Rozumiem, że nawet wojna musi być obecnie dostosowana do mentalności społecznej. Czyli zwirtualizowana i zinfantylizowana. Staje sie nie tym, czym na prawdę jest – ale tym, co pokazano w tv i opowiedziano w radio. Więc godze się, że takie są prawa czasu.
Ale dwa dni temu jednak się zirytowałam, bo infantylizacja przekroczyła jednak granice. Już wiem, że spadają tylko rosyjskie samoloty, giną tylko sowieccy żołnierze, tylko czołgi z literą Z są trafiane przez drony i cały czas armia ukrańska odnosi sukcesy, albo planuje „strategiczny odwrót”, a armia rosyjska stoi w miejscu i tylko kradnie, gwałci i zabiera zegarki. Takie sa prawa propagandy wojennej.
Ale kiedy się odwołujemy do „Czterech pancernych i psa”, to już obniża skalę wojennej tragednii. przez siedem minut w dzienniku (wiadomosciach) i to rządowych rozczulano się nad cytuje „Wielkim Sercem” żołnierzy ukraińskich, którzy wyszukują zagubione psy i koty, dokarmiają je, dopieszczają i zwracają właścicielom. Pokazano nawet wyciskajacą łzy scene, kiedy żołnierz oddaje takiego piesia stesknionemu włascicielowi.
O „Wielkich Sercach” mówiono z kilkadziesiąt razy. Przyznam, że jeśli juz musimy pokazywać „wielkie serca” to można by psy zastąpić staruszkami z hospicjum lub ewakuacją szpitala. Oddawaniem krwi dla rannych żołnierzy.
Ten „Szarik” jakoś mnie nie wzruszył jak należy. Może dlatego, że widziałam prawdziwą wojne, z prawdziwym głodem, z prawdziwymi nieszczęściami i autentycznymi stratami.
Ale pewnie te obrazki z pieskiem i pełen wewnętrznych łkań głos Danki Holeckiej poruszyl więcej „delikatnych serc’ niż opowiadanie o głodzie, na jaki są skazani ludzie siedzący od tygodni w schronach.
Wiem, że spadną na mnie gromy, że jestem taka nieempatyczna. Ludzie z wojennego pokolenia są empatyczni dla ofiar autentycznej wojny i potrafią skonfrontować to, co jest prawdą o wojnie, od tego co jest wojną wirtualną. Taka, jak w Czterych pancernych, kiedy to czołg Rudy i pies wygrali szturm na Berlin i to bez rabowania, głodu, i skaleczenia psiej łapy.
Fot. UAnimals/Twitter
Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.
Zostaw komentarz