Trzy moje poprzednie wykłady poświęciłem Lędzianom, zwanym też Lechitami lub Lachami. Tak więc od Słowian, którzy „siedli nad Wisłą i przezwali się Lachami”, jak czytamy w „Powieści lat minionych”, pochodzić mieli Polanie, Mazowszanie, Pomorzanie i Lucicy.

Od Lachów pochodzić mieli też Radymicze i Wiatycze. Ci pierwsi osiedlili się w dorzeczu Soża, a ci drudzy – w dorzeczu górnej i środkowej Oki oraz górnego Donu, przy czym z badań archeologicznych wynika, iż oba te plemiona pojawiły się tam pod koniec wieku VIII, względnie na samym początku wieku IX. Walentin Siedow wykazał, iż Radymicze przybyli do swych nowych siedzib z dorzecza górnego Dniestru. Nie jest jasne, czy także Wiatycze stamtąd przybyli w dorzecze Oki. Wiadomo, że w dorzeczu górnego Dniestru, jak wynika z dzieła Konstantyna Porfirogenety, w połowie X wieku mieszkać mieli Lendzianie. Także Radymiczy nazywa on Lendzianami. Lędzian z dorzecza górnego Dniestru może dotyczyć wzmianka, którą znajdujemy w Gesta Hungarorum, która to odnosi się do wydarzeń z końca IX wieku. 

Ostatnie dwa wykłady poświęciłem właśnie Radymiczom i Wiatyczom, którzy to najpierw stali się trybutariuszami Chazarów, a ostatecznie zostali wchłonięci przez Ruś, dziś zajmę się Lucicami, a więc zachodnim odłamem Lędzian / Lachów / Lechitów. Na początek zajrzyjmy do Annales Regni Francorum, gdzie znajdujemy taką oto informację:

„Rok 789. W Germanii jest niejaki lud sklaweński, mieszkający nad brzegiem oceanu, który w ich własnym języku nazywa się Welatabi, po frankońsku zaś Wiltzi. Od zawsze był on wrogi Frankom. Zaś sąsiadów swoich, którzy byli poddanymi lub sojusznikami Franków, miał w zwyczaju nienawistnie gnębić i szarpać wojną.

Einhardt w „Żywocie Karola Wielkiego” stwierdza, że chodziło tu przede wszystkim o słowiańskich Obodrytów, ich zachodnich sąsiadów. Oto czytamy tam: „Przyczyną wojny było, że Welatabi dręczyli nieustannymi napadami Obodrytów, którzy z dawna byli sprzymierzeni z Frankami, i żadne zakazy na to nie pomagały.”

Ale wróćmy do Annales Regni Francorum: „Król nie zamierzał dalej znosić ich pychy, postanowił ponieść wojnę. Więc zgotowawszy świetne wojsko, przeszedł przez Ren w pobliżu Kolonii. Idąc stąd przez Saksonię, przybył nad Łabę i rozbiwszy obóz nad rzeką, połączył [brzegi] dwoma mostami. Jeden z nich z każdego końca ogrodził wałem i umocnił, rozmieściwszy garnizon. Sam, przeszedłszy przez rzekę, jak postanowił wcześniej, przeprowadził wojsko i, wkroczywszy na ziemię Wiltzów], nakazał zniszczyć wszystko mieczem i ogniem. Zatem, naród ten, pokładawszy ufność w swojej liczebności, nie zdołał na długo wytrzymać naporu wojska królewskiego. Dlatego, jak tylko [Frankowie] zbliżyli się do najważniejszego miasta Dragowita – ten bowiem władca przewyższał pozostałych władców Wilzów i zacnością rodu i władzą wedle starszeństwa – natychmiast wyszedł do króla z miasta ze wszystkimi swoimi [ludźmi], wysłał zakładników, których zażądano i złożył przysięgę, że zachowa wierność królowi i Frankom. Pozostali najpierwsi i władcy Sklawów, poddając się, podporządkowali się władzy króla. Wtedy on sam, objąwszy tę ludność i wziąwszy zakładników, których nakazał wydać, tą samą drogą, którą przyszedł, powrócił nad Łabę, przeprowadziwszy wojsko na powrót przez most…”

Z kolei w Annales Mettenses priores, odnośnie tych samych wydarzeń, możemy przeczytać, że w wyprawie Karola Wielkiego brali udział Sasi i Fryzowie, którzy mieli przybyć łodziami, które to posuwały się Łabą, a nadto Słowianie, mianowicie Serbowie i Obodryci, przy czym na czele tych ostatnich stał Wazan, znany z innych źródeł jako Wizan lub Witzan. 

Co istotne, przywódca Wilzów, który miał wedle Annales Mettenses priores nosić imię Drogoviz, tytułowany jest tam „królem Sklawów” (Sclavorum rex), przy czym pojawia się tam informacja, że sam Drogoviz miał twierdzić, że władzę „uzyskał wcześniej od niezwyciężonego księcia Karola”. Tak więc składając hołd Karolowi, „przywrócił on swoje królestwo władzy Franków”. Wzmianka ta od lat stanowi przedmiot analiz i sporów historyków, którzy budowali na jej podstawie różnego rodzaju hipotezy. Warto podkreślić, że poza tą jedną zaskakującą wzmianką nic nie wskazuje na to, by przed rokiem 789 Wilzi / Welatabi podlegali Frankom. A źródeł, gdzie moglibyśmy spodziewać się informacji, które by coś na ten temat mówiły, gdyby tak było w istocie, jest aż nadto… 

A gdzie leżał ów gród, w którym rezydować miał Drogowit? Otóż we Fragmentum (annalium) Chesnii czytamy, że wojska Karola Wielkiego dotarły w swym pochodzie do rzeki Piany. I właśnie tam, w pobliżu wpadającej do Zalewu Szczecińskiego Piany zapewne znajdował się ów gród. A gdzie konkretnie? Trudno powiedzieć…

Konkludując, Wilzi zmuszeni zostali do uznania nad sobą zwierzchnictwa Karola Wielkiego, który to wówczas nosił jeszcze tytuł rex, czyli król, a od roku 800 tytułowany był cesarzem, jak się jednak przekonamy, owa zależność była dość powierzchowna, a przy tym nietrwała…

Tymczasem w roku 805 Karol wyprawił armię ze swym synem Karolem Młodszym na czele do Czech, co zostało odnotowane w wielu źródłach. Tak na przykład w Annales Regni Francorum czytamy:

„Rok 805. W tym samym roku wysłał swoją armię wraz z synem Karolem do krainy Słowian, zwanej Beheimi. Ten po spustoszeniu całej ich krainy zabił wodza ich imieniem Lecho; i wracając stamtąd do Lasu Wogezyjskiego, przybył do cesarza w miejscu zwanym Camp.”

W Annales Fuldenses (Roczniki Fuldajskie) w kontekście tych samych wydarzeń czytamy: „Karol Młodszy, wysłany przez ojca do Słowian czeskich, w celu złupienia tych ziem, zabił ich króla imieniem Lecho.” Tak więc Lecho tytułowany jest tu królem.

