Jestem człowiekiem niewierzącym. Nie czuję się związany chrześcijańskim credo, niemniej jednak wkurzają mnie takie teksty (czytaj).

Spotkałem się już z różnymi formami „humanistycznej” krytyki Chrześcijaństwa – za najbardziej paskudną uważam zarzut, że „wierni odczuwają sadystyczną satysfakcję, że niewierni smażą się w piekle”. Trudno z takim zarzutem coś zrobić – pozostaje pewno się zasmucić.

Niemniej – u źródeł wszystkich „lewicowych” zarzutów wobec religii chrześcijańskiej tkwi wspólny korzeń: zawłaszczenie przez lewicę „empatii” i uczynienie z niej jak gdyby samej istoty, najgłębszego przesłania Jezusa.

Lewica – trzeba to powiedzieć jasno – bierze dosłownie przesłanie Kazań na Górze i czyni zarzut Kościołowi, iż nie realizuje objawionej tam „perfectus vitae chrisianae modus”.

Lewica domaga się tu od religii tego wszystkiego, czego nie wymaga od siebie:

– immanencji (natychmiastowego i bezwarunkowego wypełnienia przykazania miłości)

– perfekcjonizmu (doskonałej zgodności między doczesną implementacją przesłania Kazań na Górze a praktyką codzienności)

– potępienia krytycznej refleksji nad tekstem Kazań, umieszczenia ich w porządku tradycji, odjęcia poprzez to kategoryczności i bezrefleksyjnej akceptacji charyzmatu.

Mam dokładnie przeciwną opinię niż prof. dr hab. Ireneusz Ziemiński. Uważam, że jest kolejnym naiwnym scjentystą.

Chrześcijaństwo jest religią wyjątkową. Poprzez umieszczenie ofiary w centrum religijnej refleksji w ogóle umożliwiło dyskurs humanistyczny i wyłonienie się „lewicowości” jako profilu światopoglądowego. Niezrozumienie tego przez współczesnych „Katonów” humanizmu mnie obrzydza.

Panie Ziemiński – goń się pan, palancie filozoficzny!

Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.