Analiza krytyki podręcznika prof. Roszkowskiego cz. 4 – manipulacja informacją.

Nie tyle krytycy, co wrogowie, podręcznika prof. Roszkowskiego uchwycili się z punktu widzenia zawartości faktograficznej głównie wypowiedzi o dzieciach z in vitro. Oczywiście prof. Roszkowski – moim zdaniem – niestety punkt ciężkości wypowiedzi przesunął w niewłaściwą stronę. Zamiast wskazać na to, że w wyniku zapłodnienia in vitro ogromna masa istnień ludzkich – tak powstałych – jest niszczona, to zwrócił uwagę na to, co tak naprawdę nigdy nie występuje, nawet, gdy istota ludzka powstała w wyniku takiego biologicznego zabiegu często niestety charakteryzuje się różnymi dysfunkcjami. Mianowicie stwierdził, że takie dzieci nie są kochane. To nie jest prawdą – takie dzieci są jak najbardziej kochane. Gorzej z tymi, które są „na zawsze’ zamrażane – dla mnie zawsze to będzie istota Boża. Inna sprawa, że dziwię się, iż wydawnictwo Biały Kruk zdecydowało się ten fragment podręcznika wycofać, no bo przecież jego wydanie w nakładzie kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy przyniesie kolosalne zyski. Czyżby wydawnictwo – tak ultrakatolickie – zmieniało swoje poglądy w zamian za korzyści materialne??
Przed dobrych kilkunastu laty, jedno z krakowskich wydawnictw – uważających się za chrześcijańskie – zleciło m. in. mnie współautorstwo podręcznika do nauczania historii XX wieku. Niestety moja wizja tych dziejów zasadniczo kwestionowała choćby pozytywny wkład komunistów w polskie i światowe dzieje, czego dowodem był m. in. wprowadzony przeze mnie do książki fragment wypowiedzi Bułata Okudżawy o Aleksandrze Kwaśniewskim. Zaproponowano mi zmianę tego fragmentu na „łagodniejszą”, ale moim zdaniem i zgodnie z faktami, nieprawdziwą. Odrzuciłem ją, a krytyk mojej części został współautorem podręcznika. Jego opinię wydawniczą, a także stanowisko wydawnictwa mam, tak na wszelki wypadek, by ją przywoływać jak powstają książki do nauczania w szkole w dzisiejszych tzw. rynkowych czasach.
Ale ten przykład fragmentu o in vitro, stanowiący podstawę napaści na podręcznik Roszkowskiego, jest też dowodem na zastosowanie metody dyskwalifikowania książek wykorzystywanych do nauczania w szkole, której zwolennicy twierdzą, iż należy pisać historię prawdziwą, czyli faktograficzną. Tylko, że za każdym razem tak faktografia jest doborem zgodnie z jakimś założeniem.
W czasach komunistycznych jeden z uznanych dziś dydaktyków historii, zachwalając podręcznik powstały pod koniec lat 60. XX wieku do nauczania historii w klasie IV liceum ogólnokształcącego, stwierdził, że podręcznik jest tak fantastyczny, bowiem tak będzie manipulował uczniem, że ten nie będzie sobie z tego zdawał sprawy.
Prof. Roszkowski nie chciał manipulować, ale napisał wprost jaka jest jego wizja historii teraźniejszej i relacji społecznych dziś. I za to mu się dostaje. Natomiast jego krytykanci (bo nie krytycy) dążą do zmanipulowania ucznia za pośrednictwem informacji, bo nie faktografii – informacji często nieprawdziwej – np. o dokonaniach PRL-u w oświacie. Rzekomo o nich miałaby świadczyć liczba aż 1400 szkół powstałych w ramach tzw. tysiąclatek. Już o tym pisałem przy okazji ustosunkowania się do opinii o podręczniku WSiP. Tylko, że było to kosztem ogromnych społecznych nakładów a przede wszystkim nie odpowiadało na potrzeby (wg ankiety przeprowadzonej w latach 80. XX wieku – 48 % placówek szkolnych wybudowano przed 1945 rokiem!!!).
Roszkowski pisze wprost, z czego czynią mu zarzut recenzenci z Onetu, że lewicowanie na Zachodzie stało się modne i jest to świadectwem rzekomego postępu. To przecież fakt, który da się udowodnić przyjąwszy za miernik skalę manifestacji lewicowych od lat, ich promowanie w mediach i wyśmiewanie poglądów konserwatywnych – tych świeckich i opartych na wyznaniu katolickim (tak – katolickim !!!, bo inne odłamy niby chrześcijaństwa aprobujące aborcję, eutanazję zawsze są dowodem rzekomego postępu i dostosowania się kościołów do współczesności).
Nie wiem czemu miało służyć podważenie przez recenzentów z Onetu podkreślanej przez Roszkowskiego relacji między stalinizmem/komunizmem a multikulturalizmem? Oczywiście powinni też zauważyć, że na Zachodzie i ideologia i polityka multikulturalizmu (zarówno tego twardego – „nie wtrącajmy się w obyczaje innych, nawet gdy prowadzą one do szykanowania i poniżania kobiet wśród wyznawców islamu”, jak też miękkiego „dostosowujmy się do innych kultur i czerpmy z ich wartości”) już dawno się skończyła. Ale dyskwalifikowanie przez recenzentów Onetu wypowiedzi Roszkowskiego, że „Dlatego oburzenie muszą wywoływać próby przedstawiania już w XXI w., także w Europie Zachodniej i USA, sowieckiej polityki narodowościowej jako promocji etnicznej różnorodności”, jest totalnym oderwaniem się od rzeczywistości. Faktycznie przecież Sowieci kwestionowali sens istnienia narodów, a wartością dla nich najwyższą była klasa robotnicza pozbawiona wszelkich akcentów nacyjnych.
Tym, co można zarzucić prof. Roszkowskiemu, nie tylko w przedstawieniu tej kwestii, to nie błędna faktografia, ale nazbyt niedostosowane do możliwości percepcyjnych uczniów jej wyłożenie.

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.