Dlaczego wilk gryzie w samotności

Scott Galloway w Notes on Being a Man (dosł. „Notatki o męskości”)  mówi wprost:

„The most dangerous person in the world is a broke and alone young man.”
„Najbardziej niebezpiecznym człowiekiem na świecie jest młody, biedny i samotny mężczyzna.”

Książka Scotta Gallowaya stała się punktem wyjścia do refleksji, której już dawno nie da się uniknąć: co dzieje się dziś z męskością, rodziną i miejscem mężczyzny w świecie Zachodu? I, bliżej nas, w Polsce – jaką rolę ma mężczyzna i jakie miejsce zajmuje w rodzinie oraz społeczeństwie.

Starałem się czytać książkę w oryginale, mój angielski w stopniu dobrym nie okazał się jednak wystarczająco dobry, aby zrozumieć niuanse zawarte w tekście Scotta Gallowaya, ale w dzisiejszych czasach jest możliwość skorzystania z innych opcji. Po prostu skorzystałem z pomocy sztucznej inteligencji, która pomogła przebrnąć przez całość tekstu. Nie uważam tego za zarzut, ale za fakt, który warto odnotować. Uczciwość wymaga, żeby powiedzieć: to nie jest recenzja filologiczna, lecz refleksja nad diagnozami, które Galloway stawia.

Tezy Gallowaya

Scott Galloway stawia diagnozę, która brzmi jak alarm: młodzi mężczyźni są dziś najbardziej zagrożoną grupą w zachodnich społeczeństwach.

Wskazuje m.in. na to, że:

  • spada liczba absolwentów wśród chłopców,
  • co siódmy mężczyzna nie ma choćby jednego bliskiego przyjaciela,
  • około trzy czwarte tzw. „śmierci z rozpaczy” (deaths of despair – samobójstwa, uzależnienia, przedwczesne zgony) dotyczy mężczyzn.

Proponuje wizję „aspiracyjnej męskości”: mężczyzna powinien być silny fizycznie, odpowiedzialny, zdolny do budowania więzi społecznych i rodzinnych. Istotne jest, że Galloway nie broni prymitywnego macho. Przemoc, nadużycia i poniżanie słabszych to dla niego anty-męskość – wypaczenie, a nie istota bycia mężczyzną.

Zamiast tego wskazuje na potrzebę przywrócenia mężczyznom roli, w której są potrzebni: jako partnerzy, ojcowie, obrońcy, ale też jako ludzie zdolni do pracy nad sobą i ponoszenia odpowiedzialności.

Krytycy lewicowi

Nie wszyscy zgadzają się z diagnozą Gallowaya. Krytycy z lewej strony sceny ideowej zwracają uwagę, że kryzys nie jest wyłącznie kryzysem męskości, lecz kryzysem całego pokolenia.

Podkreślają, że:

  • samotność, presja, niepewność ekonomiczna i rozpad więzi dotykają zarówno chłopców, jak i dziewczęta,
  • rosną wymagania rynku pracy i elastyczności zawodowej,
  • transformacja cyfrowa zmienia sposób, w jaki młodzi ludzie wchodzą w dorosłość.

Lewicowa polemika ma dwa główne wątki. Po pierwsze, emancypacja kobiet i ruchy równościowe nie są – w tym ujęciu – przyczyną kryzysu mężczyzn, lecz równoległym procesem zmiany, który przekracza tradycyjne role płciowe. Po drugie, krytycy obawiają się, że skupienie na „kryzysie męskości” może prowadzić do zbytniego idealizowania dawnego porządku i marginalizacji problemów kobiet.

W tle pobrzmiewa pytanie: czy nawoływanie do „aspiracyjnej męskości” nie jest próbą powrotu do świata, którego już nie ma? Świata, w którym rola mężczyzny była jasna i czytelna, ale opierała się często na dominacji, a nie na partnerstwie.

Dane i trendy

Obok narracji Gallowaya i polemik jego krytyków warto spojrzeć na twarde dane.

Od lat 80. XX wieku:

  • kobiety zdobywają więcej dyplomów niż mężczyźni,
  • młodzi mężczyźni częściej niż kobiety deklarują brak przyjaciół i poczucie „niepotrzebności”,
  • rośnie liczba gospodarstw jednoosobowych,
  • spada liczba małżeństw i urodzeń,
  • rozwody stają się coraz częstsze.

Do tego dochodzą dane z życia politycznego. W Polsce w wyborach 2023 roku, według sondaży, mężczyźni w wieku 18–24 lat w znacznym stopniu poparli ugrupowania protestu – jak Konfederacja – osiągając w tej grupie wyniki rzędu 30–35 %, podczas gdy pozostałe partie notowały tam jednocyfrowe poparcie. To nie jest przypadek. To jest symptom.

Te dane pokazują, że kryzys ma dwa oblicza:
z jednej strony – mężczyźni są szczególnie narażeni na samotność, frustrację i utratę sensu;
z drugiej – całe pokolenie żyje w świecie cyfrowym, niepewnym i coraz mniej wspólnotowym.

