Kiedy liczby nie pasują do narracji, zawsze można ogłosić je „zaniżonymi”. Według lokalnego aktywisty Koalicji Obywatelskiej skromne 21,5 tys. członków partii to jedynie oficjalna fikcja – w rzeczywistości ma być ich znacznie więcej. Tyle że… tylko nikt ich jeszcze nie widział.

Tajemnica 21 tysięcy

Polska liczy niemal 38 milionów obywateli. W tak imponującej populacji powinna zmieścić się również imponująca liczba działaczy wielkiej partii politycznej. Tymczasem oficjalne dane mówią o niecałych 21,5 tysiąca członków Koalicji Obywatelskiej.

Na pierwszy rzut oka wygląda to trochę jak klub hobbystyczny, a nie siła polityczna aspirująca do reprezentowania milionów Polaków. Ale spokojnie – rzeczywistość, jak się okazuje, jest znacznie bardziej… metafizyczna.

Jeden z lokalnych aktywistów postanowił bowiem rozwiać wszelkie wątpliwości. Liczby są – jak twierdzi – „specjalnie przez partię wielokrotnie zaniżone”.

Tak po prostu.

Oto odkryliśmy zupełnie nową szkołę statystyki politycznej. W tej metodzie liczby oficjalne są nie po to, żeby coś pokazać, lecz żeby coś ukryć. Im mniejsza liczba w sprawozdaniu, tym większa potęga organizacyjna. Matematyka w nowoczesnej polityce najwyraźniej działa odwrotnie.

Partia Schrödingera

W tym miejscu warto zatrzymać się na chwilę nad fenomenem, który można by nazwać „partią Schrödingera”.

Według tej koncepcji członkowie istnieją i nie istnieją jednocześnie. W dokumentach ich nie ma, w rzeczywistości – podobno są. Tylko że nikt nie potrafi wskazać gdzie, ilu dokładnie i dlaczego tak skutecznie ukrywają się przed statystykami.

To oczywiście rozwiązanie genialne w swojej prostocie. Jeśli liczba członków jest mała – ogłaszamy, że została zaniżona. Jeśli ktoś pyta o dowody – wystarczy wzruszyć ramionami i powtórzyć, że „prawdziwe dane są inne”.

A skoro są inne, to znaczy, że partia jest ogromna. Prawie jak armia duchów.

Nowa teoria politycznej potęgi

Ta filozofia otwiera zupełnie nowe możliwości interpretacyjne.

Frekwencja na spotkaniu partyjnym? Niska tylko dlatego, że większość członków działa w konspiracji statystycznej.

Słabe struktury lokalne? To złudzenie – w rzeczywistości są potężne, lecz dyskretnie ukryte przed wzrokiem opinii publicznej.

Nawet brak aktywistów w terenie można wytłumaczyć: to przecież dowód na ich niezwykłą skuteczność kamuflażu.

Można powiedzieć, że mamy do czynienia z pierwszą w historii partią polityczną, której największą siłą jest… niewidzialność.

Logika komentarzy

Nie trzeba też długo czekać na potwierdzenie tej teorii w przestrzeni publicznej. W komentarzach szybko pojawiają się zawsze ci sami obrońcy, gotowi udowodnić, że każda krytyka jest wynikiem niezrozumienia.
Bo przecież jeśli liczby są zbyt małe, to znaczy, że są zaniżone. Jeśli ktoś w to wątpi – to znaczy, że nie rozumie strategii. A jeśli dalej pyta o fakty, to zapewne robi to z czystej złośliwości.

W ten sposób powstaje swoista pętla argumentacyjna: im mniej danych, tym większa pewność siebie.

Potęga wyobraźni

Ostatecznie cały spór sprowadza się do prostego pytania: czy w polityce ważniejsze są liczby, czy narracja o liczbach?

Jeśli przyjąć logikę wspomnianego aktywisty, odpowiedź jest oczywista. Liczby są jedynie szczegółem technicznym. Prawdziwa potęga zaczyna się tam, gdzie kończy się arytmetyka, a zaczyna wyobraźnia.

I trzeba przyznać jedno – w tej dziedzinie niektórym działaczom naprawdę trudno odmówić rozmachu.

Autor: Jerzy Lesław Gwiżdż  Polski polityk, adwokat, radca prawny i samorządowiec, poseł na Sejm II i III kadencji, w latach 1990–1994 prezydent Nowego Sącza.