Ledwo Szarek wyleczył się z grypy jelitowej, zaraz Cesię za mankiet ucapił i do teatru powlókł. Ale jak mógł nie powlec, kiedy w TR Warszawa wystawiali 3Siostry Czechowa w reżyserii samego Luca Percevala jednego z najsławniejszych twórców teatralnych współczesnej Europy.

Spektakl powstał w ramach wspólnego projektu TR Warszawa i Teatru Starego w Krakowie, a premierę miał w ubiegłym roku w obu stolicach jednocześnie. Specjalnie napisałem – obu stolicach, żeby warszawkę tą drugą stolicą dzgnąć, jak Bresz wojewodę w znanym poeamacie. (O Wojewodzie jeszcze napiszę).

Wtedy była pandemia, więc Szarek nie poszedł sławnego Belga obejrzeć, ale teraz zdołał i wykupił najlepsze miejsca – w 1 rzędzie. Trochu go ta bliskość sceny krępowała, bo w brzuchu wciąż mu bulgotało, jak w destylarni albo innej gorzelni i obawiał się, że aktorka deklamująca vis a vis szarkowej rafinerii, te bulgoty usłyszy, straci wątek i spadnie z rampy. Ale obyło się bez wpadki, czy raczej spadki, chociaż inne wypadki się zdarzyły. Na przykład – zbiorowy męski striptiz. Cała parada kutasów przedefilowała pod Cesinym nosem z czego żona nie była zadowolona, bo kutasiki były stare i zwiędłe.

Ale wracajmy do naszych sióstr. Przedstawienia zaczyna się nowocześnie. Całą przestrzeń sceny okala wielkie zwierciadło, pod którym siedzą 3 kobiety. Ich pogrążone w skrajnej prostracji ciała zwisają z krzeseł, jak zwłoki. Siostry spowiadają się z nieciekawego życia. Mówią do lustra tak, jak alkoholicy piją – w samotności. Najstarsza Olga opowiada o staropanieństwie i wypaleniu zawodowym. Irina o braku miłości i wiecznej tęskonocie za Moskwą. Masza nic nie mówi, jeno zdradza męża z pułkownikiem Wierszaninem, którego reżyser nie wiedzieć czemu skazał na paraliż i posadził na wózku?

Wszyscy aktorzy monologują i rozmawiają, będąc w ciągłym ruchu. Mobilność aktorów jest w sztuce Percevala jednym z głównych środków wyrazu. Aktorzy: skaczą, kopulują, ubierają się i rozbierają, grupują i rozlatują po scenie, jak marionetki ciągane za sznurki ręką wariata.

Reżyser skrócił i przerobił akcję Trzech Sióstr na swój sposób. Zrezygnował z kanonicznej struktury dramatu, a nawet zmienił jego treść, chcąc wydestylować z utworu czystą czechowowską esencje. Tę specyficzną mieszankę beznadziei, niemożności, absurdu i klęski, jaką odczuwają ludzie nieszczęśliwi, gdy bladym świtem po zbradiażonej nocy, robią rachunek sumienia.

Jednak spektakl nie rzucił mnie na kolana. Przysłowiowa czechowowska strzelba zawieszona na ścianie nie wypaliła. Ani nowoczesna aranżacja ani uwspółcześnienie języka przez wulgaryzmy, ani ascetyczne dekoracje, atonalna muzyka, operowanie nagością, nie wystarczyły, żeby wyzwolić czechowowską magię. Przede wszystkim zawiodła reżyseria ruchu. Mało przekonująco wypadły też, te elementy spektaklu, które nawiązywały do wojny w Ukrainie. Kiedy w środku przestawienia – ni z gruszki ni z pietruszki, reżyser każe, wygłosić Nataszy po ukraińsku, jakąś z du.. wziętą mowę oskarżycielską, skierowaną do trzech sióstr.

Co to miało być?

Czechow z zażenowania przewracał się w grobie, Szarek na krześle. Podobno w krakowskiej wersji przedstawienia Perceval, chcąc być au courant, zmienił mityczną Moskwę, do której tęsknią siostry na Kijów.

Czy to był lepszy pomysł? Jak Pan myśli Antonie Pawłowiczu? Szarek też sądzi, że nie.

Denerwują mnie te kompulsywne dążenia twórców teatralnych do podkreślania swojej aktualnej poprawności politycznej! Jakby się bali, że wystawiając Czechowa uchybią Ukrainie!

Dlatego, nie zachęcam Państwa do spektaklu w TR, ale swojej wizyty nie żałuje, bo miałem okazję przekonać się, jak bardzo w tyle za naszymi są sławni reżyserzy europejscy. Zaś Luca Percevala wysłałbym na korepetycje do Hamburskiego Thalia Theater, żeby zobaczył reżyserię ruchu w przedstawieniu Eweliny Marciniak. Z Gandawy ma niedaleko.

A teraz zamknę klamrę i napiszę o obiecanym Wojewodzie. Otóż Wojewoda Mazowiecki Konstanty Radziwiłł zawiesił w obowiązkach dyrektora Teatru Dramatycznego Monikę Strzępkę. Urzędnik motywował swoją decyzję złamaniem warunków konkursu na stanowisko dyrektora, który Strzępka wygrała. Taki jest oficjalny powód zawieszenia. A nieoficjalny jest waginalny, o czym donosi – Wasz pomocniczy krytyk teatralny Szarek, herbu – 5 koło u wozu.

Ps. Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Nie mam nic przeciwko nowoczesnym środkom wyrazu w sztuce. Jest tam miejsce na nagość, erotykę, dosadność, nawet okrucieństwo i prowokację. A ruch we współczesnym teatrze jest podstawą ekspresji scenicznej. Tylko, że te wszystkie środki powinny być adekwatne do treści przedstawienia. Tak stanowi stara zasada nakazująca dopasować formę do treści. W mojej ocenie Belgowi to się nie udało. Także dlatego, że sztuki Czechowa nie są odpowiednie, żeby wyrażać je gwałtownym gestem, głośnym krzykiem, kompulsywnym ruchem. Wręcz przeciwnie. Czechow to; bezruch, nudne trwanie, stłumione emocje, żal który chwyta za gardło i rezygnacja, która kumuluje się, żeby wybuchnąć w ostatecznym akcie. Ale to jest moja opinia. Polskiej postępowej krytyce spektakl Percevala się podobał. Publiczności mniej. De gustibus.

Autor: Marek Szarek