Rafał Koniecek mój kolega z aplikacji adwokackiej:

Ja nie jestem konstytucjonalistą (choć to były jedne z moich ulubionych zajęć na 1 roku studiów :)), nie znam się na tym i nie mam ambicji bycia arbitrem kto robi dobrze.

Równocześnie moja wiedza jest jednak powyżej średniej i zarazem wystarczająca żebym wiedział, że PiS robił sobie z Konstytucji żarty i leciał po bandzie w nadużywaniu prawa i łamaniu zasad (mam też świadomość, że pierwsza w ruchu w tym kierunku była PO, która próbowała sobie zabezpieczyć TK).

Patrzę jak koalicja rządząca próbuje teraz na szybko i spektakularnie odzyskać instytucje i mam z tym problem. Zakładam, że sporo tęgich głów nad tym myślało (nie bez powodu w poszczególnych radach nadzorczych „odbijanych” mediów zasiadają sami adwokaci lub radcowie prawni), ale nadal nie jestem przekonany. Zasadniczo rozumiem konstrukcję jaką stosuje rząd „Koalicji 15 października” i jestem sceptyczny czy ona się prawniczo broni. Trochę dla mnie słabe jest, że to taka akcja z kategorii „cel uświęca środki”, bo to jest najgorsza z zasad jaką można stosować, zwłaszcza gdy chce się przywracać praworządność. I nawet stosując przyjęte modele prawne, można by to zrobić inaczej, bez odcinania sygnału TV, bez tego wyskalowania sytuacji. Pewnie wolniej, ale moim zdaniem lepiej – styl też ma znaczenie.

Tak samo bzdurne są wypowiedzi, takie jak ministra Sienkiewicza, że kto kwestionuje legalność jego działań jest ukrytą opcją pisowską (oczywiście nie dosłownie, ale taki był sens), bo to jest kolejną bezsensowna zasada kreująca fałszywy podział – kto nie jest z nami ten jest przeciw nam.

Wiem, że są różne zdania i gdy chcę się dowiedzieć jak jest to staram się sprawdzić co mówią mądrzejsi, którzy znają się lepiej i tu ufam zdaniu prof. Ryszarda Piotrowskiego, któremu trudno zarzucić propisowskie podejście, gdyż od lat jednoznacznie krytyczne ocenia ich działania. (…) wrzucam jego opinię na temat metody przyjętej do odzyskania mediów publicznych.

Czytaj więcej.