Ale dzisiaj uważam, że zaproponowany kierunek „okrągłego stołu” jest słuszny. Nie wyobrażam sobie , żeby wymiar sprawiedliwości naprawiła obecna większość parlamentarna przy sprzeciwie pozostałych. Taka zmiana będzie i niestabilna (po jej wprowadzeniu będzie kontestowania przez dużą część środowiska sędziowskiego i prokuratorskiego) i nietrwała (unicestwi ją zmiana władzy).
A zatem skoro mleko się rozlało, to zamiast biegać z mopem w pojedynkę, lepiej usiąść przy stole. Niechby był on nawet „okrągły”.
W polskich warunkach należy zabezpieczyć ustalenia takiego „okrągłego stołu” przed arbitralnym ich unieważnieniem. Dlatego ustawy, uchwalone w wyniku takich okrągłostołowych negocjacji, powinny mieć zapisy dotyczące sposobu ich nowelizacji. I trybu jej uchwalania.
W praktyce oznacza to przepisy, które jasno określą, jak można je zmieniać — z odpowiednim czasem na analizę i dyskusję (np. 30 dni od przedstawienia projektu nowej ustawy albo 14 dni w przypadku jej nowelizacji) oraz z wymogiem kwalifikowanej większości głosów przy ich uchwalaniu lub zmianie.
Do rozmów trzeba włączyć nie tylko sędziów i polityków, ale też adwokatów i radców prawnych. To oni na co dzień słyszą od obywateli: „nie rozumiem, dlaczego sąd sądzi tak długo” albo „dlaczego prawo jest tak skomplikowane”. I to oni najlepiej wiedzą, gdzie w systemie tkwi realny problem — a gdzie jedynie pretekst, który służy ochronie interesów korporacji sedziowskiej. Nie jest więc dobrym pomysłem, żeby sędziowie tworzyli prawo o sobie samych. Być może dobrze byłoby, żeby projekty ustaw przedstawiła Naczelna Rada Adwokacka i Krajowa Rada Radców Prawnych.
Niestety, patrząc na dzisiejszą scenę polityczną, trudno nie mieć wrażenia, że głos Małgorzaty Manowskiej, choć rozsądny, odbija się echem od ścian pustej sali. A pustynia, jak wiadomo, nie sprzyja ani rozmowie, ani reformie.
Foto: Sąd Najwyższy
Zostaw komentarz