Więcej informacji na temat tejże wyprawy znajdujemy w Annales Mettenses priores. Czytamy tam, że cesarz „wysłał swoją armię wraz z synem Karolem i rozkazał wojsku trzema drogami dotrzeć w tę samą okolicę. I rozkazał części armii iść z królem Karolem, swoim synem, przez wschodnią część Francji i Germanię, aby po przekroczeniu przełęczy Hyrcanus atakował wspomnianych już Słowian.” 

Druga część armii maszerować miała przez Saksonię, aby „wraz z Saksonami i niezliczonymi Słowianami”, przypuścić atak na terytorium dzisiejszych Czech od północnego-zachodu. Dalej w tymżźródle czytamy:

„I rozkazał siłom zbrojnym całej Bawarii najechać ten sam region z trzeciego kierunku. Przybywając ze wszystkich stron na równiny Behaim, wszyscy książęta różnych ludów przybyli w obecności króla Karola. Ci niezliczeni ludzie rozbili obozy w niewielkiej odległości od siebie. Po otrzymaniu rozkazu od króla Karola i towarzyszących mu książąt cała armia najechała ten region. Ale Słowianie, wycofując się w lasy i niedostępne miejsca, wcale nie garnęli się do bitwy. Jednakże cała okolica była dewastowana i palona przez 40 dni i zabito ich wodza, imieniem Lecho.” 

Jak widzimy, tu ów Lecho tytułowany jest wodzem. Ale wróćmy do relacji zamieszczonej w Annales Mettenses priores:

„A kiedy skończyła się pasza dla koni i zapasy dla żołnierzy, armia wycofała się do domu. Ale cesarz spędzał letni czas na polowaniach i zabawach, przemierzając las Vosac, dotarł do miejsca zwanego Campus. Tam zatrzymał się na kilka dni ze swoim ukochanym synem Karolem.”

Z kolei zajrzyjmy do Chronicon Moissiacense:

„Cesarz Karol wysłał swego syna, króla Karola, z wielką armią przeciwko czeskim Wendom, a drugą armię z Audulfem i Werinarem, to znaczy z Bawarczykami; a trzecią wysłał z Sasami przez Werinofeld i Demelcion [terytorium Daleminzi]. I walczyli tam przeciwko ich królowi, imieniem Semela, i pokonali go; i dał swoich dwóch synów jako zakładników za swoją wierność. A potem poszli dalej przez Rudawy. I wszystkie trzy armie przybyły do rzeki zwanej Ohre, a stamtąd udały się do Canburga; oblegli to miejsce i spustoszyli okolicę, po tej stronie Łaby i wzdłuż Łaby. A potem król Karol powrócił zwycięsko do swego ojca we Francji. A czwarta armia wyruszyła statkami Łabą, dotarła do Magdeburga, zdewastowała tam region Genewany, a następnie wróciła do domu.”

Pojawia nam się tu szereg szczegółów, których nie znajdujemy w źródłach wcześniej cytowanych. Przede wszystkim armia, która maszerowała przez Saksonię, zmuszona była stoczyć walkę z Dalemińcami, zwanych też Głomaczami, plemieniem serbskim z terenu Łużyc. Nadto dowiadujemy się, że po spotkaniu się trzech armii, udały się one do Canburgu, który to został oblężony, ale którego najwyraźniej nie udało im się zdobyć. Mamy też tu informację o czwartej armii, która posuwać się miałŁabą statkami.  Nie ma tu jednak informacji o śmierci Lecha…

Rok później Frankowie ponowili wyprawę na Czechy. Oto w Annales Regni Francorum w kontekście wydarzeń z roku 806 czytamy:

„Również do ziemi Beheim, podobnie jak w poprzednim roku, wysłano oddział z Bawarii, Alemanii i Burgundii, który po spustoszeniu znacznej części kraju, bez poważnych szkód wrócił.”

Wróćmy tymczasem do owego Lecha czy raczej Lechona, który to miał polec w walce z Frankami w roku 805. Kim mógł on być? Wydaje się, że był on przywódcą plemion czeskich. Z drugiej jednak strony w Kronice Kosmasa nie znajdujemy informacji na jego temat. Lech / Lecho u niego się nie pojawia. Wyprowadza Kosmas władców Czech od Przemysła, od którego to pochodzić miał ród Przemyślidów, wylicza siedmiu jego następców, po czym dopiero  ósmy, mianowicie Borzywoj, poświadczony zostaje także przez inne źródła. Ten to jako pierwszy z władców Czech przyjął chrzest. On więc uznawany jest za pierwszego historycznego władcę Czech, podczas gdy jego poprzednicy określani są mianem władców legendarnych. Zajrzyjmy w tym miejscu do Kroniki Kosmasa:

„Po nim [tj. po Przemyśle] objął panowanie Niezamysł. Skoro tego porwałśmierć, Mnata otrzymał odznaki władzy książęcej. Po jego odejściu z tego życia Wojen objął rządy. Po jego zgonie Unisław rządził królestwem. Gdy jego życie przerwały Parki, Krzeomysł był osadzony na wysokości tronu. Po wyrwaniu go z życia Neklan owładnął tronem księstwa. Skoro ten odszedłżycia, wstąpił na tron Gościwit. […] Gościwit zaś zrodził Borzywoja, który pierwszy z książąt był ochrzczony przez czcigodnego Metodego biskupa na Morawach, za czasów cesarza Arnulfa i króla tych Moraw Świętopełka.”

Dlaczego wśród owych władców wymienionych przez Kosmasa, nie ma Lecha, o którym z pewnością musiał słyszeć? Spora część badaczy uważa, że mógł on być jedynie jednym z wielu przywódców plemiennych z terenu dzisiejszych Czech. Popularna jest teza, że w tamtym okresie plemiona czeskie nie podlegałżadnemu wspólnemu władcy. Dodam, że w świetle informacji, którą znajdujemy w Annales Regni Francorum odnośnie wydarzeń z roku 822, do czego jeszcze wrócę, tego rodzaju stanowisko należy odrzucić.

Jan Długosz zauważył, że ów Lecho mógł być tożsamy z władcą Lechitów Leszkiem Drugim, aczkolwiek sam nie był do tego zbytnio przekonany. Oto co napisał nasz kronikarz: 

„Twierdzą niektórzy, że ten Leszek w wojnie prowadzonej z cesarzem Karolem Wielkim, zwyciężony zginął. Jak bowiem wyczytuję, prawi o nim Marcin Gallus (Gallicus), „że w roku 805 cesarz Karol wyprawił syna swego Karola do Polski, który spustoszywszy kraj cały, zabił Lecha, książęcia tej ziemi, a za powrotem zastał ojca w lesie Woszego, zabawiającego się łowami”.” 

