Ostatnio docierają do mnie dziwne sygnały.
Krótka wiadomość. Czyjś komentarz napisany niby żartem. Czasem jedno zdanie rzucone mimochodem.
„Nie bardzo pasuję do tego świata”.
Powtarza się to częściej, niż powinno. I coraz częściej słyszę to od ludzi młodych.
Jakby coś w tym świecie zaczęło się rozjeżdżać. Jakby rzeczywistość przyspieszyła, a człowiek został kilka kroków z tyłu.
A liczby tylko potwierdzają ten niepokój.
W 2024 roku w Polsce odebrało sobie życie 4 845 osób.
To średnio około 13 osób dziennie. 84% z nich to mężczyźni.
Najbardziej niepokojące są dane o młodych ludziach. W ostatnich latach rośnie liczba prób samobójczych wśród nastolatków.
Codziennie kilkanaście rodzin przeżywa tragedię, która mogła się nie wydarzyć.
Około trzynastu ludzi dochodzi do wniosku, że już wystarczy.
Że ten świat jest zbyt ciężki. Zbyt brutalny. Zbyt pusty.
Trzynastu.
To nie statystyka. To trzynaście historii. Trzynaście samotności. Trzynaście dramatów. Już nie chcę dalej iść – mówią na koniec.
I wtedy zwykle zaczyna się milczenie.
Bo o samobójstwach nie lubimy mówić.
Wolimy politykę, pieniądze, spory i ideologie.
Ale nie będziemy komentować ciszy w głowie człowieka, który powoli traci sens życia.
A przecież filozofowie wiedzieli o tym od dawna.
Albert Camus pisał, że najważniejszym pytaniem filozofii jest jedno:
czy życie jest warte przeżycia.
To nie jest pytanie akademickie.
To pytanie, które ktoś zadaje sobie naprawdę.
Czasem o trzeciej nad ranem.
W absolutnej samotności.
Dlaczego dziś tak wielu ludzi dochodzi do tego miejsca?
Czy dlatego, że świat przyspieszył o wiele bardziej niż człowiek? Więcej informacji,konfliktów, krzyku,emocji, porównań.
Internet sprawił, że człowiek codziennie ogląda tysiące cudzych sukcesów i zaczyna wierzyć, że jego życie jest gorsze. Do tego nasza
polityka zamieniła się w permanentną wojnę plemion. Tylko szczucie, hejt, brutalny język, nienawiść. A człowiek nie jest maszyną. Ma wrażliwość, emocje.
Potrzebuje sensu.
Potrzebuje ciszy.
Potrzebuje drugiego człowieka, zrozumienia.
Kiedy tego brakuje, pojawia się najgroźniejsza myśl. To nie mój świat Może lepiej odejść?
W tym wszystkim jest jednak coś, o czym mówi się rzadko.
Ludzie stojący najbliżej tej krawędzi bardzo często są ludźmi najbardziej wrażliwymi.
To nie cynicy.
To nie drapieżnicy tego świata.
To ci, którzy jeszcze czują.
Czują niesprawiedliwość.
Czują samotność innych.
Czują absurd świata, który coraz częściej przypomina hałaśliwy targ próżności.
Dlatego wielu z nich dochodzi do momentu, który filozofowie nazywali smugą cienia.
Chwilą, gdy wszystko wydaje się pozbawione sensu.
Ale właśnie wtedy potrzebna jest jedna rzecz.
Nie wielka ideologia.
Nie moralizowanie.
Nie krzyk.
Czasem wystarczy jedno słowo, które chciałbym im wszystkim powiedzieć.
Poczekaj.
Poczekaj jeszcze trochę.
Bo życie ma dziwną właściwość.
Najciemniejsze chwile bardzo często nie są końcem drogi.
Są zakrętem.
I wielu ludzi, którzy kiedyś byli o krok od odejścia, po latach mówi jedno zdanie:
Dobrze, że wtedy zostałem.
Bo życie potrafi zmienić się szybciej, niż człowiek potrafi to sobie wyobrazić w chwili największego mroku.
Dlatego jeśli ktoś dziś stoi na tej krawędzi, warto powiedzieć tylko jedno.
Nie podejmuj ostatecznej decyzji w najgorszym dniu swojego życia.
Poczekaj.
Bo jutro naprawdę może być inne a dobre dni dopiero nadejdą.