W sobotę jednak ruszamy na Bałkany. Ekipa się zebrała. Skład dość egzotyczny, ale o tym przy innej okazji. Srebrny Szerszeń przeszedł inspekcję w warsztacie samochodowym. Konieczne było lekkie spawanie rury wydechowej, reszta sprawna na prawie 100%. Olej wymieniony (częściowo). Lusterka wsteczne wypolerowane.
Szerszeń już prawie zaaprowizowany. Zmieniłem ten koc za 30 zł na elegancki śpiwór. Profesor jednak musi dbać o wizerunek śpiąc na dworcu kolejowym. Jest trochę za ciepły, więc będę się odkrywać. Przespałem pod tytm śmierdzącym kocem 7 nocy, Już wystarczy. Teraz zaznam luksusu.
Jeżdżenie po nieturystycznych miejscach na Bałkanach i spanie po dworcach kolejowych dla części odbiorów takich komunikatów to zwykły przypał. Względnie sposób na wypromowanie się i zwrócenie uwagi. Nie, ja tak podróżuję od ponad 20 lat i nie zamierzam robić z tego jakiegoś „wydarzenia”.
Spanie na prowincjonalnych bałkańskich dworcach jest jak picie dobrego wina przez sen. Uwielbiam zwłaszcza te dworce, na których melduje się tylko jeden pociąg dziennie. To jakby spać na kolejowym cmentarzu, na którym (już) nie straszy.
Dworcowe spanie ma w sobie coś z metafizyki. Gdy w domu zasypiam o 23:00, ledwo budzę się o 7:00. Na dworcu zasypiam po północy i o 6:00 jestem wypoczęty. Bałkańskie dworce to prawdziwe uzdrowiska.
Uwielbiam na dworcu te poranne umywanie twarzy w lodowatej wodzie z kranu dworcowego. Wysuszam ją zielonym ręcznikiem po przejściach i gdy tylko wyłonię swoją twarz po suszeniu, jestem gotów do kolejnego etapu podróży.
Do kolejnego dworca lub cerkwi.
Dokładnie takiego kota packovego zainstalowałem dziś za przednią szybą Srebrnego Szerszenia (zob. 0:15), Kupiłem u Wietnamczyków po lewej stronie rzeki za 120 koron. Obok naklejek na masce z konturami państw Europy Śropdkowo-Wschodniej i naklejce na drzwiach od kierowcy zdjętej z taniej lodówki z ręcznym dopiskiem „auto bezemisyjne”, taka operacja powinna zapewnić płynną odprawę na przejściach granicznych. Z doświadczenia wiem, że znudzeni służbą pogranicznicy, odprawiający tysiące standardowych podróżnych, chętnie zatrzymują swoją uwagę na takich detalach. Na przejściu serbsko-węgierskim dwa tygodnie temu wszystkich trzepali równo, ale naklejka od lodówki zrobiła swoje i jechaliśmy bez kontroli. No i nie powiem, że przewożony towar a zwłaszcza znaleziony w Kosowie nabój do kałasznikowa trzymały normę.
Dla pewności przesmarowałem hamulce smarem pożyczonym od znajomego. Żeby nie piszczały. Dolałem też litr spirytusu do baku, żeby wzmocnić zapłon i zakleiłem te wszystkie pomarańczowe kontrolki na pulpicie co mnie rozpraszały w czasie jazdy. Ciśnienie w tylnych oponach ustawiłem na 5.0, bo zalecane 3.0 słabo wyglądaly na zdjęciach. Płyn do szyb zrobiłerm po swojemu, mieszanka spirytu z Ludwikiem. Upić się można w czasie jazdy na legalu :)
Winiety na Czechosłowację, Rumunię i Bułgarię kupione. Do bagażnika zapakowałem krzesło wędkarskie i aparat fotograficzny. Starym zwyczajem będę fotografować ludzi starych, młodzi mnie nie interesują, zwłąszcza że prawie wszyscy wyjechali.
Jedyne, czego się obawiam, to nadmiernego komfortu związanego z zabraniem luksusowego śpiwora za 80 zł. Nigdy pod czymś tak drogim nie spałem…
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz