Państwo to nie prywatny folwark. Nawrocki abdykował na własne życzenie.

Prezydent, który chowa się w gabinecie przed sędziami mającymi stać na straży Konstytucji, przestaje być arbitrem, a staje się jedynie hamulcowym państwa.

W czwartek, 9 kwietnia 2026 roku, w murach Sejmu wydarzyło się coś, co prawniczy puryści nazwą precedensem, a polityczni realiści – koniecznością ratowania resztek powagi instytucji publicznych. Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, od których Karol Nawrocki uporczywie odmawiał odebrania ślubowania w Pałacu Prezydenckim, złożyli je w Parlamencie. Podnieśli rękę i wypowiedzieli rotę „wobec” Prezydenta RP, choć adresat tych słów wolał w tym czasie zapewne analizować słupki poparcia lub układać kolejną partię politycznych szachów ze swoim zapleczem.

Słowa mają znaczenie, obecność nie zawsze

Zacznijmy od elementarza, którego – jak widać – w Kancelarii Prezydenta nie przerobiono. Ustawa mówi jasno: sędzia TK składa ślubowanie wobec Prezydenta. Nie „w obecności”, nie „na kolanach w Sali Kolumnowej”, nie „po uprzednim ucałowaniu sygnetu”. „Wobec” to relacja prawna, a nie fizyczna bliskość ciał. Skoro głowa państwa, mimo wielokrotnych apeli i ustawowego obowiązku, „nie znalazła czasu”, by umożliwić sędziom objęcie urzędu, sędziowie ci – dbając o ciągłość państwa – złożyli ślubowanie tam, gdzie bije serce demokracji.

„Prezydent nie ma kompetencji do badania życiorysów sędziów wybranych przez Sejm. Jego rolą jest odebranie ślubowania – i kropka. Każdy dzień zwłoki to delikt konstytucyjny” – tak w skrócie można podsumować opinie ekspertów, których Pałac zdaje się nie słyszeć.

Karol Nawrocki, ustami swoich ministrów, twierdzi, że to „świadome naruszenie prawa”. To doprawdy szczyt hipokryzji. To tak, jakby gospodarz zamknął drzwi na cztery spusty, a potem miał pretensje do listonosza, że zostawił awizo w skrzynce, zamiast wyważyć bramę. Prezydent abdykował ze swojej roli depozytariusza ślubowania, więc sędziowie sami zadbali o to, by ich mandat stał się skuteczny.

Paski grozy i alternatywna rzeczywistość

W tym samym czasie telewizyjne „okno na świat” pewnej części elektoratu, TV Republika, płonęło od czerwonych pasków. „Poświadczenie nieprawdy”, „Hucpa w Sejmie”, „Sędziowie-dublerzy” (ironia losu bywa bolesna, prawda?). Narracja o tym, że sędziowie skłamali, twierdząc, iż ślubują wobec Prezydenta, jest tak naciągana, że aż trzeszczy.

Jeżeli sędzia składa oświadczenie woli skierowane do organu państwa, a organ ten celowo zatyka uszy, to problemem nie jest sędzia, lecz głuchota organu. To nie sędziowie poświadczyli nieprawdę – to Prezydent udaje, że go nie ma, gdy państwo potrzebuje sprawnie działającego Trybunału.

Argument i kontrargument

  • Argument Pałacu: Ślubowanie musi być odebrane osobiście przez Prezydenta w Pałacu, inaczej stosunek służbowy nie powstaje.
  • Kontrargument Obywatelski: Prawo nie może premiować obstrukcji. Jeśli Prezydent paraliżuje organ konstytucyjny poprzez zaniechanie, sędziowie mają prawo i obowiązek zastosować procedurę, która zabezpiecza interes publiczny. Państwo nie może być zakładnikiem jednego człowieka.Dzisiejsza uroczystość w Sejmie to nie był „teatr”, jak chcieliby propagandziści. To był akt desperackiej obrony praworządności przed obstrukcją ze strony człowieka, który najwyraźniej zapomniał, że przysięgał dbać o dobro Rzeczypospolitej, a nie o komfort swojej macierzystej partii.
    Czy Karol Nawrocki uzna sędziów za pełnoprawnych członków składu orzekającego, czy też pójdzie na totalną wojnę z resztą instytucji państwa, zamieniając ostatnie lata swojej prezydentury w jeden wielki protest song?