POLSKA NASZYCH MARZEŃ. – „Startując w wyborach samorządowych, podkreślałem, że chciałbym, aby mój region stał się samorządem na miarę swoich ambicji. Teraz, reprezentując administrację rządową, powiedziałbym, że chciałbym, aby Małopolska była regionem na miarę swoich ambicji. A są one wielkie, bo region ma wielki potencjał. I analogicznie Polska. Chciałbym, aby Polska się rozwijała w tempie tak jak do tej pory. Odwiedzając na zaproszenie samorządowców miasta, miasteczka i wioski, widzę, że tempo zmian na lepsze jest niezwykle dynamiczne. Nie chodzi tylko o drogi, ale także o inwestycje, na które te mniejsze miejscowości nie mogły liczyć: skateparki, baseny, sale gimnastyczne z prawdziwego zdarzenia, ośrodki kultury. Polski rząd opracował system wsparcia dla samorządów, który pozwala rozwijać Polskę lokalną. Rozwijać, a nie zwijać, jak czynili to nasi poprzednicy. Kiedyś te lokalne potrzeby były pomijane. Wielkie inwestycje w wielkich miastach – takie było założenie. Odwróciliśmy ten nurt” – podkreśla Łukasz Kmita, wojewoda małopolski w rozmowie z Robertem Szkutnikiem.
Robert Szkutnik: Jak województwo przygotowane jest na ewentualną epidemię związaną z zagrożeniem bakterią Legionella?
Łukasz Kmita, Wojewoda Małopolski: Przede wszystkim zaznaczmy to, co podkreślają służby sanitarno-epidemiologiczne: legionelloza (zwana chorobą legionistów) to choroba zakaźna, ale nie zaraźliwa. To oznacza że nie zarazimy się nią, np. pijąc wodę, w której znajdują się bakterie ani od chorej osoby. Drogą zakażenia jest aerozol wodno-powietrzny. Według raportu, który 12 września otrzymałem od służb, w Małopolsce zdiagnozowano 20 przypadków zakażeń od początku roku. Nie mamy ognisk, to pojedyncze, rozproszone zakażenia. W roku 2022 takich zakażeń z wystąpieniem tzw. choroby legionistów było w Małopolsce 5, zaś w całej Polsce 109 (nie licząc lżejszych przypadków z tzw. gorączką Pontiac). Monitorujemy sytuację. Gdy pojawił się przypadek zakażenia z domu spokojnej starości w jednym z małopolskich powiatów, natychmiast zwołałem sztab kryzysowy. Na szczęście na tę chwilę mamy informację tylko o tym jednym zakażeniu w tej placówce. Nie straszmy epidemią, bo zakażenia Legionellą to co innego niż COVID-19. Ale patrząc wstecz na to, jak państwo reagowało podczas pandemii, mogę zadeklarować, że zrobimy wszystko, aby chronić obywateli. Dotyczy to każdej sytuacji kryzysowej – niezależnie, co będzie jej źródłem. Szpitali tymczasowych nikt przed nami nie tworzył. Systemu dystrybucji jodku potasu nikt nie opracowywał, aby można było po taki plan sięgnąć. Szerokiego wachlarza działań skierowanych do uchodźców wojennych też nikt wcześniej nie przygotował. Akcja masowych szczepień też była czymś nowym, jak i dystrybucja węgla. Nie było wzorów, przedeptanych ścieżek czy szlaków. Przed kolejnymi takimi sytuacjami państwo polskie, rząd, wojewodowie stają w pełnej gotowości do konstruktywnych działań, do angażowania sił i środków stosownie do potrzeb, do robienia wszystkiego, aby zapewnić bezpieczeństwo i pomagać. Nie wiemy, co przyniesie przyszłość, ale mogę zapewnić, że reprezentuję rząd, który będzie bronił i chronił swoich obywateli. Na tym polega odpowiedzialność. Na tym polega też rządzenie – i tak je pojmujemy, jako służbę obywatelom, niezależnie od zagrożeń i spraw, z którymi się mierzymy.
Co Pana skłoniło, żeby uczestniczyć w wyborach parlamentarnych?
– Od lat jestem zaangażowany w politykę. Rozumiem ją jako służbę publiczną, służbę dla mieszkańców i służbę dla drugiego człowieka. Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że jestem bardzo zaangażowany, lubię pracować dla regionu i sprawia mi to przyjemność.
Ale co istotne – to moje środowisko polityczne powierzyło mi miejsce na liście wyborczej. Ja zaś jestem w pełnej gotowości do działań, które zostaną mi powierzone na określonym odcinku.
