Jechałem dziś spokojnie za ciężarówką pełną drewna. Nic nadzwyczajnego -zwykła droga, zwykły dzień. A jednak gdzieś z tyłu głowy wraca scena z filmu: „Oszukać przeznaczenie”. Te kłody. Ten moment ciszy przed katastrofą.
I nagle zwykła jazda przestaje być taka zwykła. Każde drgnięcie ładunku przyciąga wzrok. Wyobraźnia zaczyna pracować szybciej niż rozsądek. Człowiek łapie się na tym, że obserwuje każdy szczegół, jakby od tego zależało coś więcej niż tylko kilka kilometrów drogi.
To dziwne uczucie jak cienka granica oddziela rutynę od chaosu. Przez większość czasu żyjemy w przekonaniu, że świat działa według przewidywalnych zasad. Jedziemy, pracujemy, planujemy jutro. A jednak wystarczy obraz z filmu zapisany kiedyś w pamięci, by przypomnieć, jak krucha jest ta konstrukcja bezpieczeństwa, którą codziennie budujemy w swojej głowie.
I wtedy pojawia się myśl o przeznaczeniu. O tej cichej sile, którą próbujemy zrozumieć od zawsze – czy wszystko jest zapisane, czy tylko składamy sens z przypadków? Film, który kiedyś wydawał się czystą fikcją, zostawił w głowie ślad. Nie jako strach przed konkretną sceną, ale jako pytanie: ile w naszym życiu jest kontroli, a ile poddania się temu, co i tak ma się wydarzyć?
Patrząc na kołyszące się drewniane kłody, trudno uciec od jeszcze cięższej myśli -od predestynacji. Od wizji, że być może każdy nasz krok jest częścią scenariusza napisanego dużo wcześniej. Że wybory, które uznajemy za własne, są tylko kolejnymi punktami na trasie, którą i tak mieliśmy przejść.
Pracujemy, planujemy, walczymy o wpływ na rzeczywistość, wierząc w wolną wolę… a jednak gdzieś z tyłu głowy pojawia się pytanie: co jeśli to tylko poczucie sprawczości? Co jeśli realizujemy historię, która toczy się niezależnie od naszych przekonań?
Ten zapisany lęk nie wybucha paniką. On raczej szepcze. Przypomina, że pod warstwą codziennej pewności istnieje niepewność, i że człowiek, nawet jadąc zwykłą drogą, konfrontuje się z losem, z własną kruchością, z myślą, że nie wszystko należy do niego. Tak jak w filmie – przeznaczenie nie krzyczy. Ono cierpliwie czeka.
Najbardziej niepokojące jest to, że zagrożenie rzadko wygląda jak coś nadzwyczajnego. Często przychodzi pod postacią zwykłości -ciężarówki na drodze, chwili nieuwagi, drobnego przypadku,c horoby. I właśnie wtedy przeznaczenie przestaje być abstrakcją. Staje się pytaniem, które jedzie razem z nami: czy naprawdę wybieramy drogę… czy tylko odkrywamy tę, która była od początku dla nas wytyczona?
Jadę dalej. Nic się nie dzieje. Kłody trzymają się na miejscu, chybocąc się na nierównościach. Ruch płynie spokojnie. A jednak przez ten moment widzę wszystko wyraźniej -każdy kilometr, każdy oddech, każdą sekundę zwykłej codzienności.
Może właśnie w tym tkwi sens takich chwil: lęk zapisany przez fikcję wyciąga nas z automatyzmu i zmusza do spojrzenia na życie jak na dialog między wolą a losem. Bo im dłużej patrzę na te kołyszące się kłody, tym mocniej wraca pytanie – czy naprawdę piszemy własną historię, czy krok po kroku realizujemy scenariusz zapisany gdzieś wcześniej?
Ciężarówka w końcu skręca. Drewno znika z pola widzenia. Napięcie opada tak samo cicho, jak się pojawiło. A ja łapię się na myśli, niemal szeptanej do samego siebie: może to jeszcze nie teraz. Może to tylko kolejny fragment drogi, który miał wyglądać właśnie tak – przypomnieć o przeznaczeniu… i pozwolić jechać dalej.
Zostaw komentarz