Zapowiedzi Karola Nawrockiego – ogromnej ofensywy legislacyjnej oraz domagania się od rządu bliskiej współpracy w szeregu sfer, z szeroko pojętym bezpieczeństwem na czele, interpretuje się najczęściej jako element wojny z Donaldem Tuskiem i Koalicją Obywatelską. Nie negując prawdziwości takiego rozumienia działań nowego prezydenta, pozwolę sobie zauważyć że istnieje jeszcze jeden, co najmniej równie ważny aspekt sprawy.
Idzie mi otóż o to, że Nawrocki zapowiedział zarazem – i położył na to spory nacisk – inicjatywę rozpoczęcia prac nad nową konstytucją. Przy czym biorąc pod uwagę zarówno naturalny punkt widzenia każdego lokatora Wielkiego Pałacu, jak i charakter tego konkretnego prezydenta – jak napisałem w dzisiejszym DGP jestem przekonany, że gdyby psycholodzy zechcieli przeprowadzić badanie, polegające na pytaniu uczestników, z jakim rodzajem maszyny Karol Nawrocki im się kojarzy, najczęstszym skojarzeniem okazałby się czołg (co w przypadku polityka, zwłaszcza stojącego na czele państwa nie jest wadą, raczej przeciwnie) – należy zakładać, iż w jego planach byłaby to konstytucja, zmieniająca nasz system na prezydencki. Przypomnijmy, że kiedyś, dawno temu PiS postulował zmianę ustawy zasadniczej w tym właśnie kierunku.

Jeśli tak, to ofensywa legislacyjna i „proaktywnościowa” nowego prezydenta miałaby, prócz merytorycznego i antyrządowego, jeszcze jeden, może najważniejszy sens. Byłaby otóż przygotowaniem artyleryjskim dla próby przeprowadzenia takiej zmiany. Bo w tym kontekście odrzucanie przez rządzącą większość kolejnych prezydenckich propozycji służyłoby za argument: oto, Polacy, sami widzicie – wybranemu przez was prezydentowi politycy nie dają rządzić, wsadzają mu kije w szprychy. Trzeba więc zmienić konstytucję, by prezydent wreszcie mógł działać ku waszemu dobru, mógł naprawdę kierować państwem.

Oczywiście, Karol Nawrocki wie, że działania, zmierzające ku zmianie konstytucji możliwe byłyby najwcześniej dopiero po wyborach parlamentarnych, kiedy – być może – powstanie potrzebna ku temu większość. Ale tym ważniejsze jest, by już teraz zacząć kształtować opinię w duchu naszkicowanej powyżej zmiany.

Nowy prezydent wyraził nadzieję, że konstytucja mogłaby być uchwalona już w roku 2030. Czyli już za pięć lat. A więc – gdyby wszystko poszło z jego punktu widzenia idealnie, co skądinąd w świecie realnej polityki mało prawdopodobne – być może jeszcze przed upłynięciem jego pierwszej kadencji. Co otwierałoby mu szansę na to, by przez kolejne pięć lat być już prezydentem, realnie kierującym Rzeczpospolitą.

Autor: Piotr Skwieciński