Polityka psuje się od drobiazgów. Od cichego przyzwolenia, że „nasz człowiek” wystarczy, nawet jeśli nie spełnia podstawowych standardów i jest niekompetentną miernotą. Od przekonania, że lojalność wobec układu jest ważniejsza niż odpowiedzialność wobec wyborców i państwa.
Listy wyborcze nie mogą być nagrodą za znajomości,kolesiostwo ani przepustką do stanowisk. To powinien być filtr jakości, selekcja na najwyższym poziomie. Miejsce dla ludzi, którzy mają kompetencje, reputację, wartosci i potrafią ponosić konsekwencje swoich decyzji.
Nie ma w nim miejsca dla osób, które traktują państwo jak źródło prywatnych korzyści i dojenie publicznych pieniędzy. Dla tych, którzy krążą wokół funkcji i rad nadzorczych, szukając szybkiego zysku. Ani dla tych, których zachowanie w życiu społecznym budzi poważne zastrzeżenia i nie licuje z życiem publicznym. To nie jest kwestia poglądów, tylko elementarnych norm.
Jeżeli partia, w tym także Prawo i Sprawiedliwość, dopuszcza takie osoby na listy wyborcze, wysyła jasny sygnał: standardy są drugorzędne. A wyborcy niestety to widzą i sondaże lecą w dół. Może raz przymkną oko, ale rachunek zawsze wraca. Spada zaufanie społeczne, znika mobilizacja, rośnie podatność na kryzysy i ciągnie to wszystkich na dno. Kto za to ponosi odpowiedzialność? Politycy sami szczerze powinni sobie odpowiedzieć na to pytanie: dlaczego takie osoby dają na listy.
Wyborów nie wygrywa się wyłącznie programem. Wygrywa się wiarygodnością ludzi, którzy ten program mają realizować i nieść. Każda zgoda na bylejakość to koszt, który prędzej czy później trzeba zapłacić.
Dlatego listy wyborcze powinny być listami odpowiedzialności. Bo bez standardów nie ma zaufania. A bez zaufania nie ma zwycięstw. Ale mam wrażenie, że to tylko ,,pobożne życzenie”.

Zostaw komentarz