Karol Młodszy z całą pewnością nie wyprawił się w roku 805 na ziemie, które moglibyśmy łączyć z Polską. No, chyba że mamy na myśli to, iż w czasach Bolesława Chrobrego Łużyce, a przejściowo nawet Czechy podlegały jego władzy. Jednakże z całą pewnością nie o to chodziło Długoszowi. 

Powiedzmy sobie szczerze – związek Lecha / Lechona z Lędzianami / Lachami / Lechitami wydaje się mało prawdopodobny, aczkolwiek nie możemy na sto procent wykluczyć, że – choć walki owe toczyły się zasadniczo na terenie Czech – przeciwko Frankom stanęła większa koalicja plemion słowiańskich, w tym także lechickich i że ów Lecho stał na czele wojsk takiejż koalicji. Zaznaczam, że sam raczej w to nie wierzę, ale wykluczyć całkowicie nie mogę.

Mamy jednak wskazówkę, iż podboje Karola Wielkiego sięgnęły Wisły. Oto bowiem Einhardt w „Żywocie Karola Wielkiego”, podsumowując nabytki terytorialne władcy Państwa Franków, stwierdził, że „zmusił [on] do płacenia trybutu wszelkie barbarzyńskie i dzikie narody, osiadłe w Germanii między Renem a Wisłą i między Oceanem a Dunajem…”

Większość badaczy jest zdania, iż być może władzy Karola Wielkiego podlegali Golęszyce, niewielkie plemię, które mogło już wtedy zamieszkiwać Śląsk Cieszyński, a więc między innymi tereny sięgające na wschodzie górnej Wisły. Zdaje się na to wskazywać dalsza część tejże informacji, w której to Einhardt zauważa, iż pośród owych ludów, które płaciły trybut Frankom, „najważniejsi są Welatabowie, Sorabowie, Obodryci, Bohemianie [Czesi] – z tymi nawet wojnę prowadził – i wiele jeszcze innych”.

W sumie trafiło mi to przekonania i przez długi czas uznawałem to wręcz za rzecz oczywistą, ale ostatnio zacząłem się zastanawiać, co my właściwie możemy powiedzieć na temat obszaru zajmowanego na przełomie VIII/IX wieku przez Wilzów / Welatabów. Czy wiemy, jakie plemiona im podlegały, jakie zajmowali terytorium? 

W „Żywocie Karola Wielkiego”, we fragmencie dotyczącym Bałtyku, Einhardt, stwierdza: „Duńczycy i Szwedzi, których nazywamy Normanami, zajmują brzeg północny i wszystkie przy nim wyspy, wschodni zaś brzeg należy do Słowian i Ajstów [Bałtów], i do różnych innych ludów, wśród nich najważniejsi są Welatabowie.” 

Konia z rzędem temu, kto na tej podstawie może stwierdzić, jakie terytoria w kierunku wschodnim i południowo-wschodnim podlegały władzy Drogowita, Liuba czy Miłogosta. Czy mogły któremuś z nich albo im wszystkim podlegać tereny sięgające Wisły? Moim zdaniem nie można tego wykluczyć

Najczęściej, gdy pojawia się temat obszaru zajmowanego przez Wilzów / Welatabów w VIII – IX wieku, mamy przed oczami Związek Wieleckim, czy raczej Lucicki, w kształcie z wieku XI. Ale przecież ponad 200 lat wcześniej wcale nie musiało to tak wyglądać. Co więcej – na pewno tak to nie wyglądało…

Nawet to, co przekazał Geograf Bawarski, a więźródło z połowy IX wieku, którego omówieniem zajmę się za chwilę, musi skłaniać do wniosku, iż terytorium Wilzów / Welatabów to coś zdecydowanie więcej niż obszar wskazany tam Wieletom. Wręcz skłonny jestem twierdzić, że po prostu nazwę Wieletów autorzy opisujący wydarzenia z VIII – IX wieku przenieśli na większy organizm plemienny. Do tej kwestii jeszcze powrócę

Tymczasem w 808 roku przeciw Frankom wystąpił nowy wróg, mianowicie Duńczycy, pod wodzą króla Godfryda, którego to wspierali także Wilzi. Pierwszy cios Godofryd zadał wiernym sprzymierzeńcom cesarza, mianowicie słowiańskim Obodrytom, którym przewodził ówcześnie Dróżko. 

Godofryd z liczną flotą i wojskiem uderzył na Dróżka, podczas gdy Wilzi wdarli się do jego kraju od drugiej strony. Drożko został pobity, stracił posłuch u swego ludu i musiał uciekać z kraju. Duńczycy zdobyli kilka grodów obodryckich, a słowiańscy Smolińcy i Glinianie, dotąd wchodzący w skład obodryckiego związku plemiennego, porzucili go i uznali nad sobą władzę Godfryda. Wtedy cesarz wyprawił przeciw Duńczykom swego syna Karola. Zajrzyjmy w tym miejscu do Annales Regni Francorum:

„A kiedy doniesiono, że Duńczyk, Godfred, wyruszył z wojskiem przeciw Obodrytom, [cesarz] wysłał swojego syna Karola za Łabę z mocnym oddziałem Franków i Sasów, rozkazując stawić opór zajadłemu królowi, by ten nie przedostał się na obszar Saksonii. Zaś on, obozując na brzegu przez kilka dni, szturmem zdobywając kilka sklaweńskich grodów, wrócił z wielkimi stratami pośród swoich wojsk. Mimo tego, że usunął nie dotrzymującego wierności swoim krajanom obodrzyckiego Drożka, innego księcia Godelaiba, schwytał dzięki przebiegłości i powiesił na słupie i dwa obszary obodryckie poddał pod swoje wpływy, ale stracił swoich najlepszych i najodważniejszych wojów oraz syna swojego brata, imieniem Reginold, który podczas ataku na jakieś umocnienia został zabity wraz z wieloma duńskimi znacznymi. Karol, syn cesarza, połączył brzegi Łaby mostem i najszybciej, jak mógł, przekroczył ją z armią, której był dowódcą, przeciwko Glinianom i Smolińcom., którzy sami podporządkowali się Godfredowi, po spustoszeniu ich pól dokoła wrócił z nienaruszoną armią do Saksonii. Godfredowi w wyżej wspomnianej kampanii towarzyszyli Sklaweni, którzy nazywają się Wilzi, z powodu dawnej wrogości wobec Obodrytów, którą zwykli z uporem podtrzymywać, sami związali się z jego oddziałami. A kiedy on wrócił do swego królestwa, oni wrócili także do domów ze zdobyczą, którą mogli złupić na Obodrytach.”

Po odwrocie Godfryda wojsko frankońskie spustoszyło kraj Smolińców i Glinian, mszcząc się za opuszczenie Dróżka. W następnym roku z pomocą wojsk frankońskich Drożko powrócił do ojczyzny, po czym ruszył na Wilzów, których to pokonał, Plemiona, które go opuściły zmuszone były uznać jego władzę nad sobą. Zresztą zobaczmy, jak wydarzenia z roku 809 opisano w Annales Regni Francorum:

„Wódz Obodrytów Drożko, po tym jak Godfred na jego prośbę wziął syna za zakładnika, zgromadziwszy lud i otrzymując pomoc od Sasów, zaatakował sąsiadów Wilzów i spustoszył ich pola mieczem i ogniem. A stamtąd wrócił do domu z niezliczonymi łupami, przyjmując jeszcze skuteczniejszą pomoc od Sasów, szturmował Smolińców największe miasto, a wraz z tymi sukcesami wszystkich, którzy go wcześniej opuścili, zmusił do powrotu do sojuszu.”