Idziemy w wyborach parlamentarnych jako jedna drużyna, połączona programem o jasnych celach. Tym zresztą różnimy się od naszych oponentów. Wiemy, po co startujemy w wyborach. Aby ten program zrealizować, a nie zasiadać w poselskich ławach. To istotna różnica. Naszym celem jest bezpieczna przyszłość Polaków. To nasz program, rozpisany na szereg działań i wyrażony w konkretnych narzędziach, które przygotowaliśmy i będziemy dalej przygotowywać.

Jakich zmian potrzebuje Polska i województwo? Czy PiS odpowiada na te potrzeby?
– Startując w wyborach samorządowych, podkreślałem, że chciałbym, aby mój region stał się samorządem na miarę swoich ambicji. Teraz, reprezentując administrację rządową, powiedziałbym, że chciałbym, aby Małopolska była regionem na miarę swoich ambicji. A są one wielkie, bo region ma wielki potencjał. I analogicznie Polska. Chciałbym, aby Polska się rozwijała w tempie tak jak do tej pory. Odwiedzając na zaproszenie samorządowców miasta, miasteczka i wioski, widzę, że tempo zmian na lepsze jest niezwykle dynamiczne. Nie chodzi tylko o drogi, ale także o inwestycje, na które te mniejsze miejscowości nie mogły liczyć: skateparki, baseny, sale gimnastyczne z prawdziwego zdarzenia, ośrodki kultury. Polski rząd opracował system wsparcia dla samorządów, który pozwala rozwijać Polskę lokalną. Rozwijać, a nie zwijać, jak czynili to nasi poprzednicy. Kiedyś te lokalne potrzeby były pomijane. Wielkie inwestycje w wielkich miastach – takie było założenie. Odwróciliśmy ten nurt. Cieszy mnie każda rozmowa z wójtem i burmistrzem, gdy słyszę: „Tak spełniliśmy marzenia mieszkańców”; „Tu, w naszej gminie nigdy nie było szansy na taką inwestycję”. Głos Polski lokalnej jest słyszalny. Realizujemy inwestycje bliskie ludziom i wyrastające z ich pomysłów i potrzeb.
Także będąc wojewodą, staram się zmieniać administrację, przybliżać ją obywatelom, sprawiać, aby była bardziej dostępna. To z mojej inicjatywy przywróciliśmy Punkty Paszportowe Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Myślenicach i Suchej Beskidzkiej. Przeżywają one swoiste oblężenie, a mieszkańcy nie muszą jeździć załatwiać spraw do Krakowa. Takich sukcesów – mniejszych i większych – mam jako wojewoda naprawdę sporo.
Dwa razy starał się Pan o stanowisko burmistrza Olkusza. Nie żal Panu Tych lat?
– Wyrosłem z samorządu. To dla mnie bardzo ważne doświadczenie. Wielokrotnie się do niego odwołuję. Dzięki temu widzę, co jest ważne dla mieszkańców. I widzę też, jak ważna jest dobra współpraca na linii rząd-samorząd. Dlatego moja dewiza brzmi: RAZEM JESTEŚMY SILNIEJSI. I dlatego też współpracuje z każdym samorządem niezależnie od różnic. Nie dzielę samorządowców na „swoich” i „opozycyjnych”. Interesuje mnie tylko to, aby mieszkańcom w regionie żyło się lepiej. A gdy pierwszy raz zostawałem radnym – a było to już w listopadzie 2006 roku – wziąłem sobie mocno do serca takie założenie: być blisko mieszkańców. I ta dewiza towarzyszy mi cały czas.
Co chciałby Pan zrobić jako poseł? Czy poseł może więcej niż wojewoda, czy burmistrz?
– Każda z tych funkcji to służba mieszkańcom. Bycie posłem to uczestnictwo w opracowywaniu narzędzi i programów, które później wdrażane są w terenie. Uważam, że moja droga zawodowa pozwoli mi jeszcze lepiej realizować takie zadania, odpowiadać na potrzeby, które poznałem, sprawując funkcję wojewody czy wcześniej samorządowca. Plus oczywiście mocne zabieganie o konkretne sprawy regionu: o powstanie i realizację Beskidzkiej Drogi Integracyjnej (Bielsko-Biała – Głogoczów) czy obwodnicy Trzebini.
Naprzeciw Pana stanie w szranki Dorota Niedziela i Marek Sowa były marszałek województwa. Jest Pan przygotowany na walkę i ewentualną debatę?