Kryzys rodziny jako konsekwencja

Kryzys męskości nie jest wyłącznie prywatnym dramatem jednostek – to kryzys rodziny.

Samotność młodych mężczyzn, pozbawionych roli w rodzinie i wspólnocie, ma bardzo konkretne skutki:

  • odkładanie decyzji o założeniu rodziny,
  • związki traktowane jako etap konsumpcyjny, a nie projekt na całe życie,
  • niechęć do podejmowania trwałych zobowiązań.

Bo gdy mężczyzna traci poczucie sensu i roli, nie zakłada rodziny. Albo zakłada ją „na chwilę” – konsumpcyjnie, bez zobowiązań. Rodzina bez mężczyzny, który czuje się potrzebny, staje się rodziną na kredyt – dosłownie i w przenośni.

Łatwo jest zbyć ten problem jako „kryzys patriarchatu”. Łatwo nazywać zagubionych mężczyzn „incelami” czy „męskimi roszczeniowcami”. Takie etykiety nie rozwiązują jednak problemu – przeciwnie, działają jak sól wcierana w ranę. Zamiast włączać mężczyzn w budowanie wspólnoty, utwierdzają ich w przekonaniu, że są niechciani i zbędni.

Polskie wzorce trwałości

Historia Polski dostarcza obrazów, które przypominają, że rodzina może być wspólnotą losu, a nie tylko projektem na dobre czasy.

W polskiej pamięci zbiorowej wciąż żyją opowieści o kobietach idących dobrowolnie na Sybir za zesłańcami, o żonach i narzeczonych, które wybierały biedę, tułaczkę i niebezpieczeństwo zamiast wygodnego życia „bez problemów”. Nie była to kalkulacja ani „samorealizacja” – to była wspólnota losu. Decyzja, że „my” znaczy więcej niż „ja”.

Ten wzorzec trwałości relacji, oparty na ofierze i odpowiedzialności, kontrastuje dziś z dominującą narracją jaizmu, w której „ja, ja, ja – moje, moje” staje się jedynym kryterium decyzji.

Nie chodzi o to, by idealizować dawne czasy ani przywracać bezdyskusyjną dominację mężczyzny. Raczej o to, by przypomnieć, że rodzina nie może istnieć bez gotowości do poświęcenia – z obu stron.

„Jaizm” jako pojęcie

„Jaizm” nie jest tylko psychologiczną cechą, ale staje się ideologią codzienności.

Widać go:

  • w języku („ja mam prawo”, „moje ciało, moja decyzja”, „muszę być szczęśliwy”),
  • w praktykach społecznych (samotne gospodarstwa, rozpad trwałych więzi, „związki na próbę”),
  • w kulturze (celebracja indywidualizmu, odrzucenie wspólnotowych wzorców, niechęć do pojęcia ofiary).

Definicja, którą można wprowadzić do obiegu, brzmi następująco:

Jaizm [rzecz., filoz.-społ.] – wykoślawiona forma asertywności, w której jednostka absolutyzuje swoje potrzeby i prawa, redukując relacje do „ja, ja, ja – moje, moje”. Przeciwieństwo trwałości, ofiary i wspólnoty losu.

Przykłady jaizmu można mnożyć:

  • w małżeństwie: „nie jestem szczęśliwy, więc odchodzę” – bez próby zrozumienia, naprawy, wspólnego wysiłku,
  • w pracy: „nie daje mi rozwoju, więc rzucam” – bez refleksji nad zobowiązaniami wobec innych,
  • w polityce: „państwo ma mi dać, a nie wymagać”.

Jaizm stał się ideologią codzienności – cichą, bez manifestów, ale bardzo skuteczną w rozbijaniu więzi.

Kryzys męskości, kryzys rodziny i jaizm – to trzy strony tej samej monety.

Jeśli mężczyznę przedstawia się jednocześnie jako oprawcę z definicji i wiecznego „beneficjenta patriarchatu”, a jednocześnie wymaga się od niego, żeby był niezawodnym partnerem, ojcem, żywicielem i terapeutą we własnym domu – trudno się dziwić, że część młodych mężczyzn się wycofuje. Albo wybucha.

Dopóki będziemy leczyć kryzys męskości wyśmiewaniem i etykietami, dopóty wilk nie zamieszka z barankiem.
Będzie tylko gryzł w samotności – a potem, któregoś dnia, ugryzie wszystkich.

Wyjście z tego zaklętego kręgu nie polega ani na restauracji dawnego patriarchatu, ani na dalszym rozpuszczaniu ról w imię czystej płynności. Wymaga odbudowy języka wspólnoty: takiego, w którym zarówno kobieta, jak i mężczyzna są sobie potrzebni, a „my” wraca do łask.

Bo rodzina nie rozpada się od razu.
Rozpada się cicho – od jednego „ja nie muszę” dziennie.

Zbigniew Grzyb

Z cyklu: PITOLENIE STAREGO GRZYBA 🍄