Stefan Czarniecki kojarzy się nam głównie z hymnu: „Jak Czarniecki do Poznania / po szwedzkim zaborze…”. Szkoda, bo jego największym talentem nie było efektowne prowadzenie wielkich, regularnych bitew.
Czarniecki był przede wszystkim mistrzem wojny podjazdowej, manewru, zasadzek i działań nieregularnych. Potrafił nękać znacznie silniejszego przeciwnika, atakować jego komunikację i zaopatrzenie, rozpraszać jego siły i uderzać wtedy, gdy najmniej się tego spodziewał.
Co ciekawe, wykorzystywał nie tylko zawodowe wojsko. W walce ze Szwedami potrafił wciągać do działań także lokalną ludność i chłopów, tworząc coś, co możemy nazwać wczesną formą ludowej partyzantki.
I tu pojawia się paradoks: w naszej pamięci narodowej Czarniecki zapisał się przede wszystkim dzięki przeprawie na duńską wyspę, podczas gdy jego prawdziwym wojskowym znakiem firmowym była umiejętność prowadzenia wojny, w której silniejszemu przeciwnikowi odbiera się przewagę.
Co więcej, jego dokonania w klasycznej wojnie regularnej nie zawsze wyglądały równie imponująco. Czarniecki był po prostu znacznie groźniejszy jako dowódca wojny manewrowej i podjazdowej niż jako dowódca wielkich bitew.
Może więc warto spojrzeć na niego nie przez pryzmat kilku wersów hymnu, lecz jako na jednego z najwybitniejszych polskich mistrzów wojny nieregularnej.
Zostaw komentarz