W dniu wczorajszym wskazywałem na nieefektywność sankcji wobec Rosji. Brak jednolitego frontu w tym względzie nawet wśród krajów Unii Europejskiej.

Podawałem dowód na to w postaci oporu Niemiec i Włoch, blokujących – podobno wielki pakiet – sankcji wobec Rosji, z powodu syntetycznego kauczuku. Polska miała być tym takim światełkiem w tunelu. Nie tak dawno też temu media TVPiS wieszczyły światu, że Polska od 31 stycznia 2023 roku nie odnowiła kontraktu na import ropy z Rosji (nota bene za ten w 2022 roku – łącznie z importem gazu i węgla – zapłaciła jej ok. 50 mld złotych, tak 50 mld złotych).

Oczywiście u niezorientowanych odbiorców tej wiadomości pojawiły się dwie myśli: pierwsza taka – wreszcie koniec z importem ropy z Rosji i finansowaniem przez Polskę wojny Rosji z Ukrainą, a druga – skąd wziąć ten surowiec i to w cenie przystępnej?

Ale okazuje się, że Polska nadal importuje ropę z Rosji, ale przez rurociągi. Tłumaczy się tym, że umowa na ten handel mogłaby zostać tylko wtedy zerwana, gdyby ta droga importu została objęte sankcjami.

Ale najlepsze jest w tym też to, iż nadal z Rosji płynie ropa południową odnoga rurociągu „Przyjaźń”, bo Węgry, Słowacja i Czechy nie mają dostępu do morza. A unijny zakaz sprowadzania ropy z Rosji dotyczy tylko importu drogą morską.

Ciekawe ile takich jeszcze kruczków jest w odniesieniu do tego surowca i innych surowców sprzedawanych przez Rosję i Białoruś?

Ale lepsze jest też to, że to Polska eksportuje ropę na Ukrainę. Ciekawe w jakiej cenie?? No i oczywiście nie jest to ropa polska, tylko pewnie rosyjska.

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.