Rektor pan kupił psa na allegro. Wielkiego, kudłatego, przede wszystkim jednak rasowego. Wyżeł pruski. Dziekanom zakazał posiadania psów rasowych. Tylko kundle, do tego mniejsze od wyżła. Chodził z nim na smyczy po uniwersytecie. Raz nawet spuścił go ze smyczy, żeby pogryzł dziekana Wydziału Histerii, gdyż mu go nie było żal. Wyżeł skoczył mu do gardła. L-4 na dwa tygodnie dostał. W sumie był z tego powodu zadowolony, bo przez dwa dni lizał rany, a kolejne 12 miał czas na pisanie książki.
– Jak Rektor pan zechce, to może mnie znowu psem poszczuć – powiedział w obecności innych dziekanów. Tylko niech w nogę gryzie, nie w szyję. – powiedział pogryziony.
Rektorowi psa posiadanie sprawiało dużo satysfakcji. Chodził z nim po całym obiekcie. Były momenty, że pies stawał się ważniejszy od pana. Rektora pana. Rektor ma cukrzycę i nagle zasypia. Gdy jest czas zasypiania wiąże psa do nogi. Ale następnie budzi się i nadal spaceruje z wyżłem.
Rektor pan po pewnym czasie znudził się posiadaniem psa i spuścił go ze smyczy. Od tamtego czasu odnotowano liczne przypadki pogryzienia. Ale nikt ich oficjalnie nie zgłaszał. Pogryzieni woleli milczeć w cierpieniu aniżeli narażać się na konflikt z Rektorem panem.
Zostaw komentarz