Dodajmy, że w walkach z Obodrytami, które miały miejsce w roku 809, zginął przywódca Wilzów Liub. Jego następcą został obwołany na wiecu jego syn Miłogost. Ale wróćmy do treści Annales Regni Francorum:

„Cesarz, gdy dowiedział się wiele o przechwałkach i dumie króla Duńczyków, postanowił wznieść osadę Franków po drugiej stronie Łaby i umieścić w niej garnizon. Podczas gdy zbierał ludzi do tego w Galii i Germanii, dostarczając im broń, a także inne niezbędne rzeczy do użycia, rozkazał przewieźć [ich] przez Fryzję do wyznaczonego miejsca, Drożko, wódz Obodrytów, został wskutek podstępu Godfreda zabity w emporium Rerik.”

Tak więc na prawym brzegu Laby zbudowano twierdzę Hohbuoki, którą to już rok po jej wzniesieniu zaatakowali i zniszczyli Wilzi. W Annales Regni Francorum czytamy:

„Zamek, zwany Hohbuoki, położony nad Łabą, gdzie dotarł legat cesarski Odo, oraz garnizon wschodniej Saksonii, został zdobyty przez Wilzów.”

W roku 811 Karol spacyfikował buntujących się Glinian oraz odbudował twierdzę Hohbuoki , a w roku 812 przedsięwziął wyprawę przeciw Wilzom, od których „wzięto zakładników”.

W roku 814 zmarł Karol Wielki. Jego następcą został jego syn Ludwik I Pobożny. Z Annales Regni Francorum dowiadujemy się, że w roku 822 Ludwik zwołał sejm walny, by „omówić z optymatami, których kazał przywołać, wszelkiego rodzaju potrzeby związane z naprawieniem dobrostanu wschodniej części jego królestwa”. Dalej czytamy:

„Na tym spotkaniu wysłuchał wysłanych do niego posłów od wszystkich wschodnich Słowian, [tj.] Obodrytów, Sorbów, Wilzów, Bohemian, Morawian, Praedenecentów i Awarów mieszkających w Panonii.”

Mamy tu więc wyliczone ludy słowiańskie podlegające ówcześnie władzy Ludwika Pobożnego. Dodajmy, że pod nazwą Praedenecentów, jak zapisano w Annales Regni Francorum, kryje się odłam Obodrytów, który miał siedziby gdzieś między Morawianami i Awarami. Wygląda więc na to, że chodzi o przodków dzisiejszych Słowaków.

W roku kolejnym, tj. 823, Ludwikowi przyszło rozstrzygnąć spór o władzę u Wilzów. Zajrzyjmy ponownie do Annales Regni Francorum:

„W maju odbyło się spotkanie w tym samym miejscu, do którego nie wszyscy wielmożowie zostali zaproszeni, ale z wschodniej Frankii, a także Saksonii, Bawarii, Alemanii, a także Burgundii przylegającej do Alemanii i obszarów blisko Rzymu. Wśród innych poselstw od barbarzyńców, które przybyły z rozkazu lub z własnej woli, pojawili się przed cesarskim obliczem dwaj bracia, a mianowicie królowie Wilzów, będący w sporze o władzę w królestwie. Nazywali się Milegastus [Miłogost] i Caeladragus [Całodrog]. Ci bracia byli synami króla Wilzów Liuba, a chociaż ten trzymał królestwo podzielone ze swoimi braćmi jednak poniewać był on starszy z urodzenia, posiadał  pełnię władzy. Kiedy zmarł, staczając bitwę z wschodnimi Obodrytami, lud Wilzów ustanowił królem jego syna Milegastusa, ponieważ był najstarszy z urodzenia. Wprawdzie rządził powierzonym mu królestwem zgodnie ze zwyczajem swego ludu, jednak nie całkiem godnie, źle go traktując, [lud] przeniósł tytuł królewski na jego młodszego brata i dlatego obaj przybyli do cesarza. Kiedy ich wysłuchał i zapoznał z oczekiwaniem ludu, bardziej obdarzającego względami młodszego brata, zdecydował, że [to jemu] lud powinien przekazać władzę. Obu jednak, obdarowanych i związanych przysięgą, wypuścił do ojczyzny.”

W trakcie tego samego spotkania Ludwik Pobożny przyjął władcę Obodrytów Czedraga, który musiał wytłumaczyć się ze swojego postępowania, czym jednak nie będziemy się w tym miejscu zajmować. Jedno jest pewne – w tym okresie Ludwik Pobożny twardą ręką trzymał podległych mu Słowian. Wkrótce jednak miało się to zmienić. Jest to zarazem w zasadzie ostatnia informacja świadcząca, iż Obodryci i Wilzi trzymani byli przez niego w ryzach.

Druga połowa lat trzydziestych IX wieku to dla Cesarstwa Franków czas nasilającej się walki o władzę. Ośmiela to króla duńskiego Eryka, który podejmuje działania zbrojne przeciw Frankom, przy czym uzyskuje on wsparcie ze strony Obodrytów i Wilzów, którzy to tym razem występują wspólnie przeciwko Frankom. W 838 roku Eryk zażądał od Ludwika Pobożnego, by ten zrzekł się wszelkich praw od krajów Fryzów i Obodrytów i by uznał duńskie roszczenia do nich. Cesarz, jak czytamy w Annales  Prudentius Trecensis, odrzucił te żądania. Z tegoż źródła dowiadujemy się, że, „Adalgarius et Egilo comes udali się do Obodrytów i Wilzów, którzy krótko wcześniej porzucili wiarę, wrócili, zabierając ze sobą zakładników, oraz oznajmiając, że odtąd będą poddani cesarzowi.”

Ale od tego momentu Wilzi / Welatabi aż do roku 928 nie pojawiają sięźródłach. Frankowie, a po podziale kraju w roku 843 na mocy traktatu w Verdun – Wschodni Frankowie toczyli liczne wojny z Obodrytami i Serbami, ale w temacie Wieletów, Stodoran i Wolinian, wyłączając raport wywiadowczy, tzw. Geografa Bawarskiego, do roku 928 w źródłach frankijskich mamy głuche milczenie. Nie możemy mieć cienia wątpliwości, że w tym okresie nie podlegali oni Frankom / Wschodnim Frankom, nie byli przez nich niepokojeni, ani sami też ich nie niepokoili.

