Recenzję z przedstawienia, które obejrzałem w stołecznym Teatrze Ateneum w trzecim dniu nowego roku, mógłbym zacząć tak:
“Kiedy wsiadłem do windy, aby dostać się na 8 piętro budynku, gdzie znajduje się moje nowe mieszkanie – o mało szlag mnie nie trafił!
Bowiem na ścianie dźwigu osobowego zobaczyłem wydrapany, jakimś ostrym narzędziem napis:
– Szarek = Chuj!
Z bolesnym zdumieniem patrzyłem na obelżywą inskrypcję, zastanawiając się, co zrobić. Czy wszcząć prywatne śledztwo, szukając sprawców wśród sąsiadów? Czy zawiadomić administrację budynku o akcie wandalizmu z żądaniem natychmiastowego zlikwidowania obraźliwej frazy? Czy też po cichu, własnoręcznie i jak najprędzej usunąć kompromitujące równanie?”
Takich dylematów nie miał monsieur Lebrun – główny bohater sztuki pt. “Napis”, wystawianej w warszawskim T. Ateneum.
Wprawdzie oszczerczy napis z jego nazwiskiem wymalowany na klatce schodowej kamienicy, do której Lebrun się wprowadził, sprawił mu przykrość, ale nowy lokator nie zamierzał go usunąć ani nie chciał szukać sprawców.
Owszem, Lebrun złożył wizytę sąsiadom, żeby powiadomić ich o zniewadze, jakiej doznał, ale nie spotykał się ze zrozumieniem. Co najwyżej z uprzejmą obojętnością, lekceważeniem, a nawet podejrzeniami.
– No bo jeśli jest napisane – “Lebrun = Chuj”, to przecież nie bez powodu – kombinował sąsiad Bouvier?
Zaś pan Choley – liberał uważał, że najważniejsza jest tolerancja.
– Już od dawna na ścianie naszej klatki schodowej widnieje napis – “Precz z faszyzmem” i nikomu to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie – przekonywał pan Choley.
Jednak Lebrun nie zrażony brakiem empatii współlokatorów, postanowił zaprosić ich na powitalny bankiet. Parapetówka miała być okazją do pojednania, a stała się polem ideologicznej i obyczajowej konfrontacji.
Po jednej stronie barykady znaleźli się Lebrun z żoną – może zbyt zasadniczy, może zbyt konserwatywni, a może tylko zdroworozsądkowo myślący ludzie.
Po drugiej – ich sąsiedzi, przedstawiciele postępowej klasy średniej. Straszni mieszczanie, obnoszący się ze swoją nowoczesnością i poprawnością polityczną. Ludzie, którzy nie powiedzą na murzyna – murzyn. Używają feminatywów i właściwych końcówek w stosunku do osób hetero-nienormatywnych, ale nie widzą nic złego w słowie “chuj” – bo są tolerancyjni. Współcześni filistrzy hołdujący modnym poglądom i obyczajom, lansowanym przez dominujące media i kulturę masową. Konformiści dbający, żeby zawsze płynąć z prądem. Typy, jakby żywcem wyjęte z komedii Moliera i dopasowane do naszych czasów. Świętoszkowaci wyznawcy nowych religii. Mieszczanie, którym się zdaje, że są szlachcicami. Chorzy z urojenia i nienawiści do domniemanych “faszystów”, których węszą wszędzie.
– Tych okropnych faszystów gotowych w każdej chwili zniszczyć – “naszą łojczyzne kochanom”- Europę.
Powyżej opisałem państwu intrygę, która napędza akcję sztuki. Teraz czas przedstawić aktorów. W rolę państwa Bouvier wcielili się: Marzena Trybała oraz Krzysztof Tyniec. Panią i pana Choley zagrali Emilia Komarnicka – Klynstra i Grzegorz Damięcki, a małżonków Lebrun: Paulina Gałązka i Bartłomiej Nowosielski.
Autorem sztuki jest “nowy francuski Molier” – Gerald Sibleyras. Pisarz i scenarzysta zaliczany do najpopularniejszych dramaturgów teatralnych nie tylko nad Sekwaną.
Więc jeżeli chcecie się Państwo szczerze pośmiać i dobrze zabawić w nowym roku, to wybierzcie się na “Napis”. Sztuka cieszy się powodzeniem – o bilety nie jest łatwo. Na miejscówki czatuje zawsze spory tłumek chętnych, ale spróbować warto.
Przedstawienie smakuje, jak haust świeżego powietrza, zaczerpnięty po pobycie w dawno niewietrzonym przybytku Melpomeny, w którym wciąż zalega smród po pornograficznych przeróbkach klasyków i tak zwanych sztukach zaangażowanych.
O czym zapewnia – teatralny murzyn pomocniczy – Szarek.
Autor: Marek Szarek
Byłam dzisiaj na tej sztuce i ubawiłam się wyśmienicie. Przedstawienie to takie lustro, w którym można samemu przejrzeć się ale zobaczyć też sąsiadów, znajomych, rodzinę. Mieszczaństwo na progu 3 tysiąclecia – ile w nas obłudy, zakłamania, hipokryzji a mówimy o tolerancji, prawdomówności, sprawiedliwości.