Polski rynek dronowy jest w zasadzie zmonopolizowany w tej chwili przez jednego producenta. I przyjęło się niemal jako aksjomat, że tworzy najlepsze konstrukcje i należy mieć dumę, że mamy taką firmę w Polsce. Trudno mi ocenić na ile drony tego producenta są rzeczywiście dobre, na Ukrainie słyszałem różne opinie na ich temat, ale zakładam, że rzeczywiście są wysokiej jakości. Tym niemniej jestem przekonany, że ta monopolizacja rynku jest rzeczą skrajnie złą i w przyszłości nam będzie drogo kosztować. Ja rozumiem że instynktownie wszyscy polscy decydenci, nie ważne z jakiej są partii uważają, że to jest właśnie słuszne podejście. Należy koncentrować zasoby, wybierać jedną czy kilka konstrukcji i w nie inwestować. W ten sposób łatwiej o kontrolę nad sytuacją w zbrojeniówce i skalę produkcji. W teorii … bo w praktyce jest odwrotnie.
Stwierdzam, że moim zdaniem w tej chwili nie da się po prostu konkurować z producentami ukraińskimi w zakresie budowy dronów. Nadążyć za tym postępem można jedynie WE WSPÓŁPRACY z ukraińskimi producentami. Dlaczego tak jest? Dlatego, że Ukraińcy stworzyli skuteczny system kumulacji doświadczeń z pola walki i szybkiego przekuwania tych doświadczeń w odpowiednie konstrukcje. I jednocześnie tam się pojawiła ogromna liczba doświadczonych inżynierów pracująca w tym segmencie, a państwo utworzyło konkurencyjny i bardzo dynamiczny rynek, co w kupie daje niesamowity postęp i innowacyjność. Przy czym w odróżnieniu od nas, temu rynkowi cały czas brakuje inwestycji. Ukraińskim producentom brakuje kasy. I wbrew pozorom ta niby spora wada motywuje ich do tworzenia nowych konstrukcji najniższym kosztem. W wyniku czego nie da się z nimi konkurować nie dlatego, że tworzą najbardziej wyrafinowane i zaawansowane konstrukcje w świecie, lecz dlatego, że są konstrukcję najlepsze pod względem stosunku koszt-efekt. To są konstrukcję na wojnę pełnoskalową, które nadają się do masowej produkcji.
W Polsce nadal żyjemy logiką wojen ekspedycyjnych ze słabo uzbrojoną partyzantką, gdzie ze względu na małe zużycie środków bojowych, przede wszystkim liczyła się jakość. W pewnym sensie tworzymy u siebie małą Amerykę. Wybieramy sobie swoich własnych „czempionów”, którzy dla nas opracowują najdroższe i „najlepsze w świecie” konstrukcje, których skala produkcji później bardziej przypomina manufakturę niż produkcję seryjną. Zadaniem tych producentów jest ciągnąć kasę z budżetu, a nie szukać optymalnych rozwiązań dla naszego wojska. Zabawne jest to, że robimy to w momencie kiedy same Stany Zjednoczone próbują od tej koncepcji odejść jako nieudolnej. I wbrew pozorom to również dotyczy wyżej wspomnianego monopolisty rynku dronowego. Jeżeli mogę nazwać jakąś jedną wspólną dla wszystkich komentarzy, które słyszałem na Ukrainie cechę dotyczącą tych dronów – to to, że są dalece za drogie. Dlatego mogą być wykorzystywane tylko w pewnych segmentach i konkretnych sytuacjach i nie mają szans stać się masowo używanym środkiem walki i rozpoznania. Ktoś może powiedzieć, że jest to spowodowane tym, że jesteśmy w Unii, tutaj są wyższe pensje, koszty energii i regulacje, które podnoszą koszty produkcji. I zapewne to jest prawda, tyle, że jest to tylko część prawdy.
Najważniejszy wniosek z wojny na Ukrainie, którego nie wyciągamy … ani my, ani w sumie inne kraje europejskie, to to, że należy zmienić podejście do produkcji wojennej. Należy zapomnieć wyraz „stać nas” … bo ta koncepcja jest zapowiedzią dotkliwej porażki w wojnie. Należy tworzyć konkurencyjne środowisko i rozbijać monopol, bo tylko takie podejście przyspiesza postęp i obniża koszty produkcji. Ze sprzętem typu czołg czy haubica samobieżna jest to oczywiście o wiele trudniejsze, bo nie stać nas w dni dzisiejszym na stworzenie tam konkurencji. Ale nawet w tych obszarach należałoby dążyć do optymalizacji kosztów. Natomiast sektor dronowy, sektor walki radioelektronicznej, tworzenie różnego rodzaju sensorów i inne powiązane z tymi sektorami dziedziny, tam stworzenie konkurencyjnego środowiska jest jak najbardziej możliwe. Oczywiście nie jesteśmy w stanie wojny i nie mamy tak dużego zapotrzebowania jak Ukraińcy. Nie potrzebujemy tworzenia tak dużego rynku, ale nadal mamy jak na skalę europejską wielką armię lądową i spore zasoby finansowe i stać nas na stworzenie tego rynku. Trzeba tylko chcieć i przede wszystkim uświadomić na ile ważna jest to kwestia.
Tworzenie konkurencyjnego rynku bazującego na doświadczeniach z ukraińskiego pola walki w tym segmencie jest niezbędne by w wypadku wojny mieć podstawę dla rozbudowy produkcji. Bo z monopolem nigdy nie będziemy mieli swojej klasy inżynierów i z tego powodu nigdy nie będziemy nadążać za rozwojem robotyki w wojsku. Zawsze będziemy zdani na zakupy z zewnątrz sprawdzonych, dopracowanych i masowo produkowanych konstrukcji. Oczywiście wiadomo z jakiego kierunku bo to nasza „polisa ubezpieczeniowa”. Amerykanie najpierw bazując na ukraińskich doświadczeniach i we współpracy z nimi (albo wprost sprowadzając najlepszych ukraińskich inżynierów do siebie) stworzą własne systemy, a myśmy później je kupimy. Za to oczywiście będziemy się dalej cieszyć, że nasz własny czempion produkuje nam „dobre bo polskie” konstrukcje, które mają najlepsze na tym globie osiągi i charakterystyki techniczne, a że niestety nie produkuje w wystarczającej ilości, no to potrzeba na szybko wypełnić lukę więc nie ma opcji … trzeba kupować.
To jest pułapka z której nie wyjdziemy dopóki nie zmienimy swoje myślenie. Przygotowanie się do wojny pełnoskalowej i najważniejsze SKUTECZNE ODSTRASZANIE ROSJI wymaga zmiany myślenia.
______________________________________________________________
Zachęcam do wspierania mojej niezależnej publicystyki:
Patronite.pl: https://patronite.pl/Frontiersman
buycoffee: https://buycoffee.to/frontiersman
Patreon: https://www.patreon.com/frontiersmannews
Polacy zawsze mieli historycznie skłonność do drogiej elitarnej armii. Husaria nieliczna droga kawaleria, skuteczna do czasu. W II Rp inwestowano w nieliczne maszyny, a podobno naszym rządzącym potrafiła nie podobać się francuska broń bo nie była wystarczająco estetyczna. Tak samo obecnie. Polska po 1989 przetopiła mnóstwo poradzieckiego sprzętu bo jest przestarzały. Rosjanie go zachowali. I co ? Mają, a Polacy jak zwykle, musi być najnowsze bo inaczej wstyd.