U Geografa Bawarskiego, w źródle z połowy IX wieku, znajdujemy informację, że na południe od Duńczyków siedziby mieli Obodryci (Nortabtrezi), u których znajdowały się 53 miasta. Ich sąsiadami byli Wieleci (Uuilci) z 95 miastami i 4 regionami (terytoriami plemiennymi).

Dalej mamy żyjących na południe od Obodrytów Glinian (Linaa) z siedmioma miastami i ich wschodnich sąsiadów – Byteńców (Bethenici), Smolińców (Smeldingon) i Moryków (Morizani), którzy w sumie mieli posiadać 11 miast.

Z kolei pojawiają się nam Hawelanie (Hehfeldi) z ośmioma miastami, którzy niekiedy zwani byli też Stodoranami (Thietmar: „Stoderania, quae Hevellun dicitur”, „Roczniki Kwedlinburskie”: „Stodoraniam quam vulgo Heveldun vocant”), Swe siedziby mieli Hawelanie (Stodoranie) w dorzeczu dolnej i środkowej Haweli, tj. na terenie dzisiejszej Brandenburgii. Dodajmy, że Alfred Wielki (ok. 890 roku), pisząc o Hawelanach (Haefeldi), wskazuje na ich pokrewieństwo z Wieletami (Wylte). 

Warto w tym miejscu zauważyć, że według Geografa Bawarskiego kraj Wieletów nie sięgał Łaby, bowiem oddzielały go od niej ziemie Moryków i Hawelan. Tymczasem, jak pamiętamy, Karol Wielki po przekroczeniu Łaby znalazł się w kraju Wilzów / Welatabów.

Podsumowując ten wątek, dodajmy, że w drugiej części raportu Geografa Bawarskiego, zawierającej wykaz plemion leżących dalej od granic Państwa Franków („Isti sunt, qui iuxta istorum fines resident”), umieszczeni zostali m.in. Pyrzyczanie (Prissani) oraz Wolinianie (Uelunzani). Oba te ludy miały mieć po 70 miast. 

Dzieło Karola Wielkiego podjął z nową siłą król Wschodnich Franków, Henryk I Ptasznik. Pierwsze uderzenie wyprowadził on (późną jesienią 928 roku względnie zimą 928/29) na Hawelan (Stodoran). Po szeregu zwycięskich potyczkach obiegł ich główny gród, który Frankowie (Niemcy) zwali Brandenburgiem, a którego słowiańska nazwa to Brenna. W Kronice Widukinda czytamy:

„Rozłożywszy się obozem na lodzie, wziął głodem, żelazem i mrozem gród zwany Brennaburg. I gdy razem z tym grodem zawładnął całą ziemią, zwrócił swe szeregi na Dalemińców. Oblegając gród, który zowią Gana, zdobył go wreszcie w dwudziestym dniu. Przydzieliwszy łupy z grodu wojsku, pozabijał wszystkich dorosłych, biorąc do niewoli chłopców i dziewczęta. Następnie udał się z całą swoją armią do Pragi, miasta czeskiego, i skłonił jej króla do kapitulacji.”

W rezultacie tych działań zmuszeni zostali do płacenia trybutu, jak wylicza Widukind, Obodryci (Apodriti), Wieleci (Wilti), Hawelanie (Hevelli), Dalemińcy (Dalamanci), Czesi (Boemi) i Redarowie (Redarii). 

Jednakże latem 929 roku Redarowie zaatakowali pograniczny gród saski Walsleben, nad rzeką Uchte, i zdobywszy go uprowadzili mnóstwo jeńców. Po tym pierwszym powodzeniu do walki przeciwko Wschodnim Frankom (Niemcom) stanęły wszystkie ludy połabskie. Gdy Sasi przeszli do działań zaczepnych, wojsko ich obiegło gród Glinian Łączyn. 

Tłumy wojowników słowiańskich przybyły mu na odsiecz. W pobliżu obleganego przez Niemców grodu doszło do walnej bitwy, która zakończyła się sromotną klęską Słowian. Łączyn się poddał, a sprzymierzone ludy ponownie zmuszone zostały do płacenia trybutu. Jednak już w roku 936  Wschodni Frankowie zmuszeni byli stoczyć kolejną wojnę z Redarami. 

Warto w tym miejscu zastanowić się nad jeszcze jedną kwestią: dlaczego nazwa Wilzi (Wieleci) została wyparta w źródłach przez inną nazwę, mianowicie Lutycy  Lucicy lub Lęcicy? Nie do końca bowiem jest jasne, jak należy ją odczytywać. I dlaczego Widukind oddzielnie wymieniał Wieletów i Redarów?

Dominuje pogląd, że Widukind mylnie pojmował organizację plemion słowiańskich i że Redarowie byli ówcześnie jednym z plemion wchodzących w skład Związku Wieleckiego, równocześnie mu przewodząc, czego nie potrafił on zrozumieć. Ale czy na pewno tak było?

Geograf Bawarski, źródło z połowy IX wieku, wskazuje, że Wieleci obejmowali cztery terytoria plemienne (95 miast). Czy na pewno chodziło o Redarów, Dołężan, Czrezpienian i Chyżan, jak by to miało wynikać z opisu Adama z Bremy, pochodzącego z czasów o ponad dwieście lat późniejszych? 

Adam z Bremy (druga połowa XI wieku) oddzielnie wylicza Hawelan (Heveldi) i Stodoran. Zauważmy, że w akcie fundacyjnym diecezji havelberskiej z 946 roku wskazano z lokalizacją w okolicach Hobolina (Havelbergu) plemię, którego nazwę zapisano w formie Lizzizi i której słowiańska nazwa to prawdopodobnie Lesicy. Halmond (Chronica Sclavorum) z kolei w tym miejscu umieszcza Brzeżan (Brlizani). Dodajmy, że dwa lata później, tj. w roku 948, utworzono diecezję brandenburską, której siedzibą była Brenna, czyli Brandenburg, stolica Stodoran.

Mający swą stolicę w Brennie (Brandenburgu) Stodoranie bez wątpienia byli plemieniem lucickim, Od czasu zdrady Tęgomira, o czym za chwilę, ich władcy byli chrześcijanami. I to do nich, a nie do pogańskich Wieletów winniśmy odnieść informację przekazaną przez Thietmara w Merseburgensis Episcopi Chronicon w kontekście wojny toczonej przez polskiego księcia Mieszka I z księciem czeskim Bolesławem Pobożnym:

„Mieszko i Bolesław popadli w spór i wielce na się wzajem nastawali. Bolesław przyzwał na pomoc Luciców. którzy zawsze byli wierni zarówno jemu jak jego przodkom.”

A co z Doszanami i Morykami? Ci pierwsi mieli siedziby nad Doszą (Dosse), prawym dopływem dolnej Haweli. Ci drudzy zamieszkiwali obszar leżący nieco dalej na północ – nad Jeziorem Moryckim (Müritz). Zauważmy, że Herbord w „Dialogu o życiu św. Ottona biskupa bamberskiego” stwierdza, że po opuszczeniu Hawelbergu biskup Otto przybył do „ziemii lucickiej” (in Leuticiam),, przy czym ewidentnie odnosi się to do terytoriów plemiennych Doszan i Moryków.

Glinian, Smolińców, Byteńców i Moryków, jak pamiętamy, Geograf Bawarski wymienia oddzielnie, nie zaliczając ich ani do Obodrytów, ani do Wieletów. Z kolei Hawelanie (Stodoranie) mieli posiadać ledwie osiem miast. A wszak mamy jeszcze Sprewian, z okolic dzisiejszego Berlina, których siłą rzeczy musimy uznać za część Związku Hawelan (Stodoran). 

Ale wróćmy do Doszan, których Adam z Bremy wymienił oddzielnie, nie zaliczając ich ani w poczet Wieletów, ani w poczet Stodoran. Ale czy w czasach Geografa Bawarskiego nie mogli oni wchodzić w skład Związku Wieletów? Wydaje się, że skoro Geograf Bawarski nie zaliczył do Wieletów Moryków, tym bardziej nie mogli wówczas do Wieletów należeć ich południowi sąsiedzi, czyli Doszanie. Najwyraźniej stanowili oni wówczas albo część Hawelan, którzy to jednak mieli posiadać raptem osiem miast, albo uznani zostali za część Moryków. Zwróćmy przy tym uwagę, że wedle Geografa Bawarskiego Morycy mieli sąsiadować z Hawelanami („Iuxta illos sunt, qui vocantur Hehfeldi”).

A co z Wkrzanami (Vuucri) i ich wschodnimi sąsiadami Rzeczanami (Riaciani)? Co z Ziemcami wzgl. Ziemczycami (Zemzizi / Zamcici), których siedziby znajdowały się gdzieś między Rzeczanami i Doszanami?

Wydawać by się mogło, że Adam z Bremy zaliczył Wkrzanów, żyjących w dorzeczu rzeki Wkry, których głównym grodem był Przęcław (Prenzlau), do Wieletów. Stwierdził on bowiem, iż Odra oddzielała Pomorzan od Wieletów (Wilzów). Zaraz potem jednak dodał, że „są tylko cztery [plemiona], nazywane Wilzi, a przez nas Leutici, między którymi toczy się walka o szlachetność i władzę. Są to Chizzini i Circipani, którzy żyją po tej stronie rzeki Piany, Tholosantes i Retheri, którzy żyją za Pianą”. Za Adamem z Bremy, który to, konfrontując informacje pochodzące z różnych źródeł, ewidentnie sobie z tym nie poradził, to samo powtórzył Helmold w „Kronice Słowian” (Chronica Sclavorum).

W ostatnich dziesięcioleciach X wieku i na początku wieku XI z całą pewnością Wkrzanie nie byli częścią związku plemiennego, który uznawałby zwierzchnictwo Państwa Piastów. Dagome Iudex, a więźródło z roku 992, wyraźnie stwierdza, że północno-zachodnią granicę państwa rządzonego przez Mieszka wyznaczała rzeka Odra. Zwróćmy też uwagę, że w dokumencie Ottona I z roku 965, mocą którego kościołowi św. Maurycego w Magdeburgu przyznano prawo do pozyskiwania dziesięciny od kilku plemion, wymienieni zostali (kierując się od południowego-wschodu do północnego-zachodu): Wkrzanie, Rzeczanie, Redarowie, Dolężanie i Czrezpienianie.

Ale to nie wszystko… Otóż już po opisanych przeze mnie walkach, toczonych przez Henryka I Ptasznika w latach 928-929, wyprawił się on w roku 934 przeciw Wkrzanom, których to pokonał. Widukind donosi też o kolejnej wyprawie przeciwko Wkrzanom, którą to w roku 954 przedsięwziął margrabia Marchii Wschodniej Gero, który to ich pokonał i wrócił z ogromną zdobyczą. Nie ulega wątpliwości, że zarówno w roku 934, jak i roku 954 nie wchodzili Wkrzanie w skład żadnego większego organizmu plemiennego. 

Tak czy inaczej mamy podstawy sądzić, że Geograf Bawarski zaliczył Wkrzanów do Pyrzyczan. Zwróćmy przy tym uwagę, że Pyrzyczanie, kojarzeni z Pyrzycami, miastem leżącym 40 km na południowy-wschód od Szczecina – jak można wnosić z Geografa Bawarskiego – najwyraźniej sąsiadowali z Wolinianami. A kiedy i dlaczego Wkrzanie przestali być częścią Pyrzyczan? Być może wiązać to należy z ekspansją Państwa Piastów…

Ale mamy jeszcze żyjących gdzieś między Wkrzanami i Doszanami,  Rzeczan i Ziemczyców. Czy Geograf Bawarski uznał ich za część Hawelan? Ale ci wedle tego źródła mieli posiadać tylko osiem miast. Więc może Moryków? Ale ci wraz z Byteńcami i i Smolińcami mieli mieć 11 miast, a wszystko wskazuje ma to, że podpięci tu zostali także Doszanie. A może i ich winniśmy uznać za część Pyrzyczan, którzy to według Geografa Bawarskiego mieli posiadać aż 70 miast? Otóż, wczytawszy się w raport Geografa Bawarskiego, musimy przyjąć, że Pyrzyczanie nie mogli oddzielać Wieletów od Hawelan. Gdyby bowiem tak było, zostaliby oni umieszczeni w pierwszej partii raportu. 

W tej sytuacji nie pozostaje nam nic innego, jak uznać Ziemczyców za jedno z plemion wieleckich. Nie wykluczone zresztą, że – przynajmniej do pewnego czasu – Ziemczycy i Rzeczanie funkcjonowali jako jedno plemię, być może dwuczłonowe.

W takim razie co z Redarami, czyli północno-zachodnimi sąsiadami Wkrzanów i północnymi sąsiadami Rzeczan? Skoro uznaliśmy, że Geograf Bawarski, wskazując, że Wieleci posiadali cztery terytoria plemienne, ujął w tym Czrezpienian, Chyżan, Dolężan oraz Ziemczyców, to dla Redarów nie ma tam już miejsca. Czy to możliwe?

Na początek zastanówmy się, gdzie dokładnie mieli oni swoje siedziby. Otóż z dzieła Adama z Bremy dowiadujemy się, że Dolężanie i Redarowie żyli na południe od Piany, podczas gdy Czrezpienianie i Chyżanie na północ od niej, tj. między Pianą i Bałtykiem. Czy jesteśmy w stanie powiedzieć coś więcej? 

