Wczoraj w Berlinie grupa pięciu polskich chuliganów i terrorystów, za pomocą groźnego narzędzia w kształcie krzyża, jak podają niemieckie media w Polsce: „próbowała agresywnie upamiętnić polskie ofiary drugiej wojny światowej”.

Na szczęście stu niemieckich policjantów, którzy na miejsce zdarzenia przybyli dziewięcioma radiowozami dwie godziny wcześniej, udaremniło ten zwyrodniały, wyzywający i wulgarny atak pamięci. Należy nadmienić, że co drugi niemiecki policjant wyglądał jak Turek, bądź Syryjczyk.

Ergo już wiadomo, dlaczego kolonialne rządy z masy imigranckiej tworzą gladiatorów, pretorian oraz zbrojne ramię na własne potrzeby. Bowiem nie gryzie się ręki, która karmi. Ale to na marginesie.

Co się zaś tyczy wspomnianej piątki agresywnych Polaków, która postanowiła za pomocą aroganckiej i napastliwej modlitwy naruszyć prawa gościnności, tak charakterystyczne dla ludów germańskich, została ona powalona na ziemię i za pomocą czynności bijąco-kopiących (pięciu policjantów na jednego) przywrócona do porządku. Następnie została skuta, przewieziona do aresztu i pozbawiona wszelkich praw. Tak, jak się to czyni w państwach demokratycznych i cywilizowanych nowożytnej Europy.

Według ostatnich doniesień aresztowani Polacy byli przebrani w mundury polskich partyzantów i chcieli zaatakować gliwicką radiostację. Jak donoszą gazety naszych sąsiadów, umieszczenie dwumetrowego krzyża w pobliżu pomnika Ofiar Drugiej Wojny Światowej groziło katastrofą budowlaną i przygnieceniem już to spacerującego pieska, już to małego dziecka z Iranu.

Z całego świata płyną gesty poparcia dla policji niemieckiej oraz wyrazy uznania dla polskiego rządu za to, że ten ów temat postanowił przemilczeć i zamieść pod dywan. I słusznie. Takie warcholstwo bowiem karmi się rozgłosem.

Dlatego TVN oraz Polska Telewizja W Likwidacji lojalnie donoszą jedynie o incydencie na kanale La Manche oraz śmierci radzieckiego komika, co jest ważniejsze dla polskiej racji stanu, niźli jakieś tam popychanki z polskimi kibicami. Mam tylko nadzieję, że polski rząd przeprosi rząd niemiecki oraz niemiecką policję, za to, że ta zmuszona była reagować. Nie godzi się, nie godzi. Źli z nas sąsiedzi, źli.

Rację miał herr Jan Thomas Gross. Wiedzieliście o tym, że w języku angielskim „gross” znaczy obrzydliwi? Nie?
– Gonić dziadów! Gonić! – jak słusznie podpowiadał człowiek zwany orkiestrą, niedoszły pokojowy noblista, niejaki Jurek Owsiak.

Niemiecki rząd jednakże uspokaja niemieckich obywateli i biznesmenów, że nie ma obawy, żeby polski konsument nagle odwrócił się od niemieckich produktów, bowiem Polacy zawsze byli uzależnieni od niemieckiej chemii. Zwłaszcza tej z obozów koncentracyjnych.

Ergo przyjacielskie – „zwei parówken und musztarda na dwóch tackach” – nadal obowiązuje. I do przodu. Jest nadzieja, że jeśli polski rząd nie zareaguje na owo zdarzenie, to już za tydzień niemiecka policja w liczbie dwóch i pół milina żołnierzy Bundeswehry wkroczy na teren Polski, aby przywrócić w niej demokrację i praworządność. Ale co najważniejsze, aby obronić Polaków przed faszyzmem i przed nimi samymi. Tak nam dopomóż Merkel i Heinrich von Kniprode.

Ja zaś mam wielką nadzieję, że ktoś mój wpis zablokuje albo chociaż zgłosi tam gdzie trzeba, nie licuje on bowiem z przyjętą linią partii oraz etycznymi standardami. A że donoszenie mamy we krwi… Dosyć bowiem propagandy pisowskiej! Dosyć! Ament.

Autor: Dawid Wildstein