W „Empuzjonie” Olgi Tokarczuk znalazłem określenie jakie powinno być moje życie ( i jakie było ). Musi być apetyczne.

Apetyczność przede wszystkim nam się kojarzy bezpośrednio ze smakiem potraw.
Mówimy, że jakaś jest apetyczna, smaczna, lub nie.

Mam wiele takich dań np. spaghetti carbonara ( koniecznie bez śmietany, wyłącznie z parmezanem i peccorino ) jaką jadałem w małej, wiejskiej trattorii na Sycylii.
Dalej, wyśmienity dal z soczewicy urad podawany w przydrożnej dhabie, w indyjskim Pendżabie, przy granicy z Pakistanem.
Czy moje ulubione „plyndzy” czyli tłumacząc z wielkopolskiego na nasze, chrupiące placki ziemniaczane z gęstą, kwaśną śmietaną jakie robiła moja babcia Marysia.

Ale apetyczność może się także odnosić do samego życia.

Do słonecznych poranków, gdy za oknem mego domu ćwierkająco dokazują sikorki, wróble, sroki i kosy. A rześkie, czyste powietrze wpada przez uchylone okna. Swoją konsystencją przypomina sorbetowe lody z cytryny. Na poł słodkie, w połowie kwaśne.

To pot na skórze po jeździe rowerem lub szybkim spacerze i przyjemne zmęczenie mięśni oznaczające, że nasza ludzka maszyna jest jeszcze sprawna.

Albo uśmiech na twarzy żony witający mnie przy śniadaniu, które zawsze sam przygotowuję. Nic wielkiego. Kawa, grzanki z twarogiem i dżemem, jajka na miękko. Frajda, że zrobiłem jej przyjemność. Wykrzesałem odrobinę radości.

Smakować może także sosnowe igliwie na leśnym dukcie.
Niby ułożone przypadkowe, ale, jak się dobrze przypatrzeć, widać w ich układzie jakiś wzór. Znany może tylko leśnym zwierzętom i duszkom. Bo ludzie już zatracili umiejętność współodczuwania z naturą, jaka dana była jeszcze naszym przodkom.

Mój dziadek Franek, przed wiosenną orką, zawsze wąchał ziemię, którą miał przeorać skibą pługa. Brał ją do ręki, podnosił do nosa i wciągał głęboko jej wilgotną, ziemistą woń. I mówił do mnie – „tak pachnie matka, która nas karmi „.

A zatem, smakujcie życie bo upływa jak ziarna piasku między palcami. Ani się spostrzeżecie, jak dłoń będzie pusta.

Zdjęcie ilustracyjne. Garni, Armenia, w gościnie. Wcinam pyszne lokalne potrawy. Foto, Jolanta Styrczula.

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl