Byłem dziś w TV Republika i jeszcze będę o 20:00 (chyba, że odwołają). W internecie trwa grilowanie, a ja jestem ruskim szpiegiem, jak każdy kto ośmieli się powiedzieć publicznie to, co ma być skrzętnie ukrywane, bo „takie sprawy załatwia się po cichu”. Co partnerzy powiedzą? I tak jest od dwudziestu pięciu lat. Minister Macierewicz, rozwiązując WSI – działał przeciwko Polsce, pokazując stan naszej armii, jaki zastał w MON – tak samo, minister Kamiński, mówiąc publicznie o patologiach w służbach za PO – podobnie. Każdy, kto ma dość i powie to publicznie, natychmiast jest oskarżany o „antypolskie działanie”, wiadomo na czyją korzyść. Ja również dołączam do tego szacownego grona. Co powiedzą partnerzy? Nic, a może nawet coś zrozumieją. Zaczyna ktoś mówić i od razu podnosi się krzyk, a najlepsze jest to, że chodzi wyłącznie o obronę układu z roku 1990, którego ładnie pomalowane ruiny sterczą nad naszym krajem. Ja też nie chciałbym być w skórze szefa AW lub ABW, bo zmierzyć się z tym bajzlem, to…trzeba mieć nerwy, a jeszcze stary układ nie powiedział ostatniego słowa i walczy zażarcie.

Nie rozumiem dlaczego wywołałem taki strach u niektórych (już słyszę ich asertywny rechot byłych dyrektorów i specjalistów od własnego PR). Przecież ustalili już, że „odleciałem”, odbiło mi, jestem wariatem i w ogóle frustratem, jak to określił jeden z byłych zastępców szefa AW. Koronnym dowodem na to jest to, że związałem się z prawicą, która mnie „wykorzysta, wyrucha i wyrzuci”, jak to określił obrazowo w prywatnej korespondencji do mnie, jeden z asów wywiadu i symbol taktu oraz kultury. Śmiałem pójść własną drogą, a nie tą ustaloną przez władze Departamentu I i wczesne władze UOP. Toż, to kurwa, delikt główny i zdrada! W dodatku „nie załapałem się na żadne stanowisko” i nie zrobiłem wielkiej forsy. Toż to idiotyzm, facetowi odpierdoliło do reszty! Przecież takimi kategoriami powinien myśleć oficer wywiadu i tylko takie mieć motywacje. A ja? Idiota, kurwa, idiota!. Wspaniale. Skoro tak, to skąd ten krzyk. Przecież wariat może mówić, co chce, a partnerzy pokiwają głową i powiedzą: „No tak, spokojnie, wszędzie są tacy wariaci. Nie przejmujmy się.”. Po co ten szum, skoro jestem wariatem? W dodatku nic nie wiem, bo ci, którzy wtedy byli już emerytami wiedzą więcej. Logicznie rzecz biorąc nie można mnie brać na poważnie. Nie mogę też być obcym (ruskim) agentem, bo Rosjanie łatwo rozpoznają wariatów i na pewno, wykorzystają ich w lepszy sposób. Jeśli więc, jestem wariatem, to dlaczego zrobiło się tak, jakbym w jakiś kurewskie stół uderzył i jakieś kurewskie nożyce się odezwały? Po co nagłaśniać to, co powiedziałem? Nie lepiej zignorować? Ignorowany wszystko przez ostatnie 25 lat i nikt się nie przyczepił. Po co deprecjonować słowa wariata. Paradoksalnie uprawdopodobnia się je. We wszystkich wymienionych przeze mnie przypadkach deprecjonuje się człowieka, lecz nie polemizuje z tym, co on mówi, czyli mówi prawdę. Problem, że głośno, zamiast cichutko, a najlepiej w ogóle. Przepraszam za „łacinę”, ale czasem trudno mi wytrzymać.

Występuję pod swoim nazwiskiem. Łatwo z moich zdjęć i postów ustalić gdzie mieszkam. Nie mam samochodu, więc poruszam się komunikacją miejską. Ryzykuję, bo uważam, że są sprawy ważniejsze niż ja, czy ktokolwiek. Zaryzykowałem potężnie, a infamia jest najmniej dotkliwą szykaną. Oczywiście, ze do miejsca, w którym dziś jestem, dochodziłem długo, miałem różne wątpliwości i mam je nadal, bo staram się zrozumieć. I zrozumiałem, wybrałem i nie żałuję, chociaż nadal słyszę, że jako były esbek nie ma prawa do niczego, nawet do udziału w projekcie poświęconym Rotmistrzowi Pileckiemu, który ma łączyć, a nie dzielić. Cóż pewien lubelski profesor wie lepiej. To wszystko nieważne. Dalej będę pisać tylko dla siebie, zwrócę zaliczkę (niewielką) wydawnictwu i dam sobie spokój z tym wszystkim. Rzeczywiście, powinienem siedzieć cicho, a teksty swoich książek wysyłać z prośba o łaskawą akceptację do szefów Agencji Wywiadu, z których jeden mógłby powiedzieć z przekąsem: „Coś tam bazgrze i przysyła te bzdury, ale kto ma czas na pierdoły!”. Wtedy zasłużę na „szacunek” i znikne z oczu tych, których podobno „zdradziłem” i tych, którzy na mnie chcą zemścić się za Kiszczaka i Jaruzelskiego.

Nie jestem z kamienia i nie umiem ukryć własnej wrażliwości, tym bardziej, że wszystko co robię, robię pro publico bono i nie wiem, co to znaczy honorarium. Nie wstydzę się jej, bo nigdy nie byłem psychopatą. Może dlatego znalazłem się po tej stronie? Liczy się dla mnie mój kraj i dlatego nie chcę mu przeszkadzać. Wklejam link z „porannej” Republiki. Będę jeszcze po 20. Zaproponowano mi też udział w znanym programie TVP w przyszłym tygodniu. Nie wiem czy pójdę? Po co? Po to, by widzieć odęte miny „superfachowców” („musi być druga strona”) lub usłyszeć znowu z prawicy o swoim prowokatorstwie? Dość! To był ostatni post na ten temat. Teraz będę pisał o kobietach, kwiatkach i idiotyzmach.