Zatem wycofali się z Siewierdoniecka, „kieszeni” Zołote, Hirśke a potem z Lisiczańska. Na mapach nie wyglądało to dobrze. Wyglądało to tak, jakby mordor otoczył z trzech stron, a potem nie domknął okrążenia, żeby wypchnąć w ten jedyny korytarz ludzi i sprzęt i zmasakrować ich artylerią i lotnictwem.
Na razie jednak nie było widać w mediach rosyjskich zbyt wielu zdjęć kolumn jeńców, parków zdobytego sprzętu, wraków na pobojowiskach. To nie znaczy że ich nie ma, to znaczy że nie wypłynęły materiały tego typu. Gdyby tego sprzętu było dużo, gdyby tych jeńców było wielu – to by były materiały, dużo materiałów. Bo strona wygrywająca na pewno by się chciała chwalić.
Kiedyś pewnie zobaczymy rozwalonego Ceasara, których podobno jest już osiemnaście i kolejnych sześć w drodze i oświadczam, że przestaję się śmiać z Emanuaela, mimo wszystko, przestaję. Kiedyś ujrzymy rozbitego polskiego „Kraba”, płonącą Panzerhaubitze 2000. Ale tym razem nie zobaczyliśmy.
Po czterech miesiącach walk putlerowcy zajęli obszar mniej więcej wielkości 1-2 tysięcy kilometrów kwadratowych. Przed nimi, o ile będą szli tą drogą – kolejne dwie- trzy linie obronne z Kramatorskiem i Sławiańskiem na końcu.
Rzecz jednak nie w tym ile kilometrów się przepchnęli putlerowcy w krwawych łaźniach naprzód, ale jakie efekt osiągnęli.
Napoleon mawiał, że jego przeciwnicy widza na mapach mnóstwo rzeczy – punkty orientacyjne, ważne punkty terenowe, rubieże, węzły komunikacyjne, ośrodki miejskie. Ja – mówił – widzę tylko wojska przeciwnika i dążę do tego by je zniszczyć.
Odwołując się do tego zdania Napoleona, można powiedzieć, że armia chanatu moskiewskiego zajęła trochę punktów terenowych, dwa miasta, drogę i kilka skrzyżowań oraz miejsc po wsiach, z których niewiele zostało, ale co do wojsk przeciwnika, to się nie udało.
Wiele wskazuje na to, że w samym Lisiczańsku została rozbita jedna brygada obrony terytorialnej podczas gdy na łuku donbaskim, w tej okrojonej formie bywało, że walczyło i siedem i osiem ukraińskich brygad. Poniosły straty, ale zachowały zwartość, dalej są brygadami, chociaż wymęczone i skrwawione.
Dlaczego to jest ważne, że się mówi, że jakaś jednostka wycofała się ze stratami ale w porządku?
Bo jednostka wojskowa to więcej niż suma żołnierzy i sprzętu. Tp struktura, szkielet zależności między strukturami, który dopiero wypełnia się ludźmi i sprzętem. Jeżeli brygada wychodzi z walki ze swoimi tyłami, służbami, sztabem, łącznością, sprzętem – można ją uzupełnić, nie trzeba jej tworzyć od nowa. Pobita, ze stratami, ale w zwarta – wróci do życia szybciej niż przeciwnik się spodziewa. Rozbita, pozbawiona spójności i ze stratami w sprzęcie specjalistycznym – często przestaje istnieć i trzeba ją tworzyć od zera. Zebrać ludzi, szkolić, zgrywać oddziały – to już są miesiące ciężkiej roboty. A tych miesięcy można po prostu nie mieć.
Zatem z wielkich kleszczy na razie nic nie wyszło. Z małych – niewiele.
Odwroty są normalnym składnikiem zmagań i walki. Pisałem tutaj o kampanii 1809 roku w wojnie polsko-austriackiej. Niewyobrażalny pomysł – pozostawienie Warszawy, by zyskać swobodę manewru gdzie indziej. Ale z innej beczki – Bitwa Warszawska 1920 roku podjęta była z głębokiego odwrotu, gdzie najpierw trzeba było front osadzić, rozpoznać przeciwnika i zadać mu prawym sierpowym nokautujący niemal cios. Albo Stalingrad – wciąganie Niemców w walki w mieście, które po bombardowaniach i wyjściu na brzeg Wołgi samo w sobie nie miało większego znaczenia operacyjnego. Wciąganie, które trwało tak długo i strawiło takie ilości sił i środków, że kiedy w listopadzie 1942 roku sowieci uderzyli na skrzydła zastali tam w lwiej części wojska drugiego sortu, niedoposażone właściwie dywizje rumuńskie, włoskie i węgierskie.
Zazwyczaj tak jest, że ten kto zajmuje teren wygrywa, ale nic tutaj nie stoi w miejscu, ta walka ciągle trwa i ciągle zmieniają się okoliczności jej prowadzenia. Odwrót bywa elementem obrony, bywa wstępem do odbicia, do kontrataku, kiedy chodzi o to żeby rozciągnąć linie przeciwnika, zmusić go do odsłonięcia skrzydeł, rozproszenia szyku, poluzowania kołnierzyka.
