Każda władza lubi nam życie meblować. Ale ta pisowska ciągle meble przestawia i czyni to najczęściej bez konsultacji. W efekcie, w wyniku szybkości i ilości zmian prawa nawet nie zauważamy jak powoli, ale wytrwale, dokręca się imadło, które miażdży nasze elementarne swobody. O tym, że tak się dzieje przekonuję się czasami w okolicznościach najmniej dla mnie spodziewanych.
Dawno temu reprezentowałem pewną matkę, która w wyniku manipulacji rodzicielskiej jej byłego męża utraciła kontakt z dzieckiem, nad którym opiekę przejął ojciec. Tak się akurat złożyło, że matka ta była osobą medialną. Konsekwencją tego było, iż w trakcie trwania sprawy o przejęcie opieki grillowaly ją wszystkie możliwe gazety i portale internetowe, które opisywały ją jako złą matkę i kobietę bez ludzkich uczuć.
Do ataku na matkę wykorzystano dziecko, którym dosyć umiejętnie manipulował ojciec. Gazety lubiły umieszczać na pierwszych stronach płaczącego dzieciaka, który tłumaczył mediom, że mama go bije. Zadawały mu wiele sugerujących pytań, dziennikarki zdobywały jego zaufanie i namawiały na zwierzenia, których treść i tak potem fabrykowały.
Polskie sądy nie potrafiły sobie z tym poradzić pomimo tego, że istniało kilka opinii psychologów i kuratorów świadczących o manipulacji dzieckiem i wykazujących, że ojciec ma na nie destrukcyjny wpływ. W efekcie, pomimo miażdżącego materiału dowodowego, jaki został w sprawie zgromadzony, sądy, jak Piłat, umyły ręce i miejsce zamieszkania dziecka zostało ustalone przy destrukcyjnym ojcu. Sprawę „przegrałem”.
Minęło kilka lat. Dziecko dorosło i zrozumiało swoją sytuację. Kiedy się zorientowało w manipulacji jakiej zostało poddane, uciekło od ojca do matki. Dziecko to, już jako dorosły człowiek, nie mogło zrozumieć dlaczego sąd go nie uchronił przed złym losem, jaki zgotował mu ojciec. Do tego nieustannie było nagabywane przez obce osoby o tamtą sprawę. „Czy to Ty jesteś tym dzieckiem, które….” było najłagodniejszym pytaniem jakie słyszało. Pogłębiało to traumę, którą dziecko leczyło u różnych specjalistów.
Tuż przed ukończeniem przez nie 20 roku życia ktoś dziecku podpowiedział, że za to, co mu zrobiono, może pozwać winne temu media. Przepisy kodeksu cywilnego (art. 122 par. 1) przewidują, że przedawnienie nie może w takim przypadku nastąpić zanim nie minie 2 lata od nabycia przez dziecko pełnej zdolności do czynności prawnych, czyli od nabycia pełnoletniości. Tę, jak wiadomo, nabywa się w wieku 18 lat tak więc czyny naruszające dobra osobiste tego dziecka przedawniłyby się wraz z ukończeniem przez nie 20 lat.
„Dziecko” nie miało już czasu sporządzić pozwów więc postanowiło zawezwać kilka redakcji do próby ugodowej. Takie zawezwanie, w obecnym stanie prawnym, pozwala zyskać na czasie – do momentu zakończenia się czynności związanych z próbą ugodową termin przedawnienia zostaje wstrzymany. W tym czasie można spokojnie przygotować pozew.
„Dziecko” usiadło więc do komputera i – posługując się pismami, które kiedyś przygotowywałem w sprawach jego mamy (a prowadziłem kilka takich spraw) – sporządziło zawezwania do próby ugodowej i wysłało je do sądów, wnosząc przy tym o zwolnienie z kosztów.
Kiedy złożymy wniosek o zwolnienie z kosztów sądowych sąd ma prawo zarządzić dochodzenie. Tak się też stało i tym razem. Ale oprócz tego „dziecko” dostało od sądu pouczenie, że:
„Stosownie do art 226 (2) kodeksu postępowania cywilnego Sąd poucza wzywającą, że zachowanie polegające na korzystaniu w sprawie z usług zawodowego pełnomocnika, który to pełnomocnik nie ujawnia się przed Sądem (a pismo przez niego sporządzone podpisuje sama wzywająca), może zostać potraktowane jako nadużycie prawa przez wzywającą, co może skutkować zastosowaniem środków z art 226 (2) kodeksu postępowania cywilnego, w szczególności skazanie wzywającej na grzywnę”.
Czy rozumiecie państwo mrożący efekt takiego ostrzeżenia?
Sędzia korzysta z przywileju w celu szykanowania obywatela, który ma drżeć o to, czy pismo, które przedstawił, nie zostanie aby uznane za zbyt profesjonalne! Obywatel musi się bać, a najlepiej, żeby przed sądem miał wygląd lichy i durnowaty, jak kiedyś życzył sobie tego pewien car.
Przy czym, co jest godne podkreślenia, przepis, na który powołał się sąd, nie mówi nic na temat tego, kto może być rzeczywistym autorem pisma. Przepis ten mówi sobie – niewinnie i ogólnie – o tym, że ilekroć zachowanie strony w świetle okoliczności sprawy wskazuje na nadużycie przez nią prawa procesowego, sąd poucza ją o możliwości zastosowania wobec niej środków takich jak np. grzywna.
Czym jest nadużycie prawa procesowego?
Tego laik również nie dowie się z lektury przepisów. Art. 4 (1) kodeksu postępowania cywilnego mówi, że jest nim czynienie przez stronę lub uczestnika postępowania cywilnego użytku z uprawnienia przewidzianego w przepisach tegoż postępowania niezgodnego z celem, dla którego je ustanowiono.
Czyli w praktyce wynajęcie ghost writer’a do pisania pism, albo chociażby korzystanie z pomocy cioci przy ich sporządzaniu może się źle dla strony skończyć. Bo nadużycie prawa jest wtedy, kiedy sędzia tak uzna na podstawie niejasnych ustawowych zapisów.
Śruba się zaciska. Odbiera się immunitet posłance za to, że weszła z jakimś napisem, nawet nie wulgarnym, protestować w kościele. Ściga się za tęczowe Maryjki (bardzo ładnie zresztą jedna z nich prezentuje się na ścianie w domu pewnego znakomitego adwokata. Sam bym chciał taką mieć), nagina się sędziów.
Wszystko to wydaje nam się odległe – sprawy dotyczą przecież działalności osób publicznych. Ale szaremu obywatelowi także coś „skapuje” z tego stołu.
Sprawnie wprowadzono zmiany do kodeksu karnego wykonawczego poddając więźniów niemalże totalitarnemu traktowaniu.
Uchwala się regulacje, jak omawiane tu wyżej przepisy kodeksu postępowania cywilnego, pozwalające stosować sankcje wobec obywateli na podstawie niejasnych przesłanek.
W tym stanie rzeczy, na rok przed wyborami, rozpoczęto prace nad projektem ustawy o ochronie ludności oraz o stanie klęski żywiołowej, której zapisy już na tym wstępnym etapie budzą spore kontrowersje.
Czy wyobrażacie sobie Państwo jak t(fuuu!)rczo można w praktyce stosować przepisy? Są tacy, którzy nie mogą się już tej możliwości doczekać.
Zostaw komentarz