O tym, jak czasomierz zamienił się w amulet.

Znów któryś z polityków tłumaczy się z drogiego zegarka. Znów te same miny, te same formułki, te same opowieści i tłumaczenia. A mnie znów przypominają się opowieści moich dziadków o żołnierzach sowieckich, którzy w 1945 roku wpadali do chałup z jednym pytaniem: „cziasy jest?”.

Minęło osiemdziesiąt lat i w naszej części Europy zmieniło się tylko tyle, że dziś „cziasy” nie szukają już chałupy. Dziś chałupa szuka „cziasów”. Bo u nas zegarek to nie jest narzędzie. To fetysz.

Znasz ten dowcip o noworuskim? Wybucha bomba w jego Rolls-Roysie, żona krzyczy: „Iwan, rękę ci urwało!”, a on, ze łzami w oczach: „C.uj z ręką, ale Rolexa żal!”. Śmieszne. Do momentu, gdy człowiek uświadomi sobie, że to nie jest dowcip, tylko skrócony opis mentalności.

Niektórzy z naszych polityków myślą podobnie. Zegarek jest dla nich znakiem tożsamości. I to wcale nie jest głupota. To kalkulacja. Wiedzą, że to śliski temat, że to mina, na którą prędzej czy później się wchodzi. A mimo to noszą te błyskotki ostentacyjnie, prosto pod kamerę. Dlaczego? Bo to gra.

Współczesny świat lubi mylić wartość czasu z ceną przedmiotu, który go odmierza. Wydaje się, że jeśli zapniesz na nadgarstku równowartość małej kawalerki, to każda minuta stanie się automatycznie cenniejsza. Nic bardziej mylnego.

Politycy mają doradców i ośrodki badawcze na wyciągnięcie ręki – wystarczy jeden telefon, a już wiedzą, co lud myśli o ich błyskotkach. Wiedzą, że zegarek za kilkadziesiąt tysięcy to wizerunkowa mina. A mimo to wchodzą na nią z uporem godnym lepszej sprawy. Bo zegarek to kod. Dla wyborcy to „drogi gadżet”. Dla sponsorów i zaplecza to sygnał: „Jestem w klubie. Jestem partnerem. Mam dostęp”.

Ukrywanie zegarka byłoby przyznaniem, że temat kłuje. A polityk nie może wyglądać na kogoś, kto się wstydzi. Więc pokazuje go ostentacyjnie, a potem rżnie głupa, że to prezent od cioci. To strategia normalizacji absurdu: „Mam to. I co mi zrobicie?”.

W krajach posttransformacyjnych luksusowy przedmiot działa jak amulet. To nie jest zwykła próżność. To zbroja na wewnętrzne niedowartościowanie. Amulet przeciwko powrotowi do biedy. Kto dorobił się szybko, często nosi w sobie lęk, że to wszystko może zniknąć tak samo szybko.

Zegarek za sto tysięcy nie mierzy czasu. On mierzy dystans między tym, kim ktoś jest, a kim desperacko chciałby być. To skrócona droga do prestiżu. Zamiast budować nazwisko latami, można je po prostu założyć na rękę.

Noworuski z dowcipu wie, co robi. Rękę zastąpi protezą, ale Rolex to jego jedyna legenda. Zegarek za milion może mieć certyfikat, rodowód i sejf. Ale jego właściciel wciąż bywa bez historii.

W pewnych kręgach cena dawno przestała mieć związek z funkcją. Zegarek za milion dolarów to już nie przedmiot, tylko trofeum. Jak obraz, którego się nie wiesza, tylko ubezpiecza. Jak wino, którego się nie pije, tylko pokazuje. Rytuał plemienny bogaczy. Znaczenie symboliczne zamiast sensu użytkowego.

I dlatego nie wszystkich to pociąga. Są tacy, którzy cenią funkcję, trwałość i historię.

Dziś prawdziwym luksusem staje się wieś, święty spokój i czas, którego nikt nie kradnie. Kiedy ar ziemi na podmiejskiej wsi kosztuje fortunę, a człowiek może patrzeć, jak rośnie na nim zboże, świecące tarcze na nadgarstkach polityków stają się tylko smutnymi błyskotkami.

Prawdziwa potęga nie potrzebuje fleszy. Czas jest naprawdę drogi dopiero wtedy, gdy przestaje się go marnować na udowadnianie czegokolwiek komukolwiek.

Można mieć na ręku mechanizm za milion i wciąż być niewolnikiem cudzej opinii. Można też zostać przy starym benzyniaku i rytmie natury, gdzie nikt nie pyta: „cziasy jest?”. I gdzie czas płynie tak samo, niezależnie od tego, czy patrzy się na niego przez szafirowe szkło, czy przez brudną szybę starego auta.

Do roboty, panowie kolekcjonerzy.
Czas ucieka. A wasze amulety i tak go nie zatrzymają.

 Zbigniew Grzyb

Wiem, wiem!
Tekst jest miejscami przerysowany i dla niektórych może być krzywdzący. Zawiera jednak opinie i postawy, z którymi wielokrotnie się spotykałem i które tu jedynie przytaczam. Ku przestrodze.

z serii: PITOLENIE STAREGO GRZYBA🍄