Pewne światło rzuca na tę kwestię akt fundacyjny diecezji havelberskiej z 946 roku oraz dokument cesarza Konrada III z 1150 roku. W drugim z wymienionych dokumentów wspomniani są Redarowie („et decimam tributi, quod nobis soluitur de Rederi, et decimam heins tributi, quod nobis de inferiori marcha soluetur”), przy czym wtręt ten pojawia się po wymienionych wcześniej, zobowiązanych do płacenia dziesięciny, prowincjach: Zemzizi, Lizzizi, Nielietizi, Desseri, Linagga, Morizi. W dokumencie z 946 roku, a także w innym fragmencie dokumentu z roku 1150 po Morykach (Morizi / Murizzi) wymienione są prowincje Tholenz, Ploth, Mizerez, Grotwin, Wanzlo, Wosze (w dokumencie z 946), względnie Dolenz, Ploth, Miserezs, Grozwin, Cithne, Wanzlow, Woztrose (w dokumencie z 1150 roku).

Które z wymienionych tu prowincji możemy wiązać z Redarami? Otóż Cithne to dziś siedziba gminy Ziethen, leżąca na północ od Piany, niedaleko jej ujścia do Zalewu Szczecińskiego. Dlaczego prowincji Cithne nie znajdujemy w akcie lokacyjnym z 946 roku? Być może wydzielona ona została z prowincji Wanzlow, którą to możemy wiązać z południowo-zachodnią częścią wyspy Uznam. Dodajmy, że wykopaliska archeologiczne zdają się potwierdzać, iż tereny leżące na północ od dolnej Piany wykazywały silne związki z południowo-zachodnią częścią wyspy Uznam. Z kolei Woztrose to obszar między rzeką Ryck i Zalewem Szczecińskim, gdzie dziś znajdujemy gminę Wusterhusen. Niewątpliwie do prowincji Woztrose należała też kasztelania wołogojska (Wolgast) wraz z północno-zachodnią częścią wyspy Uznam. 

Trudno powiedzieć, czy kasztelanię choćkowską (Gützkow) przyporządkowano do prowincji Cithne czy Woztrose. Jeśli do Woztrose, to wówczas prowincję tę moglibyśmy uznać za tożsamą z terytorium plemiennym Chyżan, podczas gdy Wanzlow wraz z Cithne za terytoria plemienne związane z Wolinianami. Tak czy inaczej widzimy, że te trzy prowincje, tj. Cithne, Wanzlow i Woztrose, leżały na północ od Piany, więc z całą pewnością nie możemy łączyć ich z Redarami.

Prowincję Tholenz / Dolenz zdecydowanie wiązać musimy z Dolężanami. Ale czy tylko ją? A co z prowincją Ploth, której centrum zapewne stanowił gród Płoty (Plötz), leżący na południowy-zachód od Jaromina (Jarmen). Waham się, czy uznać tę prowincję za należącą do Dolężan, czy Redarów…

Z całą pewnością możemy natomiast łączyć z Redarami prowincję Mizerez / Miserezs, czyli tereny między Pianą a Dołężą (Tolense), nazywane Międzyrzeczem (Meseritz), leżące na południe od kasztelanii choćkowskiej, a także prowincję groźwińską, leżącą między Pianą, Zatoką Szczecińską i Landgraben. Tak więc terytorium plemienne Redarów obejmowało tereny leżące na południe od dolnej Piany, na wschód od Jeziora Doleńskiego oraz górnego, a być może też środkowego biegu rzeki Tolense. 

Z całą pewnością Redarowie przewodzili Związkowi Lucickiemu Ale czy nazwę tę możemy traktować jako synonim Wieletów? Uważam, że nie. Tak mogło się wydawać Adamowi z Bremy, który pisał w drugiej połowie XI wieku. Według mnie Lucicy to nazwa organizmu wyższego rzędu. 

Co więcej, pierwotnie Redarowie mogli należeć do Związku Wolinian. Ale w 928 roku znaleźli się oni na celowniku Wschodnich Franków, którzy odtąd raz za razem zmuszali ich do uznania nad sobą swojego zwierzchnictwa. Z kolei na wyspie Wolin usadowili się Wikingowie, którzy w porozumieniu z Burysławem, potężnym królem Słowian, jak określany jest on w sagach skandynawskich, wybudowali tam twierdzę Jomsborg, odgrywającą odtąd ważną rolęświecie Skandynawów. Tak więc drogi Redarów i władców Wolina rozeszły się

Nie popełnił więc, według mnie, błędu Widukind, oddzielnie wymieniając Redarów i Wieletów, co powtórzył potem Thietmar, który to związek plemion, któremu przewodzili Redarowie, konsekwentnie określał mianem Lucicy (Liutici). W tym kontekście warto przypomnieć, co pisali Al-Bekri i Al-Masudi, wskazując na dominującą pozycję Wolinian wśród plemion słowiańskich, przy czym, jak mniemam, chodziło im o plemiona lechickie (lędziańskie)

Dominująca pozycja Redarów wśród Luciców wynikała w dużej mierze z faktu, że to właśnie na ich terytorium miała się znajdować najważniejsza świątynia słowiańska. Oto co o Radogoszczy, bo o niej tu mowa, napisał Thietmar w Merseburgensis Episcopi Chronicon:

„Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Radogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nie tknięta i jak świętość czczona. Dwie bramy tego grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora. W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobiążne wizerunki bogów i bogiń – jak można zauważyć, patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób, wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem. Pierwszy spośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary (stanice), których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy. Do strzeżenia tego wszystkiego z należytą pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów.”

Zaraz potem Thietmar dodaje:

„Ile okręgów w tym kraju, tyle znajduje się świątyń i tyleż wizerunków bożków doznaje czci od niewiernych, między nimi jednak wspomniany wyżej gród posiada pierwszeństwo. Gdy na wojnę ruszają, zawsze go pozdrawiają; gdy szczęśliwie z niej powracają, czczą go należnymi darami i przez losy oraz przez konia, jak wyżej powiedziano, pilnie badają, jaką ofiarę stosowną winni kapłani złożyć bogom. Niemy gniew bogów łagodzą ofiary z ludzi i z bydła.”

Jak wynika z Kroniki Thietmara, w czasach gdy ją pisał, Związek Lucicki nie był rządzony żelazną ręką jakiegoś dziedzicznego władcy. Oto bowiem, co tam czytamy:

„Te wszystkie plemiona, zwane razem Lucicami, nie mają nad sobą jednego władcy. Swoje ważne sprawy roztrząsają na zgromadzeniu w drodze wspólnej narady i, aby przywieść jakąś sprawę do skutku, muszą wszyscy wyrazić zgodę. Jeżeli jakiś tubylec sprzeciwia się na zgromadzeniu już powziętym decyzjom, okładają go kijami, a jeżeli stawia jawny opór poza zgromadzeniem, wówczas, albo pozbawiają go majątku, konfiskując go w całości lub podpalając, albo też płaci on w ich obecności należną wedle stanu sumę pieniędzy. Sami wiarołomni i zmienni, od innych jednak stałości wymagają i bezwzględnej wierności. Układ pokojowy umacniają przez podanie prawicy i równoczesne wręczenie obciętego czuba włosów z wiązką trawy. Łatwo jednak dają się przekupić pieniędzmi, by go naruszyć.”

