Pamiętacie, co zobaczył Neo po zażyciu czerwonej pigułki? Kadzie z leżącymi w nich ludźmi, podłączonymi do maszyn czerpiących z nich energię. Według scenariusza Wachowskich człowiek znalazł się w takim stanie w wyniku wojny z maszynami. Cóż, “Matrix” powstał pod koniec ubiegłego wieku, przed erą smartfonów i zaledwie w zaczątkach rozwoju sztucznej inteligencji. Dziś takie spojrzenie wydaje się dość naiwne…
Wchodzę do szkoły, w której pracuję. Jest kilka minut przed ósmą. Na korytarzu wygodne siedziska. Mijam grupkę nastolatków pogrążonych w ciszy, pochylonych każde nad swoim urządzeniem elektronicznym, nad swoim wirtualnym światem, w niewygodnej dla kręgosłupa pozie. Muszą się nasycić monitorem, bo za chwilę zostaną odcięci od narkotyku na 45 minut. Oni już nie znają świata bez komórek. Wirtualna łączność jest dla nich jak powietrze. Zastanawiam się przez moment, co by zrobili, gdyby dano im do wyboru zamknięcie w ciasnym pokoiku bez kontaktu z rodziną i przyjaciółmi lub pozbawienie mediów elektronicznych. I czy w tym drugim przypadku poradziliby sobie z życiem.
To już inne pokolenie, nie powinnam porównywać. A jednak przypominam sobie nasze spotkania, rozmowy, flirty, obserwowanie świata… Nie żebyśmy byli lepsi. Po prostu nie mieliśmy takich narzędzi służących do uciekania od realnej, namacalnej rzeczywistości; były tylko ksiażki i jakieś gry planszowe oraz telewzizja z 1-2 programami, na których czasem dawano serial kryminalny lub obyczajowy.
Przechodzę obok następnej grupy. Jest zatrważająco cicha. Co widzą te nieobecne oczy? Jakich emocji doświadczają? Czego poszukują? Na co czekają? Może nie katują mózgu krótkimi filmikami, może czytają Tołstoja, grają w szachy, rozmawiają z mamą… Może są obecni, ale obecni w innym wymiarze jednak, wirtualnym…
Rewolucja informatyczna nie jest czymś, z czym można walczyć. Żadne zakazy, żadne modele zachowania tu nie pomogą. To po prostu jest. Skala tego uzależnienia jest tak ogromna, że można ją porównać do skali uzależnienia od jedzenia. Człowiek nie wygra wojny z maszynami, bo nawet jej nie wypowie. Owszem, dobrowolnie położy się w kadzi i będzie śnił spokojnie swój sen o życiu – nie za dobrym, nie za złym – takim, żeby wydawało się możliwe.
Możliwe też, że śnię ten tekst z mojej kadzi…
Zostaw komentarz