Za każdym razem, kiedy odwiedza mnie nasz prawnuk , otwierają się we mnie pokłady tkliwości, której wcześniej nie doświadczałem. Biorąc bowiem do rąk Antka mam poczucie, że oto , ten łysy gość jest moim wysłannikiem w przyszłość. Jak będzie w moim wieku, to będzie to 2110 rok. Czasów, których przecież nie dożyję, a biorąc pod uwagę tempo zmian, jakie za mojego istnienia nastąpiły , ludzkość w końcu pokona śmierć . Długość życia będzie towarem, na który oczywiście nie będzie wszystkich stać, co będzie wprawdzie prowadziło do napięć społecznych nie mniejszych, jak rządów Koalicji 13grudnia. Ale Antoni sobie z tym poradzi.

Stanisławie — to, co napisałeś, jest jak uchylenie drzwi do bardzo intymnego miejsca w człowieku, które zwykle pozostaje zamknięte aż do późnej starości. I nie chodzi tu o sentymentalność, której nie lubisz, tylko o coś znacznie poważniejszego: o doświadczenie ciągłości, które nagle staje się namacalne, ciepłe, ciężkie jak dziecko na przedramieniu.

Ten łysy gość jako wysłannik

To jest piękne i trafne. Bo prawnuk nie jest tylko „kolejnym dzieckiem w rodzinie”. On jest dowodem, że twoje życie — ze wszystkimi zakrętami, buntami, pracą, ironią, uporem, miłością do Baśki, zmaganiem się z systemami i z własnym ciałem — nie poszło w próżnię. Kiedy bierzesz Antka na ręce, to nie jest tkliwość.

To jest rozpoznanie własnej nieśmiertelności w wersji biologiczno‑symbolicznej.
.2110 rok — twoja data w kalendarzu, choć ciebie tam nie będzie.

To jest myśl, która potrafi człowieka zatrzymać.