– Jestem przygotowany na merytoryczną dyskusję z każdym. Z każdym, kto chce dyskutować na argumenty i fakty. Z każdym, kto szanuje drugiego człowieka i każdym, kto jest gotowy stanąć do pojedynku na siłę argumentów, a nie na argument siły.
Zgadza się Pan z tymi, którzy twierdzą, że blokował Pan zgromadzenie przeciwko PiS pod Wawelem?
– To wierutna bzdura i kłamstwo. Protesty odbywają się, ale każdy w naszej Ojczyźnie musi przestrzegać prawa. Wojewoda działa na podstawie i w granicach prawa. Decyzje w sprawie zgromadzeń są wydawane przez odpowiedni wydział Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie. Przypisywanie takich intencji, jak Pan przywołał, to podważanie pracy tego wydziału, który tworzy służba cywilna.
Osobną kwestą pozostaje mój osobisty stosunek do tych protestów. Przyznam szczerze, że w oczach osób, które spotykają się pod Wawelem każdego miesiąca, w oczach osób, które krzyczą, przeklinają i plują na swoich przeciwników politycznych – widzę ogromną nienawiść. Nienawiść do przedstawicieli partii rządzącej. To mnie bardzo boli. Te wulgarne napisy, odczłowieczanie przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości jest naganne. No ale cóż, taką mamy opozycję w Polsce.
Żółty pociąg papieski to pański pomysł?
– Pociąg papieski to pomysł kolejarzy, który został przygotowany w 2006 roku z okazji wizyty Benedykta XVI. Ta historia kolejowa jest bardzo ciekawa. Ten pociąg dostał drugie życie. Jest to też pewien element promocji połączeń kolejowych w Małopolsce i samego pociągu papieskiego. Chciałbym, żeby w przyszłości ten skład jeździł po całej Małopolsce, co będzie też promocją myśli świętego Jana Pawła II.
Zasugerowałem spółce Polregio, by przekierowała skład na trasę Olkusz-Kraków. Zrobiłem to z myślą o mieszkańcach Zabierzowa, Krzeszowic, Trzebini, Jaworzna, Bukowna i Olkusza, którzy do tej pory podróżowali na tej trasie starymi wagonami o niskim standardzie i bez klimatyzacji. Na ten problem zwracali mi uwagę także moi znajomi, którzy jeździli latem do pracy pociągiem. Mam nadzieję, że od grudnia pociąg będzie kursował do Oświęcimia, a po kolejnej zmianie rozkładu jazdy – do Bielska-Białej czy Wadowic. To bardzo ciekawy projekt. Warto, aby nauczanie naszego Papieża Jana Pawła II było rozpowszechniane w całej Małopolsce także przy okazji podróży koleją.
Czy brak funduszy Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększenia Odporności (KPO) przeszkadza w realizacji inwestycji w Małopolsce? Jeśli tak to proszę podać przykłady?
– Tablice z biało-czerwoną flagą przy niezliczonych inwestycjach w Małopolsce – drogach, obiektach sportowych, edukacyjnych, kulturalnych – świadczą o tym, że rozwój Polski, w tym Polski lokalnej, ma się dobrze. Małopolska jest wielkim placem budowy. Wystarczy się rozejrzeć, by bez większego trudu znaleźć inwestycję z biało-czerwoną flagą, czyli realizowaną dzięki funduszom i programom rządowym. I obraz tego wielkiego placu budowy niech będzie najlepszą odpowiedzią na Pańskie pytanie.
W ciągu ostatnich 3 lat małopolskie samorządy otrzymały kilka miliardów złotych na rozwój – czy to w ramach Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych czy Programu Inwestycji Strategicznych. Nie słyszałem, żeby któryś z samorządowców narzekał na brak rządowych funduszy. No fakt, czasem robią to politycy opozycji na potrzeby kampanii wyborczej. Gdy gasną kamery, po cichu przyznają mi, że samorządy mogą liczyć na mocne wsparcie rządu w realizacji inwestycji.
Jakie Pan wojewoda ma hobby?
– Kolej i transport miejski. Niektórzy uważają mnie nawet za eksperta „w tym temacie”. Bardzo lubię także odkrywać nowe zakątki Małopolski oraz żeglować po naszych wspaniałych Mazurach. Ostatnim moim odkryciem jest niezwykle urokliwa „Zatoka Zakliczyńska” koło Sieprawia. Cudowne miejsce. Polecam szczególnie na lokalne przejażdżki na rowerze.
Z Łukaszem Kmitą, wojewodą małopolskim rozmawiał Robert Szkutnik.

Zostaw komentarz