Codziennie zamieszczam na FB jakiś krótki tekścik wychodząc z założenia, że ktoś kto go skomentuje przeczytał go w całości. Ze zrozumieniem. I każdego dnia przekonuję się jak bardzo się mylę. Częstokroć zamiast komentarzy „ad rem” czytam zapisy luźnych ciągów skojarzeń albo wpisy zupełnie z treścią nie związane.

Niekiedy zamieszczam w tekście zdjęcie ilustracyjne, bo wtedy zasięg posta jest większy. No to „lecą” komentarze „od czapy” do zdjęcia.

Najczęściej jednak, mimo, że teksty są krótkie, osoba komentująca nawet nie zadaje sobie fatygi by przeczytać tekst do końca. Czyta tytuł, od biedy, lead i już palce ją swędzą by walnąć jakiś od rzeczy komentarz.

Są też tacy, którzy czytają, ale nadają zdaniom w felietonie całkowicie odmienny sens. Czytają przez pryzmat własnych poglądów, uprzedzeń, sympatii, kompleksów. Dziś także, językowej poprawności politycznej albo wyznawanej wizji świata. Jakby zapomnieli już zadań stawianym uczniom na języku polskim w szkole podstawowej pt. „co autor miał na myśli”. Innymi słowy, nadają mu sens taki, jaki im pasuje.

Podam przykład, może trochę przerysowany, ale prosty.

Załóżmy, że w felietonie napisałem – „Ala miała kota, ale zdechł”. Proste zdanie o dziewczynce, której kot zdechł bo pewnie był stary.
Nic dodać, nic ująć.
Ale nie, znaleźli by się tacy, którzy by się przyczepili do doboru słów. Ich zdaniem niewłaściwego.

Fanatyczny „miłośnik” zwierząt domowych napisałby. „Jak śmiesz pisać zdechł, kotek, piesek, umierają. Jak ludzie”. I poleciałby za tym stwierdzeniem fala „jobów”, żem staroświecki, że nienawidzę zwierząt. Odsądziliby mnie od czci i wiary bo nie pasuję im do ich klapek na oczach.

Jakaś feministka oskarżyłaby mnie o co najmniej mizoginizm bo zapewne ukryty sens tego zdania- w jej opinii- jest taki, że oskarżam Alę o zaniedbanie bo pewnie nie nakarmiła kota. I walnęłaby z grubej rury, czemu nie napisałem, że kot zdechł Frankowi. A na koniec by dodała, że już dość tej patriarchalnego wywyższania się chłopów.

Tytułem testu, zamieściłem zdjęcie ilustracyjne. Nie by chwalić się ile mam książek, ale jakoś nawiązać do przesłania felietoniku.

Zanim coś skomentujesz, przeczytaj do końca. I ze zrozumieniem. Zobaczymy jaki będzie wynik.

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl