Wiele osób z niezrozumiałego mi powodu potraktowało mój tekst „Jak wybuchają wojny światowe” jako wyraz defetyzmu.
Głównym tematem tamtego tekstu (dla tych kto nie czytał i nie wie o czym tutaj mowa, link TUTAJ) była kwestia odstraszania agresora. Jak działa mechanizm odstraszania i dlaczego w naszym wypadku on nie działa. Tematem było również złudne poczucie bezpieczeństwa, które nam obecnie daje obecność w NATO. Ale przede wszystkim tematem był sam mechanizm, jak błędne kalkulacje stron konfliktu i subiektywne traktowanie rzeczywistości prowadzi do wybuchu wojny.
Natomiast czego tam nie było – nie było tam nic o naszych szansach w wojnie z Rosja. Tam było dużo o tym dlaczego wojna jest możliwa, ale nic o tym jaki będzie wynik takiej wojny. I może kogoś tutaj zaskoczę, ale wcale nie uważam, że Rosja może podobną wojnę wygrać. Nie uważam wcale, że Rosja jest tak silna jak sama o sobie myśli. Obiektywnie jest chyba najsłabsza od wielu stuleci w sensie podstaw ekonomicznych i demograficznych na których się opiera. Natomiast politykę prowadzi taką jak gdyby nadal miała niekończące się rezerwy ludzkie, sprzętowe, finansowe. Trend na niskie ceny na surowce jest długotrwały i ma przyczyny systemowe związane na przykład ze spowolnieniem w gospodarce chińskiej. To nie jest coś co jutro się zmieni. Wojny handlowe temu nie sprzyjają. Więc fundamenty rosyjskiego państwa tylko się z czasem kruszą, a nie wzmacniają się. Ten rozdźwięk pomiędzy tym jak kruchy są filary na których rosyjskie państwo się opiera a jego agresywną i kosztowną polityką imperialną w sposób nieunikniony prowadzi do wyczerpania zasobów. Arogancja i pycha prowadzi do nieadekwatnego traktowania potencjalnych przeciwników i uwikłania się w wyczerpujące wojny.
Oczywiście wielu czynników może na ten stan rzeczy wpłynąć i tę konfrontację może wydłużyć. Wsparcie Chin czy jakieś tymczasowe porozumienie z Donaldem Trumpem. Ale tak czy inaczej podobna polityka prowadzi w koniec końców do upadku. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że Rosjanie jeszcze wiele razy popełnią błąd z nieadekwatną oceną sytuacji bo to leży w naturze ich systemu. Tak samo prawdopodobne również jest to, że kierownictwo państwa rosyjskiego nie będzie w stanie adekwatnie ocenić gdzie są granice wytrzymałości ich własnego państwa. To tak samo jest wadą ich scentralizowanego systemu zarządzania gdzie głos społeczeństwa w dyskusji nie istnieje, a walczące o względy dyktatora różne grupy wpływu nie przynoszą mu złych wiadomości, dlatego, że to się wiąże z ryzykiem wpaść w niełaskę włodarza Kremla. To jest widoczne nawet teraz na tle rosnących problemów gospodarki. Ministerstwo Finansów i Bank Centralny Rosji zajęte są przerzucaniem odpowiedzialności za stan gospodarki. Głównym zadaniem każdej ze stron nie jest zażegnanie kryzysu, co jest w obecnych warunkach niemożliwe bo wojna jest jego źródłem, tylko ciągnąć czas odwlekając problemy i przygotować podłoże by być w stanie udowodnić, że to tamta druga instytucja jest odpowiedzialna za problemy, a wcale nie „my”. Bank Centralny sugeruje iż źródłem problemu jest to jak ministerstwo finansów zarządza budżetem, a ministerstwo finansów sugeruje iż wysokie stopy Banku Centralnego zabijają gospodarkę. Podczas gdy w rzeczywistości decyzje Putina są źródłem tych problemów czego już nikt w Rosji nie powie. Jedynym odbiorcą deklaracji rosyjskich urzędników, nie jest społeczeństwo rosyjskie tylko sam Putin. Walczą o to by się usprawiedliwić w jego oczach.
Czy może więc dojść do wojny z Rosją? Jak najbardziej. Rosjanie mogą nawet taką agresję uważać za szansę na rozwiązanie swoich problemów z Ukrainą. Dla nas problemem takiej wojny jest to, że jak już zaczynasz z Rosja wojnę to zakończyć ją jest bardzo trudno i tak czy inaczej wiązać się ona będzie z poważnymi stratami ekonomicznymi i ludzkimi. Pod względem militarnym to absolutnie nie będzie łatwy przeciwnik. Rosja jest wytrwała i potrafi długo stać na nogach wytrzymując kolejne ciosy. Dlatego wojny należy się starać uniknąć poprzez prawidłową politykę i nie należy zakładać szybkiego zwycięstwa … bo nie wiem, „NATO ma przewagę w lotnictwie” albo „spójrzcie co się stało z Irakiem podczas Burzy Pustynnej”. Natomiast jeżeli już do wojny by doszło, nawet biorąc pod uwagę najbardziej negatywny scenariusz, wcale nie uważam, że zakończy się ona triumfem Moskwy. Jest mało prawdopodobne, że Rosji uda się pokonać Ukrainę w takim stopniu iż jej armia po prostu przestanie istnieć. Dla państw europejskich, nawet tych, które chciałyby pójść na układ z Moskwą finansowanie ukraińskiej armii będzie korzystne, chociażby po to by mieć lewar na Rosję w rozmowach z nią. Ukraina nie zostanie bez zasobów i finansowania i dalej będzie czynnikiem wiążącym Rosjan. Nawet jeżeli dojdzie do podpisania jakiegoś porozumienia, Ukraińcy po prostu nie będą mogli sobie pozwolić na brak reakcji w wypadku agresji Rosji na kraje europejskie. Dlatego, że mają w tej sytuacji pewność, iż odcięcie Ukrainy od Europy oznacza koniec jej sprzeciwu wobec Rosji. Ukraina może kontynuować walkę bez wsparcia Stanów Zjednoczonych, ale nic nie będzie w stanie zrobić bez wsparcia państw europejskich.
W Wypadku wybuchu wojny NATO najpewniej nie zareaguje tak jak nam się marzy. Żadne 300 tysięcy wojsk nie pojawią się prędko na wschodniej flance bo nie bardzo wiadomo skąd mają się one wziąć. Ale i sami na polu walki również nie będziemy. Najbardziej prawdopodobny jest jakiś scenariusz pośredni. Istnieje szereg państw dla których pokonanie Polski czy krajów bałtyckich przez Rosję zagraża im bezpośrednio. Dlatego będą aktywni. I w mojej ocenie na tę Rosję tego typu zaangażowania wystarczy. Kilka zdeterminowanych narodów dlatego, że to ich wprost dotyczy przy wsparciu szeregu państw, którym nie pasuje układ geopolityczny, który powstanie w Europie w razie zwycięstwa Rosji.
Wielu komentatorów w Polsce uważa upadek Rosji za scenariusz życzeniowy. Ja tak nie uważam. To jest naturalny koniec podobnej wyczerpującej nierozsądnej ze strategicznego punktu widzenia polityki. Wojenna gospodarka również nie jest żadną gospodarką sukcesu, to jest model mobilizacji zasobów ekonomicznych na rzecz ich spalenia na stosie. Wojenna gospodarka nie produkuje bogactwa, ona go przekuwa na pociski i niszczy. Wygrywa wojny tylko ten, kto jest na górze nowego systemu, który po wojnie się wykształca. I to nie będzie Rosja. Nawet jeśli zachód konfrontację przegra, to nie Rosja ją wygra, tylko ktoś inny rękoma Rosji.
Podstawowym problemem Rosji w obecnej wojnie jest to, że to jest walka o jej tożsamość imperialną i tak ona jest odbierana przez gro samych Rosjan bo tak im tę wojnę przedstawiła propaganda. W tej wojnie wszystko co nie jest zwycięstwem ( czyli odbudową imperium ) w koniec końców jest porażką. Podczas gdy druga strona walczy o przetrwanie i suwerenność. Więc dla niej dla zwycięstwa wystarczy po prostu się wybronić. Brak możliwości odbudowy imperium oznacza krach samej koncepcji Rosji jako mocarstwa co nieuchronnie prowadzi do redefinicji tego państwa wewnątrz siebie. Naszym zadaniem jest ta redefinicja, a nie flaga ukraińska, polska czy jakaś inna nad Kremlem. Pod upadkiem Rosji nie mam na myśli zniszczenie Rosji, lecz przekształcenie jej z imperium w normalną współczesną republikę federalną. Albo narodową.
______________________________________________________________
Zachęcam do wspierania mojej niezależnej publicystyki:
Patronite.pl: https://patronite.pl/Frontiersman
buycoffee: https://buycoffee.to/frontiersman
Patreon: https://www.patreon.com/frontiersmannews
Zostaw komentarz