W 2016 r opublikowany został przez ministrów spraw zagranicznych Republiki Francuskiej i Republiki Federalnej Niemiec projekt zakładający ściślejszą współpracę członków wspólnoty – będący ideą federalizacji Europy i koncepcji superpaństwa, czyli przekształcania się Wspólnoty Europejskiej w państwo europejskie [IV Rzeszę].
Od chwili, gdy ona się pojawiła pomijając PO, to dla wszystkich partii prawicowych (PiS, Konfederacja, PSL) nigdy nie była tematem wiodącym. Nie widać było bicia na alarm i ostrzegania Polaków o wynikających z niej konsekwencjach utraty suwerenności przez Polskę. Nie było jej również w przedwyborczej kampanii. Ten temat w zasadzie nie istniał. Wszystkie partie walczące o miejsca w Sejmie i Senacie zachowywały się tak, jak gdyby on nie dotyczył Polski. Taka idea fix Unii Europejskiej, z której nic nie wyniknie.
Mam wielkie pretensje do Konfederacji, która zawsze przedstawia się jako jedyna partia na polskiej scenie politycznej realizująca interes propolski. Gdy potrzebne było informowanie społeczeństwa o skutkach powstawania na naszych oczach europejskiego państwa w swojej „Konstytucji Wolności” liczącej 116 stron wszystko było w niej ważne: podatki, skuteczna polityka unijna, bon edukacyjno-opiekuńczy, bezpieczeństwo żywnościowe, bezpieczne granice, energia elektryczna, tańsze mieszkania, rozbicie monopolu NFZ tylko nie przeciwdziałanie powstaniu nowej europejskiej struktury.
Jednak największe pretensje i żal mam do polityków PiS, a zwłaszcza premiera M. Morawieckiego i J. Kaczyńskiego, którzy od lat jak ognie unikali tematu związanego z powstawaniem superpaństwa. Mimo, że doskonale zdawali sobie sprawę, co oznacza jego powstanie. Uciekali od niego jak tylko mogli, chociaż wiedzieli, że od niego nie uciekną i on ich dogoni.
Takie postępowanie ma swoje uzasadnienie. Po co o tym informować społeczeństwo o skutkach zmian w traktatach będących zagrożeniem dla suwerenności Polski przed wyborami. Im później się dowie, tym lepiej dla władzy, bo nie będzie się domagało konkretnych działań, a nie tylko deklaracji, że oni się na to nie zgadzają.
Co przez te wszystkie lata robili politycy PiS? – Nic dosłownie nic – poza odgrażaniem się, że są temu przeciwni i się na to nie zgadzają.
Podczas spotkania z mieszkańcami Legnicy w grudniu 2022 prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił m.in.: „Projekt europejski to jest przedsięwzięcie, o którym mówi się dość dużo, który jak sądzę, w naszym kraju nie jest specjalnie dobrze znany. (…) Polska miałaby przejść od wyjścia spod buta sowieckiego do wejścia pod but niemiecki. (…) można powiedzieć jedno: pod butem żyje się źle. Zawsze jest tak, że na tym się traci. Każdy naród, który nie jest w stanie podejmować decyzji, które go dotyczą, jest traktowany jako drugorzędny, a po drugie płaci za to pod każdym względem. (…) Jest bardzo ważne, żeby nasi rodacy wiedzieli, o co chodzi. (…) Stawka jest naprawdę wysoka”.
Jak ma być znany skoro do tej pory prawie nie istniał w przestrzeni medialnej?
Podczas IX Nadzwyczajnego Zjazdu, klubów „Gazety Polskiej” z w Spale (20–22.10.2023) będąc jego gościem honorowym Jarosław Kaczyński, powiedział: „(…) próbuje się doprowadzić do takiej zmiany traktatów UE, które może pozwolą Polsce zachować prawo do wyznaczania ścieżek rowerowych, a i to nie jest pewne. (…) My po prostu będziemy terenem zarządzanym z zewnątrz”.
Z kolei premier M. Morawiecki w Spale mówił: „pod płaszczykiem hasła federalizacji odbywa się systematyczne okrojenie Polski z suwerenności. – Ten szczególny czas, także powyborczy, musi być czasem podniesionej gotowości do działania, do obrony polskiej wolności i suwerenności”.
A przecież nikt tak nie obrał Polski z suwerenności jak Morawiecki zgadzając się na powiązanie pieniędzy za praworządność, Zielony Ład, Fit for 55, kamienie milowe, a teraz mówi, że nie odda suwerenności. Więc chciałabym wiedzieć, co i kiedy zrobi by jej nie utracić?
