Jak widać po aferze z banknotem euro, na którym miało być nazwisko „naszej ” Marii, tylko Curie, bez drugiego członu, Skłodowska, Francja uważa naszą rodaczkę za „swoją”. I bynajmniej nie chodzi tylko o ten banknot, ale i nazwy ulic we francuskich miasteczkach, które ją uhonorowały. Prawie wszędzie jest „rue Maria Curie”. To takie mrugnięcie oka do Polaków, bo powinno być „Marie”.
Do napisania tego felietonu skłoniła mnie uważna lektura etykiety na opakowaniu moich ulubionych francuskich ciasteczek, „Tartelettes lemon flavour” firmy Duc De Coeur wyprodukowanych w Romans sur Isere, w zakładzie przy ulicy Marie Curie.
Zrobiłem w necie kwerendę ulic we Francji mających polskich patronów.
Nie ma ich zbyt wiele, ale są ulice Wałęsy, Norwida, Wyszyńskiego.
I oczywiście naszej podwójnej noblistki Marii Curie Skłodowskiej.
W Paryżu, w V dzielnicy, uhonorowano ich oboje, męża i żonę i mamy Rue Pierre et Marie Curie. Jest też stacja metra o tej samej nazwie.
Poza Paryżem panuje duża dowolność w pisowni imienia.
Raz jest Maria. Innym razem, Marie.
Czyli nawet wśród miłośników serów nie ma zgody jak pisać jej imię.
I tak, w Vitre mamy rue Maria Curie. Podobnie w Serginan czy Lauwin – Planque.
Swojsko, po naszemu, Maryśka.
Tylko kto „zjadł” Skłodowską?
Nigdzie jej nie ma.
Żarty, żartami, ale problem jest poważniejszy.
Nie umiemy bowiem, w atrakcyjny i przystępny sposób, opowiadać naszej historii Europejczykom.
Pokazywać im, nasze wybitne osobistości z różnych dziedzin.
A mamy się czym chwalić.
Nie tylko literatami, czy „kopaczami szmacianki”, ale naukowcami, przemysłowcami z XIX wieku, wynalazcami, odkrywcami, inżynierami, konstruktorami.
Wielu ich, w czasach zaborów, jak Skłodowska, wyemigrowało za granicę, ale każdy z nich do końca przyznawał się do polskości.
Jeśli my nie opowiemy światu o ich korzeniach, to nikt tego nie zrobi. I na tym polega m.in współczesny patriotyzm.
Zostaw komentarz