Ilekroć Słowianie zmuszeni byli uznać zwierzchnictwo niemieckie, wkrótce ponownie zrywali się do walki. Po śmierci Henryka I Ptasznika, gdy na tronie niemieckim zasiadł jego syn Otto I, który zmuszony był zaraz na początku swych rządów, tj. w latach 937 i 938, odpierać niszczycielskie najazdy węgierskie, Niemcy praktycznie utracili władzę nad ziemiami Słowian. 

Margrabia Gero usiłował ją przywrócić, ale nie potrafił zdobyć stolicy Brenny (Brandenburga), stolicy Stodoran. Wtedy użył podstępu – wysłał do ich kraju księcia Tęgomira (Tugumira), który został wzięty do niewoli, gdy zdobyto Brennę zimą 928/29 r.  

W niewoli przyjął chrzest, a teraz, przekupiony pieniędzmi i ujęty rozmaitymi obietnicami przyrzekł pomóc w opanowaniu Brenny. Powrócił do ojczyzny, udając zbiega z niewoli niemieckiej. Rozpoznany przez rodaków, został uznany za prawowitego władcę. Ten tymczasem, zgodnie z obietnicą daną Geronowi, wezwał do siebie swojego bratanka, jedynego poza nim członka książęcego rodu, podstępem go pochwycił i zabił. Następnie oddal gród i cały kraj w ręce Niemców. Na wieść o tym także inne plemiona aż po Odrę zdecydowały się złożyć hołd Niemcom (Windukind: „Quo facto omnes barbarae nationes usque in Oderam fluvium similimodo tributis regalibus se subiugarunt”). Warto to zaznaczyć, bowiem mamy tu wskazany graniczny charakter Odry. Już w tamtych czasach!

Wspomnijmy też kolejne wielkie powstanie Słowian z roku 955, któremu przewodzili dwaj książęta obodryccy – Stoigniew i Nakon. A wszystko zaczęło się od buntu Wichmana i Egberta, którzy rzucili wyzwanie Ottonowi I. Widukind zanotował: „Kiedy poczuli, że nie mogą się oprzeć przywódcy, sprzymierzyli się z dwoma barbarzyńskimi podwładnymi, wrogimi już Sasom, Nakonem i jego bratem.”

Po pokonaniu Węgrów w bitwie nad rzeką Lech (10–12 sierpnia 955 roku), Otto I mógł skierować swe główne siły przeciwko Słowianom. Z Annales Sangallenses maiores dowiadujemy się, że walczono wtedy „cum Abaterenis, et Vulcis, et Zcirizspanis, et Tolonsenis, et victoriam in eis sumpsit”. 

Czy należy przez to rozumieć, iż przeciwnikiem wojsk Wschodnich Franków byli wówczas  Obodryci i Wieleci, a także Czrezpienianie i Dolężanie, którzy z jakichś powodów nie zostali zaliczeni do Wieletów? Należałoby to w takim razie uznać za błąd. A może chodzi o to, że w walkach brali udział Obodryci i Wieleci, ale z tych ostatnich jedynie dwa plemiona, mianowicie Czrezpienianie i Dolężanie?

Opis przebiegu kampanii zawdzięczamy przede wszystkim Widukindowi. Otóż przemierzywszy ziemie Obodrytów, siejąc pożogę, wojska Wschodnich Franków (Niemców) dotarły do rzeki Raksy (Recknitz), w kraju Czrezpienian, gdzie rozbili obóz. W trudnym terenie wojska słowiańskie, dowodzone przez Stoigniewa, zablokowały Niemców, przecinając im zasiekami drogę odwrotu. Przed obozem niemieckim znajdowała się rzeka, ginąca w błotach, za którymi stało wojsko słowiańskie, broniąc przeprawy. 

Margrabia Gero zdołał jednak wyprowadzić wojska niemieckie z opresji. Wraz z walczącymi po ich stronie słowiańskimi Rugianami (Ruani) oddalił się skrycie milę od obozu i tam zbudowano trzy mosty. Następnie wysłał wiadomość do cesarza, by wraz z całą armia udał się w to miejsce. W ten sposób siły główne wojsk niemieckich przeprawiały się przez rzekę, po czym wyszły na tyły wojsk słowiańskich, które to zostały zupełnie zaskoczone. Wojownicy słowiańscy, którzy ruszyli pospiesznie w kierunku wojsk niemieckich, wyczerpani forsownym biegiem, zostali rozgromieni. Wielu poległo, wielu dostało się do niewoli. Pozostali rzucili się o ucieczki. Widukind podaje, że „tego dnia wtargnięto do obozu wroga i wielu śmiertelników zabito i wzięto do niewoli, a masakra trwała do późnej nocy”. Ściętą głowę Stoigniewa zatknięto na palu. Ścięto też 700 jeńców. 

Ale Wichman i Egbert uszli z życiem. Ten pierwszy udał się do Galii, a następnie potajemnie wrócił do Saksonii. I oto pojawia się on u margrabiego Garo. Oddajmy w tym miejscu głos Widukindowi, który tak opisał wydarzenia, które miały miejsce w latach 963 – 965:

„Komes Gero, nie zapominając o swojej przysiędze, gdy zobaczył, że Wichman jest oskarżany i poznał jego winę, zwrócił go barbarzyńcom, od których był go odebrał. Będąc chętnie przez nich przyjęty, w częstych bitwach miażdżył dalej mieszkających barbarzyńców.Króla Mieszka, którego władzy podlegali Słowianie, zwani Licikaviki, dwukrotnie pokonał, zabił jego brata, wielki łup od niego wydobył.”

Pojawia się nam tu nazwa kraju rządzonego przez Mieszka – Licikawiki. Od niepamiętnych czasów badacze łamią sobie głowę, czemu Widukind użył takiego właśnie określenia. Osobiście podejrzewam, że została ona urobiona od nazwy Lucicy, celowo zdeformowanej. Być może stanowi jej zdrobnienie. Jak już bowiem tłumaczyłem w pierwszym z moich wykładów poświęconych Lędzianom, uważam, a opieram się tu przede wszystkim na przekazie Galla Anonima w zestawieniu z informacjami przekazanymi przez autorów arabskich, że księstwo Piastów, gdy ci doszli do władzy po wygnaniu Popiela, podlegało (podobnie jak w czasach Popiela) Wolinianom, którzy to przewodzili Lucicom. W którymś jednak momencie księstwo Piastów uniezależniło się od nich i tak to właśnie, według mnie, przedstawiała się geneza Państwa Polskiego.

Jak to Lechici z Frankami wojowali (część pierwsza):

Proszę o subskrybcje kanału na YouTube oraz łapki w górę.

Autor: Wojciech Kempa
Polski historyk, dziennikarz. Jest absolwentem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, autorem licznych publikacji historycznych, w tym pięciotomowego opracowania „Okręg Śląski Armii Krajowej”, a także prac: „Co przed Mieszkiem?”, „Na przedpolu Warszawy” czy „Śląscy Czwartacy”. Był kierownikiem produkcji cyklu filmów biograficznych „Siemianowiccy Dowódcy”.