Czy ten odwrót to ten moment, kiedy Ukraina się odwinie i zada wrogowi decydujący cios? Prawie na pewno nie. To zbyt płytki manewr z obu stron. Mówimy naprawdę o dosyć wąskim pasie aktywnych działań zbrojnych. Po wyrównaniu linii frontu związanym z wycofaniem się z Lisiczańska to będzie w poprzek, po liniach prostych jakieś 50 może 60 kilometrów. Ten manewr to jeszcze nie obrona manewrowa. To po prostu odejście na kolejną linię obrony.
Jak ktoś sprawnie policzył – w tym tempie zajmowanie Ukrainy zajmie putlerowcom kilka lat i spowoduje starty w wysokości 2 milionów żołnierzy.
Ale nie tylko Ukraińcy coś opuścili ostatnio.
Po czterech miesiącach okupacji rosjanie opuścili Wyspę Węży. Podobno czarę goryczy – po licznych łomotach, jakie załodze sprawiało zniszczone już podobno w 150% ukraińskie lotnictwo, rakiety przeciwokrętowe, prawdopoodbnie HIMARS-y i „Bayraktary” – przelało użycie lufowej artylerii dalekiego zasięgu. Być może francuskich Caesarów ale raczej eksperymentalnych ukraińskich samobieżnych haubic „Bogdana”. Ukraińskie „Bogdany” podobno nie miały luf, ale jakiś kraj wykonał je, również podobno, w czynie społecznym. I eksperymentalna bateria tych nowych samobieżnych haubic ustawiła się niemal na styku granicy z Rumunią i zaczęła walić do odległej o 37 km wyspy.
Na tej wyspie nie ma jak się ukryć.
I nie ma za bardzo jak odpowiedzieć ogniem jak się nie ma precyzyjnych środków ogniowych, a przeciwnik siedzi sobie tuż przy granicy jednego z państw NATO. Mała pomyłka i mamy casusu belli, czyż nie?
Tutaj truizm – pocisk armaty jest wielokrotnie tańszy niż wylot samolotów na ryzykowną misję, pocisk rakietowy czy Bayraktar. Zatem można tych pocisków wystrzelić setki. Zatem intensywność ognia artylerii lufowej jest dużo większa niż broni precyzyjnej. No i kiedy na wyspę zaczęły spadać zwykłe granaty artyleryjskie ktoś zrozumiał, że jest już kompletnie przesrane.
Symboliczne to jest trochę tak, jakby w styczniu 1940 roku Niemcy w geście dobrej woli wycofali się z Westerplatte nie mogąc zdzierżyć ostrzału z Helu.
Od kilku dni, odkąd są potwierdzone użycia HIMARS-ów, Phz2000 i Krabów podejrzanie często eksplodują składy paliw, amunicji i sprzętu wokół frontu, po rosyjskiej stronie. Ostatnio znowu płonęły składy w Biełgorodzie, Melitopolu. W Czornobajewce dwudziesty pierwszy albo dwudziesty drugi raz celnie ostrzelano lotnisko, a na lotnisku składy sprzętu. Kandydatura załogi lotniska Czornobajewka do Nagrody imienia Karola Darwina w roku 2022 – moim zdaniem murowana.
W Biełgorodzie doszło do trafień w domy mieszkalne. Orcza propaganda od razu oskarżyła o te przypadki ukraińską armie zanim nie okazało się, że resztki rakiet jakie widać wbite w budynki cywilne w Biełgorodzie, to elementy kompleksu „Pancyr”, który jest na wyposażeniu armii rosyjskiej a nie ukraińskiej, także wychodzi na to, że broniąc się przed napadem powietrznym środkami przeciwlotniczymi orcza banda sama zbombardowała obiekt ochraniany. Nie wiem ile było przypadków kiedy obrona przeciwlotnicza zniszczyła ochraniany przez siebie obiekt, ale dowódca opl Biełgorodu moim zdaniem to także dobry kandydat do nagrody imienia Karola Darwina
Niezależnie od tego trwa zła passa w samym chanacie moskiewskim. Ciągle coś tam się pali, ostatnio centrum handlowe w Moskwie. Po więcej – zaglądajcie do Witold Szabłowski – Notatnik Reportera, tam przy Panu Witoldzie działa nieformalna „grupa piromańska”.
Niewiele pewnych informacji z okolic Chersonia, Charkowa, Izjum, Zaporoża.
Może to cisza przed burzą, a może co innego. Wiele wskazuje, że Ukraińcy sprawdzają nowe sprzęty w akcji, zbierają je w większe jednostki, formują nowe jednostki, uzupełnienia, ale czy użyją tych wszystkich sił, aby uzyskać efekt skali, czy będą starali się działać w sposób rozproszony? Nie mam pojęcia.
Nikt nie wygrywa na razie, nikt nie przegrywa. Walka trwa.
Nie jest wesoło, ale nie ma też co rozpaczać, a każdy ma swoje do zrobienia.
The illegal and unprovoked invasion of Ukraine is continuing.
A ja powtarzam
rano i wieczorem
Слава Україні.
(autorka grafiki niestety nie jest znana, ale nie umiałem się powstrzymać).
Jak zawsze dziękuję za wszelkie udostępnienia owoców mojej pracy, wszelkie lajki, komentarze taktyczne. Te posty kosztują mnie rzeczywiście trochę pracy.
Gdyby ktoś chciał postawić mi kawę w zamian za wykonaną robotę – link tutaj.
Trzymajcie się!
Trwa nadal zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.
Autor: Radosław Wiśniewski Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.
Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74
Zostaw komentarz