Pamiętacie te płomienne przemówienia sprzed kilku lat? Te setki postów, konferencji i marszów w obronie standardów, praworządności, przeciwko „tłustym kotom” i kolesiostwu? Standardy miały być inne, przejrzyste, europejskie. Totalna zmiana jakościowa.

​A rzeczywistość? Punkt widzenia zależy wyłącznie od punktu siedzenia – a raczej od tego, czy siedzi się w wygodnej, VIP-owskiej salce z kanapą i telewizorem, podczas gdy „zwykli” pacjenci czekają na SOR-ze po 4-5 godzin.

​Kiedy przychodzi co do czego, urok władzy okazuje się silniejszy niż jakiekolwiek wcześniejsze deklaracje. Szybkie ścieżki, badania w 10 minut, omijanie kolejek w publicznych szpitalach dla „swoich” i ich rodzin. Pycha i uprzywilejowanie, które tak głośno piętnowano, nagle stały się całkiem wygodną codziennością.

​Aż ciśnie się na usta klasyk:

​”To już jest koniec, wyborcom zadość
uczynić, ale głupiemu radość…
Jak wielce nęcą tej władzy tryby,
To wszystko było na niby!”

​Okazuje się, że walka z patologiami systemu trwała tylko do momentu przejęcia nad nimi kontroli. Moralność i równe traktowanie? Były dobre na czas kampanii. Teraz, gdy tryby władzy ruszyły, maski opadły. Smutne, przewidywalne i cholernie wkurzające.

I co? I nic!

Wszystko będzie jak ma być i na tym opiera się świat!