Rafał Trzaskowski ruszył do boju w obronie niemieckiego siana i południowej lucerny. Zamiast tłumaczyć absurd zakupów dla warszawskiego zoo, urządził wykład o dietach żyraf, jakby Polacy domagali się karmienia ich bigosem i schabowym.

Patriotyzm według Trzaskowskiego: polskie siano złe, zagraniczne „premium”

Rafał Trzaskowski najwyraźniej uznał, że najlepszą odpowiedzią na pytania o zakupy dla warszawskiego zoo będzie ironizowanie z obywateli i robienie z nich ludzi, którzy nie odróżniają żyrafy od krowy. Problem w tym, że nikt nie pytał, czy żyrafa ma jeść żurek. Ludzie pytają raczej, dlaczego w kraju rolniczym trzeba sprowadzać paszę przez zagranicznych pośredników, skoro Polska sama produkuje ogromne ilości lucerny wysokiej jakości.

„Niemcy mają coraz mniej siana” – poziom debaty godny kabaretu

Najbardziej kuriozalny fragment wpisu Trzaskowskiego brzmi jak dowcip z późnych godzin nocnych. Prezydent stolicy, zamiast rzeczowo wyjaśnić temat, rzuca żartem o tym, że „Niemcy mają coraz mniej siana”. Trudno powiedzieć, czy to jeszcze polityka, czy już stand-up sponsorowany przez warszawski ratusz.

Bo jeśli ktoś naprawdę chciał rozwiać wątpliwości mieszkańców, to może warto byłoby przedstawić konkrety: dlaczego wybrano taki łańcuch dostaw, jakie były ceny i czy polscy producenci w ogóle mieli szansę konkurować?

Trzaskowski tłumaczy się tak, jakby chodziło o import kawioru dla pand

Wpis prezydenta Warszawy sprawia wrażenie, jakby zoo sprowadzało niezwykle egzotyczną, kosmiczną karmę niedostępną nigdzie poza południem Europy. Tymczasem lucerna jest uprawiana również w Polsce i to na bardzo wysokim poziomie jakościowym. Polscy hodowcy od lat eksportują ją za granicę i potrafią spełniać rygorystyczne normy żywieniowe.

Ale w narracji ratusza wszystko musi brzmieć tak, jakby tylko zagraniczny produkt gwarantował odpowiedni standard. Typowe myślenie elit: polskie dobre tylko w kampanii wyborczej, a w praktyce „lepsze jest z importu”.

Wielka afera o siano? Nie. Wielka kompromitacja komunikacyjna

Największym problemem tego wpisu nie jest nawet samo siano czy lucerna. Problemem jest ton, w którym Trzaskowski potraktował mieszkańców. Zamiast odpowiedzieć spokojnie i merytorycznie, postanowił urządzić internetowy popis sarkazmu i wyższości. Jak zwykle – każdy, kto zadaje pytania, zostaje przedstawiony jako zacofany patriota marzący o karmieniu żyraf pierogami.

Sprawa jest prosta

Panie Trzaskowski, tylko że w Polsce produkujemy również wysokiej jakości paszę z lucerny, która z powodzeniem rośnie w naszym kraju. Więc nie wiem, jaka ona musi być specjalna, żeby trzeba było ją sprowadzać z południa Europy?

Nie czepiam się 

Nie wierzycie? Przeczytajcie co pisze w social mediach Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy. Pełny wpis:

Siano od Niemca, czyli ciąg dalszy cierpień najbardziej polskich z polskich mediów.

Jedna z prawicowych redakcji w ramach bardzo poważnego śledztwa wywęszyła temat, który – ufając tonowi publikacji i treści „pasków grozy” – może być skandalem dekady. Otóż tym razem problem polega na tym, że do zwierząt w warszawskim zoo miałoby rzekomo trafiać siano z Niemiec.

Wyjaśnijmy zatem:
– w tym roku Warszawskie ZOO zakontraktowało 90 ton siana od polskiego rolnika. To podstawowy składnik diety bardzo wielu zwierząt roślinożernych, wymagania co do jego jakości są zawsze bardzo precyzyjnie opisane w warunkach przetargu. Bardziej polsko już się nie da.
– to może się nie mieścić w głowach prawicowych śledczych, ale nie wszystkie zwierzęta są zwierzętami naturalnie występującymi w Polsce i żeby odżywiać się zgodnie ze swoimi potrzebami muszą jeść taką żywność, która im nie zaszkodzi. Byłbym zachwycony, gdyby żyrafy i bongo jadły ze smakiem swojski żurek. Niestety, wolą lucernę, której najlepszą jakość zapewniają kraje z południa Europy. I stamtąd pochodzi również produkt zakupiony przez nasze zoo, którym tak bardzo ekscytuje się jedna z prawicowych redakcji.
– Z Niemiec był jedynie dystrybutor – zapewne to tym śladem poszli najwięksi obrońcy polskości. Niestety, ślady nie doprowadziły ich finalnie do oczekiwanego miejsca. Muszę Państwa oficjalnie rozczarować: siano nie było z Niemiec. Lucerna też nie.

I na koniec pytanie do arcypatriotycznej redakcji, która pochyliła się nad tym problemem: nawet gdyby siano było rzeczywiście z Niemiec, to czy nie powinniśmy się cieszyć, że Niemcy mają coraz mniej siana?”

I co Wy na to? Ktoś ma siano w głowie? Ważne, że „Niemiec” płakal gdy go siano do Zoo sprzedawal… Polacy nic się nie stało, nic się nie stało…