Podczas gdy część zachodnich komentarzy przedstawia szczyt Trump–Xi jako strategiczny triumf Pekinu ws. Tajwanu, japońska agencja Kyodo patrzy głównie na konkretne aspekty instytucjonalne. A te są dość jasne: brak zmiany oficjalnej polityki USA wobec Tajwanu, brak nowej formuły językowej zgodnej z oczekiwaniami Pekinu, brak sygnałów ograniczenia sprzedaży broni.
Z perspektywy Tokio kluczowe jest nie to, jak wyglądały ceremonie w Pekinie, ale czy USA faktycznie przesunęły swoją pozycję strategiczną. Na razie bardziej widać próbę stabilizacji relacji USA–Chiny niż ‘deal’ kosztem Tajwanu.

Czytaj więcej.

Gdy media i komentatorzy nieprzychylni Trumpowi podkręcają atmosferę paniki wokół Tajwanu, sugerując, że Waszyngton może porzucić wyspę, że relacje są w kryzysie, albo że wypowiedzi prezydenta USA oznaczają fundamentalną zmianę polityki, sam Tajwan reaguje wyraźnie spokojnie i z dyplomatycznym opanowaniem. To bardzo wymowny kontrast: ci, których temat dotyczy bezpośrednio i którzy mieliby najwięcej powodów do niepokoju, zachowują zimną krew, podczas gdy zewnętrzni obserwatorzy nakręcają dramaturgię. Rzeczniczka Biura Prezydenta, Karen Kuo podkreśliła, że strona amerykańska, zarówno sam prezydent Trump, jak i sekretarz stanu Marco Rubio, wielokrotnie potwierdzała, że spójna polityka USA wobec Tajwanu pozostaje niezmienna. Wyraziła wdzięczność Trumpowi za jego ciągłe wsparcie dla bezpieczeństwa w Cieśninie Tajwańskiej, sięgające jeszcze pierwszej kadencji. Biuro Prezydenta wykorzystało okazję, by przypomnieć, że prezydent Lai Ching-te konsekwentnie opowiada się za utrzymaniem status quo w Cieśninie Tajwańskiej. Padło stanowcze, lecz wyrażone w spokojny sposób stwierdzenie, że Republika Chińska jest suwerennym, niepodległym państwem demokratycznym, co rzeczniczka określiła jako „oczywistość”, a roszczenia Pekinu jako „bezpodstawne”.
Rzeczniczka wskazała, że eskalujące zagrożenie ze strony Chin jest jedynym czynnikiem destabilizującym region Indo-Pacyfiku, a Tajwan, jak inne państwa pierwszego łańcucha wysp, naturalnie musi wzmacniać swoje zdolności obronne we współpracy z USA. Zakupy wojskowe przedstawiła nie jako obciążenie czy ustępstwo wobec nacisków Trumpa, lecz jako odzwierciedlenie zobowiązań wynikających z Taiwan Relations Act oraz wzajemne odstraszanie. Podkreśliła też, że skala i wartość tych zakupów wielokrotnie osiągały historyczne rekordy – co jest subtelnym sygnałem: „już teraz dużo kupujemy i jesteśmy wiarygodnym partnerem”.
To zarazem lekcja dla rozkręcających panikę komentatorów: jeśli sam zainteresowany rząd nie wpada w histerię, być może warto zachować proporcje. Tajpej najwyraźniej uznała, że odpowiedzią na medialny szum jest stabilność, wdzięczność i kontynuacja, a nie wciąganie się w spór, który tylko nakręcałby narrację o kryzysie.

Czytaj więcej.

Autor: Hanna Shen
Dziennikarka, korespondentka GPC na Tajwanie, prowadzi swojego bloga pod adresem: haniashen.blogspot.tw