To nie był jeszcze obóz Auschwitz znany z fotografii kominów, drutów pod napięciem i masowej zagłady. W czerwcu 1940 roku był to dopiero początek niemieckiej machiny terroru. Początek eksperymentu, który miał złamać polskiego ducha.
Warto przypomnieć, jaka była wtedy atmosfera.
Polska była świeżo po klęsce wrześniowej. Państwo formalnie nie istniało. Elity były mordowane. Tysiące ludzi trafiało do więzień. Na ulicach trwały łapanki. Niemcy realizowali plan zniszczenia narodu nie tylko fizycznie, ale również duchowo. Chcieli pozbawić Polaków przywódców, nauczycieli, harcerzy, studentów, oficerów i wszystkich tych, którzy mogliby kiedyś odbudować niepodległe państwo.Chcieli unicestwić nasz naród.
14 czerwca 1940 roku z więzienia w Tarnowie wyjechał transport 728 Polaków. Większość stanowili bardzo młodzi ludzie. Osiemnastolatkowie, dwudziestolatkowie. Harcerze, uczniowie, studenci. Wielu z nich próbowało przedostać się przez granicę na Węgry, aby później walczyć w tworzonej we Francji armii generała Władysława Sikorskiego. Niemcy nazywali ich pogardliwie „turystami”.
Dzień wcześniej wyczytano ich nazwiska. Kazano się rozebrać, przejść dezynfekcję i przygotować do wyjazdu. Wielu było przekonanych, że jadą do pracy. Nie wiedzieli, że jadą do miejsca, które stanie się symbolem niemieckiego barbarzyństwa.
Po przyjeździe usłyszeli od zastępcy komendanta Karla Fritzscha, że nie trafili do sanatorium, lecz do niemieckiego obozu koncentracyjnego. Młodzi i zdrowi mieli według niego przeżyć najwyżej kilka miesięcy. Była to zapowiedź systemu, który miał odbierać człowiekowi godność, imię i nadzieję.
Dostali numery od 31 do 758.
Stali się numerami.
Tak działało niemieckie państwo totalitarne. Najpierw odbierało wolność. Potem nazwisko. Potem człowieczeństwo. Na końcu życie.
Co szczególnie porusza, ogromna część tych ludzi należała do pokolenia, które miało budować przyszłą Polskę. To byli chłopcy wychowani już w wolnej II Rzeczypospolitej. Pierwsze pokolenie odrodzonego państwa. Niemcy doskonale rozumieli, że jeśli chcą zniszczyć Polskę na pokolenia, muszą zniszczyć właśnie ich.
Dlatego Auschwitz nie zaczął się od anonimowych liczb.
Zaczął się od konkretnych polskich twarzy.
Od chłopaków, którzy zamiast studiować, zakładać rodziny i rozwijać kraj, zostali wepchnięci do wagonów przez niemieckich okupantów.
Dziś, gdy świat coraz częściej mówi po prostu o „nazistach”, a słowo „Niemcy” bywa dziwnie rozmywane, warto przypominać prostą prawdę.
Auschwitz został zbudowany przez państwo niemieckie.
Pierwszy transport tworzyli głównie Polacy.
Pierwszym celem obozu było złamanie i wyniszczenie polskiego narodu oraz polskiego ruchu oporu.
Dopiero później Auschwitz stał się centralnym miejscem zagłady europejskich Żydów.
Historia nie potrzebuje propagandy. Potrzebuje pamięci. A pamięć zaczyna się od odwagi nazywania rzeczy po imieniu.
Niemcy stworzyli ten obóz.
Niemcy wysłali tam pierwszych 728 Polaków.
Niemcy rozpoczęli tam piekło, które pochłonęło ponad milion istnień.
I właśnie dlatego 14 czerwca nie powinien być tylko datą w kalendarzu. Powinien być ostrzeżeniem, co dzieje się wtedy, gdy państwo buduje swoją siłę na pogardzie wobec innych narodów, a cywilizowany świat zbyt długo udaje, że nie widzi nadciągającego zła.
Ale pamięć nie może kończyć się na rocznicowych przemówieniach i składaniu kwiatów. Choć jestem pewien, że w tym dniu premiera Tuska w obozie nie będzie.
Pamięć oznacza również odpowiedzialność.
Polska utraciła około sześciu milionów obywateli. Zniszczono setki miast i tysiące wsi. Wymordowano znaczną część elit. Zrabowano majątek narodowy, dzieła sztuki i dorobek pokoleń. Skala strat była tak ogromna, że ich skutki odczuwamy do dziś. Dzisiaj propagandowo Niemcy chcą oddać Polsce jakiś drobiazg ze zrabowanej kolekcji.
Kwestia reparacji wojennych pozostaje nadal nierozwiązana.
Niemcy chętnie mówią o historycznej odpowiedzialności. Organizują uroczystości, budują miejsca pamięci, wygłaszają przemówienia o pojednaniu i konieczności pamiętania o ofiarach. Kiedy jednak pojawia się temat reparacji dla Polski, od lat słyszymy tę samą odpowiedź: sprawa jest zamknięta.
Dla wielu Polaków wygląda to jak wygodna selekcja odpowiedzialności. Pamięć tak. Symboliczne gesty tak. Finansowe konsekwencje i realne rozliczenie skutków wojny już nie.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Berlin od lat próbuje ten temat przeczekać, licząc, że wraz z upływem czasu będzie on powracał coraz rzadziej.
A przecież sprawiedliwość nie przedawnia się tylko dlatego, że minęło wiele lat.
Dlatego wspominając pierwszych 728 Polaków deportowanych do Auschwitz, nie powinniśmy pamiętać wyłącznie o ich cierpieniu. Powinniśmy pamiętać również o odpowiedzialności sprawców i o obowiązku mówienia prawdy, nawet wtedy, gdy jest ona niewygodna.
Bo historia zaczyna się od pamięci.
Pamięć zaczyna się od prawdy.
A prawda jest taka, że pierwszymi więźniami Auschwitz byli Polacy, obóz stworzyli Niemcy, a rachunek za zbrodnie II wojny światowej wobec Polski do dziś pozostaje nie zapłacony. Tego się nie da zamknąć samymi słowami i pustymi gestami.
Zostaw komentarz