—Czy Zełenski podjął swoją decyzję, żeby przykryć afery korupcyjne?
Nie. Minęło już trochę czasu i można na podstawie reakcji i ruchów dwóch stron trochę uzupełnić poprzednią analizę. Prawda jest taka, że gdyby nie polska reakcja na to wydarzenie, to ukraińska opinia publiczna w ogóle by by tej sytuacji nie zauważyła. Niestety, ale to jest fakt. Bo to nie jest jakaś popularna czy znana jednostka. To są siły specjalne, których działalności się nie reklamuje zbytnio. I jestem teraz praktycznie pewien, że i sam Zełenski niestety … podpisał to rozporządzenie bez zbytniego zastanawiania się czy refleksji.
— Czy Zełenski to zrobił, żeby wywołać konflikt z Polską celowo?
Ten pan, jak dobrze wiemy, po pierwsze umie w zagrania pijarowe, po drugie umie wywołać konflikt i ma cięty język. Gdyby chciał taki konflikt wywołać, to wybranoby jakąś popularną brygadę czy nawet korpus, urządzono by uroczystość na placu Sofijskim by to wywołało wielki rozgłos, a po wywołaniu tej afery dałby jeszcze parę publicznych komentarzy o tym, jak to „Ukraina ma prawo do własnych bohaterów”. Nic z tego nie miało miejsca. On celowo nie zabiera głosu… zamiast tego jego dyplomaci próbują obniżać poziom eskalacji.
— Stawiałem tezę, że to jest bardziej ignorowanie Polski niż celowe wywołanie konfliktu, ale teraz jest możliwe, że nawet ta teza jest niezupełnie trafiona. Dlaczego?
Bo w tym wypadku nie wysyłaliby tu w trybie nagłym gen. Budanowa – człowieka, który w obecnej sytuacji jest tam od budowania polityki na poziomie strategicznym. Czyli Polska nie jest im na tyle obojętna, by nie zwracać uwagi i po prostu iść w zaparte. Oni nawet nie wykorzystują tej sytuacji, by podbić swoje notowania, i nie próbują podbić tej fali „jednoczenia się wokół flagi” wewnątrz Ukrainy. Nic nie robią w tym kierunku. Nie ma żadnych komentarzy od przedstawicieli ekipy rządzącej wewnątrz Ukrainy o tym, jak to prezydent podjął jedyną słuszną decyzję i broni prawa Ukrainy do swoich bohaterów przeciwko „zapędom imperialnym Polski”. To są tezy szerzone przez ukraińskich „najpatriotyczniejszych patiotów” obecnie. No i koniec końców po coś prowadzili przedtem tę politykę z odblokowaniem ekshumacji i kongresem historyków. Na coś liczyli, w jakiś sposób to sobie kalkulowali.
— Najbardziej zaskoczył mnie po stronie ukraińskiej właśnie stopień zdumienia obecny tam w mediach i w komentarzach. Zdumienia skalą reakcji z polskiej strony. I to samo wydaje się dotyczyć reakcji ukraińskich władz. Co prowadzi mnie do pytania… czy strona ukraińska ma w ogóle jakiekolwiek rozpoznanie i spójną politykę na kierunku polskim? Ja często piszę, że z polskiej strony nie ma żadnej polityki na kierunku wschodnim, ale z ukraińskiej strony to, co obserwujemy teraz… to nie jest żaden wyrafinowany i wykalkulowany, sprytny plan. To jest chaos.
No i można zadać pytanie: jak ktoś, kto niby jeszcze niedawno prowadził tak sprytną politykę na Bliskim Wschodzie, wytrzymał w 2025 roku nacisk Donalda Trumpa, może w ten sposób zawalić kierunek polski? Nie ma doradców, którzy by mu wytłumaczyli podstawowe rzeczy?
Myślę, że w dużym stopniu to jest pokłosie tego, że Polska rzeczywiście wypadła z listy ukraińskich priorytetów, więc oni po prostu mogą nie przydzielać zbyt dużo uwagi tej analizie. A z drugiej strony to jest kwestia tego, jaki system władzy Zełenski sobie wybudował. Pytanie, czy on słucha doradców, nawet jak ich ma, czy sądzi, że sam jest zuchem, mesjaszem ukraińskiego narodu prowadzącym go do zwycięstwa i wielkim geopolitycznym strategiem, który ma mnóstwo kart w ręku. Tak skromnie przypomnę, że to jest ta sama postać, która rok temu myślała, że dobrym pomysłem jest w państwie, gdzie społeczeństwo ma straszną alergię na kwestie korupcji w elitach – zlikwidować niezależność organów do walki z nią. To ten sam człowiek, który przed inwazją blokował rozwój własnej armii, mając koncentrację Rosjan na swoich granicach, mówiąc, że pieniądze są potrzebne na program budowy dróg. Koniec końców to ten sam człowiek, który przed inwazją storpedował operację specjalną własnych służb skierowaną przeciw wagnerowcom… przekazując informacje o niej białoruskiemu reżimowi.
Mamy tendencję, by zawsze w podejmowanych na szczytach decyzjach szukać logiki i cynicznej kalkulacji. Bo nam by się chciało wierzyć, że nami rządzą ludzie rozsądni. Podczas gdy im dłużej zajmuję się analizowaniem tych spraw, tym bardziej się przekonuję, że często sednem problemu nie jest kalkulacja, tylko głupota ludzka i niekompetencja, którą później się maskuje, wymyślając wstecz wyrafinowane plany i strategie.
___________________________________________________________
Zachęcam również do wspierania mojej niezależnej publicystyki, linki w pierwszym komentarzu. —->
Zostaw komentarz