Zaraz się zagotuje w komentarzach. Bo wystarczy powiedzieć coś nie po myśli „prawdziwych wolnościowców”, a od razu słychać krzyk o zdradzie, o PiS-ie, o „jednym złu”. Ale zanim ktokolwiek zdąży wykrzyczeć kolejne hasełka, niech spróbuje na chwilę wyciszyć emocje i odpowiedzieć sobie na jedno proste pytanie: czy Grzegorz Braun naprawdę walczy z systemem – czy raczej z własnym cieniem?

Bo może ta nienawiść do PiS-u nie wzięła się z różnic ideowych, tylko z czegoś znacznie bardziej osobistego.
Dlaczego Grzegorz Braun tak bardzo nie znosi Prawa i Sprawiedliwości? Czy to tylko kwestia ideologiczna, czy może coś znacznie bardziej osobistego ? Bo jeśli spojrzeć głębiej, można dostrzec cień jego stryja– Juliusza Brauna, człowieka, który przez lata był symbolem liberalno-lewicowego środowiska III RP.

Poseł Unii Wolności, potem Platformy Obywatelskiej, związany z Donaldem Tuskiem i jego ludźmi. W latach 2011–2015 był prezesem Telewizji Polskiej za rządów PO–PSL. Jeden z tych, którzy przez lata uważali, że to oni – „ludzie nowoczesnej Europy” – mają monopol na media, kulturę i narrację o Polsce.

Kiedy Prawo i Sprawiedliwość przejęło władzę, Juliusz Braun stracił swoje stanowisko, wpływy, pozycję. Wyleciał na ,,zbity pysk” I być może właśnie tam, w tym osobistym, rodzinnym epizodzie, zaczyna się emocjonalny mechanizm, który dziś napędza Grzegorza Brauna? Chciałbym się mylić ale jeśli ktoś z rodziny został „odsunięty” przez PiS, to może w podświadomości urasta to do rangi krzywdy.

Nie przypadkiem właśnie wczoraj, gdy odbywała się antyrządowa manifestacja Solidarności w Katowicach – górników, hutników i energetyków – w tłumie pojawiają się ludzie Brauna z transparentami:
„PiS–PO, jedno zło”,
z przekreślonymi twarzami Kaczyńskiego i Tuska. Próbują w ten sposób spłacić własne emocjonalne rachunki – obrażając tak jak Owsiak z bilbordami z sepsą 10 milionów Polaków?

A przecież patrząc na samego Tuska, widać podobny mechanizm – psychologiczny, a nie polityczny. Bo Donald Tusk dziś broni swoich przyjaciół: Nowaka, Giertycha, Karpińskiego, Grodzkiego – ludzi obciążonych zarzutami o łapówkarstwo i nadużycia. Nie szuka prawdy – szuka zemsty na tych, którzy ich oskarżyli.

To właśnie ten sam mechanizm, który opisują psychologowie: reakcja przeniesienia, projekcja emocjonalna – kiedy człowiek, urażony i zawiedziony, zamiast szukać przyczyn w sobie, szuka winnych na zewnątrz. Uczucie krzywdy staje się tożsamością. Nienawiść – codziennym paliwem.
I może właśnie dlatego Grzegorz Braun nie walczy dziś o Polskę przyszłości, tylko o swoją osobistą przeszłość. Ale w polityce – jak w życiu – nie można wiecznie żyć urazą. Nie da się zbudować wspólnoty na rachunkach krzywd i emocjach. Polska nie potrzebuje ludzi, którzy nienawiść odziedziczyli, tylko takich, którzy potrafią ją przerwać.

Niech każdy, kto dziś krzyczy „PiS–PO jedno zło”, spojrzy najpierw w siebie – i zapyta, czy to jeszcze pogląd, czy już tylko rana, która nigdy się nie zagoiła? Czy to gniew, który zastąpił myślenie? Czy może wygodna ucieczka od odpowiedzialności – bo łatwiej potępić wszystkich, niż spróbować zrozumieć cokolwiek. W tym bezrefleksyjnym naśladownictwie nie ma odwagi, jest tylko echo cudzych frustracji i zero myślenia.