W Komisji Spraw Konstytucyjnych (AFCO) w PE przygotowano dokument, który proponuje likwidację prawa weta i oddanie UE kolejnych kompetencji, takich jak obronność, polityka zagraniczna, energetyka, ochrona granic, leśnictwo, zdrowie publiczne, obronę cywilną, przemysł i edukację. Traktaty te zakładają, że przyszła ich zmiana, nie będzie już wymagać zgody Polski
Dopiero po wyborach, gdy mleko się rozlało i nie dało się dłużej przemilczać, że odbędzie się głosowanie w Parlamencie Europejskim dot. zmiany traktatów – w telewizji publicznej i prawicowej prasie ruszyła lawina informacji uświadamiających Polaków, że Bruksela [Niemcy] chce okraść Polaków z suwerenności i sprowadzić do mało znaczącego landu.
Na kpinę zakrawa artykuł Michała Karnowskiego „Musimy PRZETRWAĆ w jedności, PILNOWAĆ Polski, POSZUKIWAĆ szansy. Te trzy „P” prędzej czy później przyniosą odzyskanie wpływu na losy kraju „(wPolityce.pl, 23.10.2023), w którym pisze: „Polska nie może się rozbroić, oddać suwerenności, zgodzić na osiedlanie tu mas migrantów z Afryki, wyprzedaż majątku narodowego. Trzeba alarmować i organizować opinię publiczną, korzystać z wszelkich legalnych narzędzi, uświadamiać rodakom zagrożenia”.
Nie przypominam sobie by jego brat Jacek w swoim cotygodniowym „Salonie dziennikarskim” kiedykolwiek poświęcił któryś z programów zmianie traktatów i powstaniu superpaństwa”. Jeżeli przewijała się ta tematyka, to sprowadzała się do kilku zdań. Na różne wydarzenia znajdował się czas, tylko nie na utratę suwerenności i państwo europejskie.
Pojawiają się głosy, że potrzebne jest referendum dotyczące naszego członkostwa w nowej strukturze, m.in. Rafał Ziemkiewicz uważa, że niezbędne jest rozpisanie nowego referendum, ponieważ „zgoda Polaków na członkostwo we wspólnocie europejskiej wyrażona 20 lat temu w referendum akcesyjnym traci moc”.
Również polityk Suwerennej Polski Sebastian Kaleta stwierdził, że „w tej sprawie nie widzę innej możliwości niż przeprowadzenie w Polsce referendum, w którym powiemy stanowcze NIE”.
Uważam, że kolejny raz by się ono nie udało.
Po pierwsze, do referendum Polacy powinni pójść świadomi, o co w nim chodzi. Przez lata swoich rządów PiS uciekał jak mógł od tej tematyki i dziś wielu Polaków nie ma pojęcia, jakie konsekwencje niosą zmiany w zapisach traktatowych.
Przeciw niemu z całą pewnością zagłosowaliby zwolennicy PO i lewicy którym suwerenność uwiera. Na młodzież nie ma co liczyć bowiem duża jej część jest bezideowa i nastawiona do życia hedonistycznie. Na przestrzeni lat niejednokrotnie słyszałam ich rozmowy w rożnych miejscach na ulicy, w sklepie, autobusie, pociągu. Nigdy nie poruszali tematów związanych z Polską, za to często mogłam się dowiedzieć gdzie imprezowali, ile w siebie wlali, czym się nawalili, kogo wyrwali. Mogłabym postawić diamenty przeciw orzechom, że dla znacznej jej części pojęcia wolności, suwerenności, patriotyzmu są abstrakcją, nic nie znaczącymi słowami.
Po drugie, jest tylko jedno rozwiązanie, które mogłoby uchronić nas przed utratą suwerenności – wyjście z Unii, ale na to nie ma najmniejszych szans, bo jak pokazują sondaże ponad 80 proc. Polaków nie widzi życia poza nią, gdyż traktują jak dojną krowę.
Dopóki sami nie odczują, co znaczy IV Rzesza (bycie obywatelem drugiej kategorii, dotknięcie bezrobociem, spadek poziomu życia) żadne referenda nie zmienią ich nastawienia do Unii. Tylko, gdy się obudzą będzie już za późno by cokolwiek odwrócić. Będziemy wymieszani etnicznie, wyzuci z majątku narodowego, rozbrojeni i mieli euro.
Po trzecie – Niemcy, które zawsze patrzyły na nas jako zapóźnionych w rozwoju niewolników, nie będą spokojnie siedzieć i przyglądać się jak niewolnicy chcą pozbyć się łańcuchów, dlatego zrobią wszystko by do niego nie doszło, a gdyby się to nie udało, to ogłaszą, że było ono nieważne.
Musiałby stać się cud by Polacy przejrzeli na oczy i uznali, że bycie w nowo tworzonym europejskim państwie im się nie opłaca i trzeba z niego zwiewać dopóki jest taka możliwość. Dlatego to nie wróżę mu powodzenia.
Zapomnijmy o suwerenności.
Foto: TVP info
Bardzo przykre, ale jakże prawdziwe te słowa.