życie za wiarę w Chrystusa. Wspominano ich w rocznicę śmierci, modlono się przy ich grobach i przekazywano kolejnym pokoleniom historie ich odwagi.
Z czasem zaczęto dostrzegać również tych, którzy nie zginęli śmiercią męczeńską, ale swoim życiem dawali niezwykłe świadectwo wiary, miłości, miłosierdzia i poświęcenia.
W 609 lub 610 roku papież Bonifacy IV poświęcił dawny rzymski Panteon Matce Bożej i wszystkim męczennikom. W VIII wieku papież Grzegorz III związał uroczystość Wszystkich Świętych z dniem 1 listopada. Później obchodzenie tej uroczystości rozszerzyło się na cały Kościół.
Warto jednak zrozumieć jedną rzecz: święci nie pojawili się po to, żebyśmy mieli kogo podziwiać z daleka. Ich życie miało być przykładem, drogowskazem i przypomnieniem, że wiara nie kończy się na słowach.
Kim właściwie jest święty?
W potocznym wyobrażeniu święty to człowiek wyjątkowy. Ktoś, kto dokonał wielkich rzeczy, został wyniesiony na ołtarze, ma swoje wspomnienie liturgiczne i własny obraz w kościele.
Ale teologia chrześcijańska mówi o czymś znacznie głębszym.
Świętość nie jest tytułem ani nagrodą za doskonałość. Jest odpowiedzią człowieka na Bożą miłość.
Święty nie musi być człowiekiem, który nigdy nie popełnił błędu. To człowiek, który potrafił podnosić się z upadków, przebaczać, służyć innym i nie odwracać się od drugiego człowieka.
Świętymi byli ludzie, którzy troszczyli się o chorych, pomagali ubogim, bronili słabszych, potrafili przebaczać i nie szukali dla siebie poklasku.
Ich wielkość często nie polegała na tym, co osiągnęli, ale na tym, co potrafili dać innym.
A teraz spójrzmy na naszą wieś…
I tutaj chciałbym przenieść rozważania teologiczne z kart historii do naszej codzienności.
Żyjemy w małych społecznościach. Znamy się, mijamy na drogach, spotykamy w sklepach, rozmawiamy podczas uroczystości rodzinnych i wiejskich.
Wiemy często o sobie bardzo dużo. Znamy swoje radości, problemy, sukcesy, ale również słabości.
I właśnie tutaj pojawia się bardzo ważne pytanie: czy potrafimy być dla siebie nawzajem ludźmi dobrej woli?
Czy zauważamy starszą osobę, która coraz rzadziej wychodzi z domu?
Czy interesujemy się sąsiadem, który stracił pracę?
Czy potrafimy wyciągnąć rękę do rodziny, która znalazła się w trudnej sytuacji?
Czy umiemy przebaczyć komuś, z kim od lat nie rozmawiamy?
Czy potrafimy cieszyć się z sukcesu drugiego człowieka, zamiast szukać w nim powodów do zazdrości?
To są pytania, które w uroczystość Wszystkich Świętych powinny wybrzmieć również w naszych domach i lokalnych społecznościach.
Bo może właśnie tutaj, między zwykłymi ludźmi, rozgrywają się najważniejsze sprawy dotyczące naszej wiary.
Nie potrzebujemy kolejnych pomników. Potrzebujemy więcej dobra.
W małych społecznościach łatwo przychodzi nam ocenianie innych. Czasami wystarczy jedno nieprzemyślane słowo, żeby zniszczyć czyjąś opinię. Czasami wieloletnie konflikty są ważniejsze niż wspólne dobro.
A przecież chrześcijaństwo nie polega na tym, żeby pięknie mówić o miłości bliźniego. Polega na tym, żeby tę miłość praktykować.
Możemy mieć pięknie odnowione kaplice, udekorowane kościoły, zapalone znicze i pełne cmentarze. Możemy znać życiorysy wielu świętych.
Ale jeżeli po wyjściu z kościoła nie potrafimy szanować drugiego człowieka, to warto zastanowić się, czy właściwie zrozumieliśmy przesłanie dzisiejszej uroczystości.
Jezus powiedział:
„Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,8).
To nie jest wezwanie skierowane wyłącznie do zakonników, kapłanów czy ludzi żyjących przed wiekami. To wezwanie skierowane do każdego z nas.
Świętość zaczyna się od małych rzeczy
Być może nigdy nie zostaniemy wpisani do kalendarza świętych. Nie będziemy mieć swoich obrazów, relikwii ani kościołów pod wezwaniem naszego imienia.
Ale możemy pozostawić po sobie coś znacznie ważniejszego.
Dobre wspomnienie w sercu drugiego człowieka.
Możemy być zapamiętani jako ci, którzy pomagali, nie poniżali, nie odwracali się od potrzebujących i potrafili podać rękę nawet wtedy, kiedy nie było to wygodne.
Może właśnie tego najbardziej potrzebują dzisiaj nasze wsie i małe społeczności.
Nie kolejnych podziałów, wzajemnych pretensji i osądów, ale zwyczajnej ludzkiej życzliwości.
Uroczystość Wszystkich Świętych przypomina nam, że świętość nie jest wyłącznie historią ludzi, którzy odeszli. Jest również zadaniem dla tych, którzy jeszcze żyją.
I może warto dzisiaj, stojąc przy grobach naszych bliskich, zadać sobie jedno pytanie:
Czy człowiek, który jutro spotka mnie na wiejskiej drodze, będzie mógł powiedzieć, że spotkał kogoś, kto wnosi dobro w życie innych?
Bo przecież świętość zaczyna się nie na ołtarzu, ale w ludzkim sercu.
Ks. kan. Łukasz Urbanowicz
Zostaw komentarz