Jej wpływ na kulturę wymyka się prostym ocenom, lecz moim zdaniem była artystką wybitną, której tragiczny los z jednej strony zamykał epokę „Pokolenia ’68”, a z drugiej – zapowiadał już nadchodzące czasy narcystycznego wydrążenia kultury i narastającej wraz z nim egzystencjalnej pustki i samotności człowieka Zachodu.

Jej najbardziej znane utwory powstały w okresie Velvet Underground, kiedy była dosłownie upokarzana i wykorzystywana jako „ciało bez organów” przez Andy Warhola, Lou Reeda i Paula Morrisseya.

Zarazem – tym, co ją najbardziej ukształtowało, była już późniejsza współpraca z Johnem Calem, Jimem Morrisonem, Ornettem Colemanem, Brianem Eno i Iggy Popem. To właśnie dzięki nim skrystalizował się jej charakterystyczny niski śpiew, którego emocjonalny chłód krytyka określiła mianem 'glacial’.

Ostatni etap jej życia, kiedy była już kompletnie uzależniona od heroiny zdając sobie zarazem w pełni sprawę z nieuchronnych konsekwencji nałogu, wyznacza zaś jej współpraca z dużo od niej młodszym Jamesem Youngiem i jego zespołem The Faction, którego muzycy bez reszty oddali się tworzeniu muzycznego tła dla jej głosu. Young opisał później ten okres w dość upiornych wspomnieniach pt. „Nico: The End”.

Zmarła w 1998 roku na Ibizie, gdzie przyjechała wraz z synem (nieuznanym dzieckiem Alana Delona) po trasie koncertowej w Japonii, gdzie podjęła decyzję o rezygnacji z heroiny na rzecz metadonu. Postanowiła podjechać rowerem z wiejskiego domu do miasteczka, aby kupić trochę marihuany na wieczór. Serce nie wytrzymało upału – upadła, uderzyła się w głowę. Znaleziono ją wiele godzin później sparaliżowaną. Zmarła nazajutrz w szpitalu w wyniku krwiaka mózgu.