Co by o mnie nie mówić, to jednak nie byłem obojętny wobec powinności w działaniach zmierzających do odzyskania przez Polskę wolności i wykorzystania tego historycznego zwycięstwa do budowy demokratycznego, sprawiedliwego państwa. Zajmowałem się tym przez bez mała 40 lat. Przeważnie na niezbyt eksponowanych pozycjach, które jednak wymagały pracy organicznej od podstaw w samorządzie, w polityce ukierunkowanej na utrwalanie fundamentalnych dla naszego narodu wartości. Byłem więc przekonany, że przechodząc w stan spoczynku, mogę śmiało niczym zdający sprawozdanie z pełnionych funkcji konsul rzymski powiedzieć „Feci, quod potui, faciant meliora potentes”
Okazuje jednak się, że nie! Ci bowiem, co zastąpili mnie innych w sztafecie pokoleń, nie boję się użyć tego określenia — weteranów, zupełnie nasze osiągnięcia spartolili. Czego najobrzydliwszym efektem było dopuszczenie do powrotu na szczyty wyliniałych janczarów ZSRR. Głównym autorem tego makabrycznego triku, który przedstawicieli marginalnego w wynikach wyborczych ugrupowania epigonów PRL ekshumował, jest Tusk. Tusku coś ty, nam narobił!