– Słyszał pan? – wykrzyknęła pani Zosia na powitanie. Była tak podekscytowana, że aż jej fioletowe wdzianko, takie jakieś dziwne ubranko, którego pan Tomek nie potrafił właściwie zakwalifikować, zafalowało na całym ciele tak, że odsłoniło trochę za dużo, ale z drugiej strony zbyt mało. – Romanowski ukrywa się w Naddniestrzu!
Pan Tomek słyszał, ale nie mógł przestać myśleć o nazwie tego, co pani Zosia miała nałożone na siebie. Aż pani Zosia nie wytrzymała i ze zniecierpliwieniem w głosie wyjaśniła:
– To jest poncho. Letnie poncho.
– Ale poncho jest tak, a to jest tak.
Pan Tomek nieporadnymi gestami rąk próbował nakreślić w powietrzu różnicę pomiędzy ponchem, które on znał, a tym, co Zosia miała na sobie.
– Czy już możemy rozmawiać o istotnych sprawach?
– Oczywiście, pani Zosiu, oczywiście, że tak – odpowiedział pan Tomek, ale pewne osłupienie w oczach nie potwierdzało prawdziwości jego słów.
– No więc słyszał pan o Romanowskim czy nie?
– Tak, słyszałem. Naddniestrze.
– No i co? W Naddniestrzu! Teraz pan to widzi? Ci wasi ludzie ukrywają się w Naddniestrzu! – triumfowała pani Zosia.
– No tak. W Naddniestrzu. Jak ktoś się ukrywa, to zawsze gdzieś się ukrywa. Najlepiej tam, gdzie nie można go znaleźć. Ludzie nie ukrywają się tam, gdzie łatwo ich znaleźć. Nie za bardzo rozumiem, o co chodzi.
– Panie Tomku, bez takich tam. Naddniestrze jest prorosyjskie. O to chodzi. To zdrada! – zagrzmiała pani Zosia, unosząc rękę ku niebu, jakby wołała o pomstę.
– Ależ pani Zosiu. A gdzie miał się ukryć? To żadna zdrada. To konieczność.
– Ale nasze służby nawet tam go dopadną. Złodzieje z prawicy nigdzie się nie ukryją przed sprawiedliwością Tuska!
– Żurka…
– Tuska i Żurka! Nasze służby go rozpracowały!
– Bo im napisał list. Miejsce nadania to nawet ja potrafię odczytać ze stempla pocztowego.
– Oj, panie Tomku, ale teraz cała nasza machina służb specjalnych ruszyła pełną parą. Nie będzie żadnej taryfy ulgowej. Nawiązano współpracę z mołdawskimi służbami. Pełny profesjonalizm.
– No dobrze, pani Zosiu, niech będzie, ale po co? Po co ruszyła machina państwowa, aby łapać bidnego Romanowskiego? Nie mamy ważniejszych spraw do zrobienia?
– Niech pan go nie broni! To wstyd. Tu chodzi o zasady sprawiedliwości.
– Ja go nie bronię, pani Zosiu. Ja naprawdę nie oceniam dobrze rządów Zjednoczonej Prawicy. Tych osiem lat zostało zmarnowanych. Zwłaszcza od covidu i wojny na Ukrainie, ale wcześniej też. Zamiast zmieniać Polskę, do czego zostali wybrani, oni zajmowali się głównie kłótniami w mediach i budowaniem swojego wizerunku. Nie zmienia to jednak faktu, że nie potrafię zrozumieć, jaką wartość dla kraju ma zajadłe ściganie Romanowskiego.
– Chodzi o sprawiedliwość, panie Tomku. Tu chodzi o praworządność.
– Jaką tam praworządność. To raczej małostkowość. Bo widzi pani, aby była praworządność, to służby i sądy powinny zwalczać przede wszystkim nadużycia polityków rządzących. To ma sens. Natomiast ściganie polityków, którzy stracili władzę i przeszli do opozycji, świadczy tylko o jednym: że sprawiedliwość w Polsce jest bronią władzy przeciwko opozycji.
– O Boże, panie Tomku, znowu pan wygaduje takie dyrdymały. Otóż złodzieje z prawicy nie mogli być ścigani w czasie rządów prawicy, gdyż wtedy ministrem sprawiedliwości nie był sędzia Żurek. Czego pan tu nie rozumie?
– A złodzieje z obecnie rządzącej koalicji nie mogą być ścigani, gdyż ministrem sprawiedliwości nie jest Zbigniew Ziobro.
– Zupełna bzdura. Pan znowu odwraca kota ogonem. Teraz rozmawiamy o Romanowskim.
– Jeżeli więc chodzi o niego, to nie widzę żadnej wartości w tym, że on jest ścigany. Ja uważam, że są ważniejsze sprawy niż walka przy pomocy policji, prokuratury i sądów z opozycją.
– Och, i znowu wracamy do Kacprzyka?!
– To też, ale ja myślę raczej o zabezpieczeniu państwa przed mafią ukraińską… Te miliony wykradzionych danych…
– Naprawdę! – wykrzyknęła pani Zosia, aż jej letnie poncho zafalowało jeszcze bardziej niż poprzednio i odsłoniło jeszcze więcej. – Naprawdę chce pan powtarzać tę rosyjską narrację?
– Ależ przecież my ich sami wpuściliśmy do naszego kraju. Bez żadnej kontroli. Wszyscy wiedzieliśmy, że Ukraina była krajem skorumpowanym i oligarchicznym. I otworzyliśmy przed nimi Polskę.
– A co mieliśmy zrobić? Zostawić tych biednych ludzi na śmierć? Bez pomocy? Wojna ich zmieniła. Wyzwoliła w tym narodzie olbrzymie pokłady niebywałego patriotyzmu. W ogniu wojny on się oczyścił. Z brudnej rudy wytopiła się szlachetna stal.
– No jasne. Tak, ale… Ale oligarchowie ukraińscy jakoś nie zbiednieli na wojnie. Ich chorobliwe bogactwo stało się jeszcze większe. Mają teraz olbrzymie zasoby, aby wykupić i skorumpować Polskę. Boję się, aby nie zrobili z Polski drugiej Ukrainy. Drugiej Japonii nie zdołaliśmy zbudować, ale drugą Ukrainę możemy.
– Panie Tomku, nie mogę słuchać tej ruskiej propagandy! Mamy sądy i służby oraz zachodnią cywilizację.
– A oni weszli do nas z olbrzymimi pieniędzmi oraz ze wschodnią cywilizacją. To znaczy, że nie tylko wykupią nam Polskę i skorumpują sądy, ale tych, którzy będą próbowali ich zatrzymać – zatłuką i pochowają na stepie.
– To jest obrzydliwa ruska propaganda! Aż nie wiem, jak reagować. Ale zaczynam się bać.
– Dlaczego ruska? Przecież nie mówię, że ukraińskie wojsko nas po wojnie zaatakuje, aby nam odebrać Bieszczady. Nie straszę ukraińskimi imigrantami, którzy uciekli przed wojną. Mówię o oligarchizacji Polski na wzór Ukrainy.
– To nie jest możliwe. Tu jest Polska! – zakrzyknęła pani Zosia, nim się zorientowała, że to nie jej hasło.
– No właśnie Polska… Przecież byłoby to spełnienie marzeń naszych wielkich strategów. Dwa narody – jedna oligarchia. Prosta droga do odbudowy Unii Jagiellońskiej na nowych zasadach.
– Ależ panie Tomku – powiedziała pani Zosia i odeszła, powiewając letnim ponchem.
Zostaw komentarz