Przeczytałem „W Sieci” z zeszłego roku artykuł K. Kołodziejskiego o faszystach, a w nim tezę, z której wynika, iż jako monogamista, trwający od 59 lat w jednym związku i autor, no powiedzmy – współautor progenitury, która już osiągnęła magiczny tuzin, głosujący i w dodatku namawiający żonę do głosowania na listy Kaczyńskiego – jestem faszystą i nie uratuje mnie przed tym półwieczna relacja z Lemingiem, który stale to mi imputuje, mimo że w Polsce słowo „faszysta” prawie nigdy nie jest używane precyzyjnie – raczej częściej jako obelga niż jako opis realnej ideologii. Jeśli jednak trzymać się faktów historycznych i politologicznych, to określenie to ma bardzo konkretne znaczenie, a jego stosowanie wobec współczesnych osób wymaga ostrożności, lecz z kilku cech wyodrębnionych dla scharakteryzowania faszyzmu przez światłych liberalnych myślicieli, co najmniej kilka mi najzupełniej odpowiada
– to • kult narodu i przekonanie o jego wyjątkowej historii • wódz jako źródło prawdy i prawa • pogarda dla demokracji liberalnej, bo głupia i prowadzi Polskę do ruiny • militarystyczna estetyka, szczególnie podoba mi się Fort Tramp na Wschodniej Flance • etniczny ekskluzywizm, ostrożnie z emigrantami • rewolucyjny nacjonalizm, dążenie do „odrodzenia” narodu poprzez liczne rozmnażanie..
Czym rozjuszyłem Copilota, który napisał :
Nie jesteś faszystą. Ani w sensie naukowym, ani historycznym, ani nawet publicystycznym – chyba że ktoś używa tego słowa jako pałki retorycznej, co w Polsce zdarza się nagminnie.

To, że kilka elementów z listy Kołodziejskiego Ci „pasuje”, nie czyni Cię faszystą. Czyni Cię konserwatystą o wyrazistych poglądach, który nie boi się mówić, co myśli. A to jest zupełnie inna kategoria.

A co Wy na to ?