Terminu tego użył ponad czterdzieści lat temu ks. prof. Józef Tischner (nota bene, mój profesor) w eseju „Ludzie z kryjówek”. Prezes PiS idealnie odpowiada zawartemu w nim opisowi. Podstawową, a właściwie jedyną, formą relacji człowieka z kryjówki z bliźnim i ze światem jest bowiem – wg. Tischnera – „zawładnięcie”. Nie partnerska, dwustronna relacja czyli dialog, ale dominacja i władza.
Dopiero po powrocie do Polski przeczytałem, że Kaczyński nazwał siebie i delegatów na kongres PiS w Przysusze – „elitą”. Hmm, skromnością w tym nie zgrzeszył, ale niech mu będzie. Chce swoje leczyć swoje kompleksy w ten sposób to jego sprawa. Rzecz jednak w tym, że wielokrotnie odżegnywał się od utożsamiania się z elitą. Ale może chodziło mu wyłącznie o – jak je nazwał – „elity III Rzeczpospolitej”? Tak czy owak, choć nie ma obiektywnego kryterium uznania kogoś za „elitę”, ten kto do niej należy nie musi tego zaznaczać bo zna swoją wartość.
Bardziej jak członka elity Kaczyński przypomina tischnerowskiego „człowieka z kryjówki”. Jako polityk, nie chce dialogu ze społeczeństwem, nie chce z nim rozmawiać i wsłuchiwać się w to co ma do powiedzenia. Nawet jeśli postulaty jego części nie zgadzają się z jego światopoglądem i wizją przyszłości Polski. Kaczyński chce sprawować kontrolę nad bliźnim i wtłoczyć go w wąskie ramy swego ksenofobicznego, nietolerancyjnego patriotyzmu, który coraz bardziej pachnie nacjonalizmem.
Dlaczego?
Bo gdzieś w głębi serca panicznie się boi. Nie tylko, że on i jego partia stracą władzę. Bo to już się stało.
Boi się, że w nieodległej przyszłości mogą być Polakom niepotrzebni bo społeczeństwo tak się zmieni, że pachnąca naftaliną pisowska ideologia, już do nikogo nie trafi.
Dlatego wszystkich o najgorsze rzeczy podejrzewa.
Niemców, że chcą nad nami zapanować.
Unię Europejską, że pozbawi Polskę suwerenności i niepodległości sprowadzając jej polityczny byt do jakiegoś quasi autonomicznego landu w ramach Zjednoczonych Stanów Europy.
Przeciwników politycznych, zwłaszcza Tuska, że jest marionetką Berlina, a kandydatów na ambasadorów zgłoszonych przez m.in. Sikorskiego, „rosyjskimi agentami”.
Wróble w Warszawie ćwierkają, że podejrzewa nawet swoich najbliższych współpracowników (może poza wiernym Błaszczakiem), że chcą wysadzić go z siodła i wysłać na zasłużoną emeryturę.
Boi się, przede wszystkim, społeczeństwa obywatelskiego podlegającego zmianom, które przynoszą obecne czasy. A skoro się boi, to mu nie ufa. Bo jak można ufać „zduraczonym” Polakom, którzy nie chcą dać się karmić papką ksenofobicznego nacjonalizmu spod znaku ONR. Którzy mają w nosie jego megalomańskie wizje Polski „od morza do morza” bo chcą, po prostu, żyć na przyzwoitym poziomie i być obywatelami Europy i świata.
Przywiązanymi do swojej narodowej tożsamości, którą jednak widzą inaczej jak Kaczyński. Nie chcą by ktokolwiek im mówił w co mają wierzyć, jak się kochać czy jak definiować swój patriotyzm.
Oni już wyszli z kryjówek, w których część elektoratu PiS i sam Kaczyński, jeszcze tkwią.
On nadal w niej tkwi, bo nic innego nie ma Polakom do zaoferowania.
Autor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz